
Fot. PAP
W ostatnich kilkunastu dniach media sportowe w Hiszpanii pracują na pełnych obrotach w związku z niekończącym się dyskursem na temat potencjalnego transferu Juliána Alvareza do FC Barcelony oraz dopiero co zakończonych wyborów prezydenckich w Realu Madryt, a wraz z nimi debaty politycznej i starć na linii Florentino Pérez – Enrique Riquelme. Co do pierwsze wspomnianego tematu, od osiągnięcia punktu kulminacyjnego w negocjacjach, czyli oferty Barcelony opiewającej na 100 mln€ i późniejszych drwin Atlético z tej oferty, nie nastąpił żaden przełom, a większość doniesień medialnych pozostaje domysłami. Natomiast to co wydarzyło się w Madrycie na przestrzeni ostatniego tygodnia przedwyborczego i pierwszych dni po triumfie w elekcji Florentino Péreza, zasługuję na zupełnie oddzielny rozdział.
Kampania i reelekcja
W trakcie kampanii wyborczej, sprawy przybrały nieoczekiwanego zwrotu dla Florentino Péreza, starającego się o reelekcję. Jego kontrkandydat – Enrique Riquelme, zyskał wsparcie tak poważanych postaci jak Raúl Gonzalez, którego wyznaczył na swojego dyrektora sportowego, Iker Casillas czy legendarny Vincente del Bosque. Biznesmen pochodzący z Alicante grał kartą transferu Erlinga Haalanda jako swojego “galactico” oraz zatrudnieniem Jürgena Kloppa w roli szkoleniowca. Końcowo, oczywiście spodziewanie przegrał wybory, jednakże uzyskał poparcie na poziomie 35%, co stanowi fenomenalny wynik jak na tak krótki czas trwania kampanii oraz dość dużą wtopę wizerunkową z lawirowaniem pomiędzy niespójnymi informacjami na temat jego celi transferowych. Głosy na Riquelme można też potraktować jako wotum nieufności wobec Florentino, głosy przeciw. Nic dziwnego, ostatnie 2 lata w wykonaniu najlepszego prezesa w historii Los Blancos, nie należały do udanych, a naznaczone są nietrafionymi trenerami, niezbalansowaną kadrą oraz konfliktem w szatni i w strukturach klubu, który regularnie wycieka do mediów. Starający się o przedłużenie swojego mandatu społecznego Prezydent, podjął ofensywę transferową kontraktując Ibrahime Konaté z Liverpoolu oraz Denzela Dumfriesa z Interu Mediolan. Najważniejszy komunikat padł w wywiadzie dla “El Español”, gdzie 4 czerwca Prezes madryckiego klubu zdradził, że nowym nabytkiem będzie młody zawodnik, którego wartość oscyluje w okolicach 150 mln€. Potwierdził także zakontraktowanie José Mourinho oraz przedstawił koncepcję sprzedaży części udziałów klubu prywatnemu inwestorowi.
Ślepe poszlaki w poszukiwaniu gwiazdy
“Nowo” wybrany prezydent ruszył po zapowiadanego w kampanii “galactico”, piłkarza klasy światowej, który będzie panaceum na chorobę, która wyniszcza Królewskich od długich miesięcy. Ale kto miałby nim być? Po kolei.
Po obietnicy sprowadzenia młodego “galactico”, wszystkie oczy zwrócone były w kierunku Michaela Olise, jednakże niemiecki Sky Sport zapewnia, że Bayern rozważy ofertę za Francuza w wypadku, gdy osiągnie ona pułap 200 mln€. Kolejnymi gwiazdami wziętymi na tapet został portugalski duet ze środka pola triumfatora Ligi Mistrzów, czyli Vitinha oraz João Neves. Taki kierunek transferowy jasno pokazuje, że Florentino wyciągnął wnioski z wybrakowanej gry swojego zespołu oraz trafnie zdiagnozował epicentrum tej zarazy. Rozgrywający w postaci jednego z wyżej wymienionych Portugalczyków, mógłby wprowadzić Real na zupełnie inny poziom gry, w każdej konfiguracji i postaci. Jednakże, według dziennika Marca, klub z Paryża nie ma zamiaru wysłuchiwać ofert za swoich piłkarzy, którzy są twarzami autorskiego projektu Luisa Enrique. Sam Hiszpan nie chce słyszeć o takim scenariuszu, a piłkarze nie wysłali żadnego sygnału do zarządu jakoby chcieli odejść, więc kolejne drzwi zamknęły się przed twarzą Los Blancos.
Jak (nie)realizować obietnic wyborczych
Niesamowite sceny rozegrały się we wtorkowy wieczór w “sąsiednich” gabinetach w stolicy Hiszpanii. Około godziny 19, światło dzienne ujrzał “Comunicado Oficial” na stronie klubowej Królewskich, komunikat brzmi następująco:
“Real Madryt informuje, że po dzisiejszym posiedzeniu Zarządu złożył Atlético Madryt ofertę w wysokości 150 milionów euro za prawa federacyjne do zawodnika Juliána Alvareza.
Po przeanalizowaniu i ocenieniu tej propozycji Atlético Madryt podziękowało za złożoną ofertę, przedstawioną w ramach dobrych relacji istniejących między oboma klubami, oraz ją odrzuciło, odsyłając do klauzuli odstępnego zawodnika.”
Tłumaczenie; realmadryt.pl
Na odpowiedź ze strony głównych zainteresowanych nie trzeba było długo czekać, Atléti wypuściło swój “komunikat” na platformie X, a wygląda on tak:
“Oficjalny komunikat z naszymi wyjaśnieniami dotyczącymi oficjalnego komunikatu naszych sąsiadów z Realu Madryt:
1. Ucięliście film z Papieżem w momencie, w którym mówił, że jest też za Atleti.
2. Pomyliła wam się uprzejmość z wdzięcznością, ale żeby nie było wątpliwości: za nic wam nie dziękujemy.
3. Nie analizowaliśmy ani nie ocenialiśmy żadnej oferty za Juliána.
4. Jak mamy się z wami dobrze nie dogadywać, skoro rozśmieszacie nas jeszcze bardziej niż FC Barcelona.
P.S. Korzystając z dobrych relacji z waszym nowym prezesem, może przestaniecie „kraść” zawodników z naszej Akademii. Bardzo dziękujemy, Realu Madryt!”
Tłumaczenie; realmadryt.pl

Fot. GettyImages
Z perspektywy dnia dzisiejszego wydaje się, że Florentino Pérez wraz z zarządem powiedzieli “sprawdzam” i przedstawili konkretną ofertę, opiewającą na kwotę, na którą powoływali się działacze Atlético w kontekście rozmów z FC Barceloną. Tym razem Królewscy zostali odesłani, ale do klauzuli odstępnego Argentyńczyka, która wynosi 500 mln€. Prezes Realu tym ruchem prawie na pewno wykluczył transfer “La Araña” do Blaugrany, ponieważ Duma Katalonii musiałaby wejść do gry mając przynajmniej owe 150 milinów w kieszeni. W obozie Królewskich mówi się o ograniu Joana Laporty i Deco w sposób królewski, w gabinetach Atlético otwierają szampany po udanej obronie oblężonej twierdzy, a w Katalońskich dziennikach oburzenie po ofercie złożonej przez Real. Prawdziwa wojna na szczycie.
Autor: Kamil Zeman

