Dla fanów Kolejarza Opole nie ma ważniejszej osoby niż Marian Spychała. Jest patronem stadionu, na którym ścigają się zawodnicy z Opola. Spychała przez wiele lat był trenerem nie tylko wspomnianego Kolejarza, ale też reprezentacji Polski i innych klubów np. na Węgrzech czy Stali Rzeszów. W historii "czarnego sportu" jest jedną z najważniejszych postaci. Jego kariera trwała dekadami mimo, że nie zawsze było kolorowo.

Marian Spychała i jego podopieczny Marek Mróz fot: z albumu rodzinnego
Rodzinna legenda
Często się słyszy, że sportowiec jako dziecko było zakochane w danej dziedzinie sportowej, że spał np. z piłką albo mocno wierzył w swój sukces. W rodzinie pochodzącego z Pasierb Spychały również panuje legenda, że było mu pisane zostanie ikoną czarnego sportu.
- Bawiąc się na podwórku zaczepiła go cyganka, która wywróżyła młodemu Marianowi, że swoją przyszłość poświęci "czarnemu sportu" i odniesie wielki sukces - opowiada Andrzej Wlekliński - kuzyn Spychały.
Od Rawicza do Rzeszowa
Marian Spychała swoją przygodę zaczął w Kolejarzu Rawicz. W tej drużynie jeździł razem z m.in. Florianem Kapałą - jednym z najlepszych żużlowców tego okresu. W sezonie 1954 Kolejarz zdobył brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Kolejny rok to srebrny krążek. Rawiczanie w tabeli ustąpili tylko Gwardii Bydgoszcz. A o sile tego zespołu stanowili właśnie Spychała i Kapała. Po zajęciu drugiego miejsca w klubie ze "starej gwardii" zostali właśnie Kapała oraz Spychała. W 1956 r. Spychała razem z kolegami zajął 5. miejsce w tabeli, po czym opuścił klub i przez rok nie ścigał się na torze.
W 1958 r. na jeden sezon Marian Spychała zasilił rezerwy Sparty Wrocław, po czym wrócił do Rawicza. Warto przypomnieć, że w Rawiczu po sezonie 1959 zawieszono działalność klubu na długie lata. W 1960r. Spychała odszedł na jeden sezon do Unii Tarnów, a potem jeździł w Stali Rzeszów do 1970r.
W stolicy Podkarpacia Marian zdobył aż 4 krążki - 1 złoty, 2 srebrne i 1 brązowy. Złoty medal z 1961 r. był jedynym takim w dorobku Spychały. Rzeszowska Stal wygrała 13 meczy i 1 zremisowała. Spychała zgarnął wtedy 49 pkt. W stolicy Podkarpacia ponownie jeździł razem z Florianem Kapałą.
Lata 60. to był również jego najlepszy okres. Oprócz wspomnianych drużynowych medali był uczestnikiem wielu zawodów - od memoriału Alfreda Smoczyka po Finał Indywidualnych Mistrzostw Polski.

Zawodnicy Kolejarza Rawicz z Marianem Spychałą (czwarty o lewej) fot: z albumu rodzinnego
Sensacja w Mariborze
W wieku 38 lat Spychała razem z Pawłem Mirowskim brał udział w Mistrzostwach Świata Par w jugosłowiańskim Mariborze. Płk Rościsław Słowiecki - najważniejsza osoba w polskim speedwayu tamtego okresu wysłał doświadczonych sportowców z nadzieją, że nie awansują do finału i szybko wrócą do Polski. Słowiecki był przeciwnikiem Mistrzostw Świata Par i chciał je zbojkotować wysyłając weteranów, którzy jeździli na zapleczu I ligi żużlowej. Obaj sportowcy nie byli już w kwiecie wieku i najlepszej formie, ale mimo to awansowali do finału.
Spychała zdobył 15 pkt, a Mirowski 9. Lepszy od nich był czechosłowacki duet Štancl - Verner. To mógł być moment weteranów, jednak niestety na finałowe zawody w Malmö nie pojechali. Ich miejsce zajęli Duńczycy z Ole Olsenem na czele. Całe zawody wygrał nowozelandzki duet Ronnie Moore - Ivan Mauger. Rok później Polacy zdobyli złoto, jednak już bez udziału Spychały.
- Wysłano nas na pożarcie, a my sprawiliśmy sporego psikusa i nasze władze nie wiedziały co z nami zrobić. W końcu podjęły decyzję, aby na finał nas w ogóle nie wysyłać. To było bardzo przykre, bo przecież ten awans uczciwie wywalczyliśmy na torze - skomentował wiele lat później Spychała.
Jako trener
Spychała był cenionym trenerem nie tylko w Polsce, ale i na Węgrzech. Jego syn Maciej tak opisał czym zajmuje się trener drużyn żużlowych i jak wpłynął na rozwój tej dyscypliny.
- Moim zdaniem praca trenera w żużlu polega przede wszystkim na odpowiednim skompletowaniu par zawodników pod względem umiejętności oraz predyspozycjach psychologicznych oraz motorycznych, a następnie takim ustawieniu ich w składzie, aby realnie mogli konkurować z parami drużyny przeciwnej. To kwestia właściwej konfiguracji zespołu, ale też organizowania treningów umiejętności jeździeckich, budowania autorytetu oraz - jak dziś byśmy to nazwali - mentoringu - wyjaśnia jego syn.
- W przypadku mojego ojca bardzo ważne były również jego rozległe kontakty zagraniczne. Dzięki nim sprowadzał części do motocykli, całe motocykle, utrzymywał relacje z odpowiednimi ludźmi i współpracował z trenerami z Zachodu. To w tamtych czasach miało ogromne znaczenie - opisuje Maciej.
Spychała był tytanem swojej pracy. Od zawodników wymagał punktualności, determinacji i dyscypliny. Za wszelką cenę chciał uzyskać określony cel, a żużel był jego wielką miłością.
Polak w służbie madziarskiego żużla
Spychała pracował na Węgrzech jako trener drużyny Volan Gyula, w którym świętował wicemistrzostwa Węgier (1983-1985). W tym okresie pracował nad rozwojem dyscypliny od podstaw. Jednym z jego podopiecznych był Gáspár Barnabás, który awansował do finału Mistrzostw Świata Juniorów jako rezerwowy. Ponadto to on sprowadził do Opola pierwszego zagranicznego żużlowca - Zoltána Hajdú.
Największy sukces - Drużynowe Mistrzostwa Świata 1996
Największym osiągnięciem Spychały jako trenera było Drużynowe Mistrzostwo Świata 1996, które odbyły się w niemieckim Diedenbergen. Polskę reprezentowali Tomasz Gollob, Piotr Protasiewicz i Sławomir Drabik. Zwycięstwo okazało się na tyle istotne, że na taki sukces polscy fani speedwayu czekali 25 lat. Polacy zaczęli zawody od trzeciej rundy na stadionie Polonii Piła. O zwycięstwo walczyli do samego końca z Rosjanami, którzy zostali pokonani punktem, a kluczowe były cztery punkty uzyskane w ostatnim wyścigu przez Rafała Dobruckiego (1) i Protasiewicza (3). W finale Dobruckiego zastąpił Drabik, który zdobył 12 punktów, a Gollob - 15. Protasiewicz nie zdobył ani jednego, jednak to wystarczyło, żeby Polacy zostali Mistrzami Świata.

Drużynowi Mistrzowie Świata z 1996 pod wodzą Mariana Spychały fot: z albumu rodzinnego
W domu
Marian Spychała miał dwójkę dzieci - Macieja i zmarłą Mariolę, zwaną Kingą. Śmierć córki mocno wstrząsneła Marianem. Jego syn był związany z żużlem, ale nie jako zawodnik i trener tylko jako uznany sędzia. O to jaki był Marian w domu i czy w nim był opowiada Maciej:
- W pierwszych latach przeprowadzał się razem z rodziną. Były jednak okresy pracy, kiedy mieszkał sam - szczególnie wtedy, gdy moja mama otworzyła swój sklep w Opolu. Często dojeżdżał, pokonując krótsze i dłuższe trasy. Generalnie jednak w domu bywał niewiele. Trzeba też pamiętać o kontekście historycznym - w tamtych czasach normą było jeżdżenie za pracą po całym kraju, często z nakazu pracy. W przypadku sportowców było to tym bardziej oczywiste. Czasy były inne. Sytuacja ewoluowała na przestrzeni lat, zwłaszcza po transformacji ustrojowej. Choć był głową rodziny, to w domu rządziła mama, a on pokornie się jej podporządkowywał.
Spychała wspierał swojego syna i wnuczki w ich karierze. Maciej został sędzią ze względu na to w jakim środowisku się wychował. Marian żył żużlem i wspierał inicjatywy z nim związane np. kobiecy czarny sport.
- Był człowiekiem otwartym. Mimo że żużel to bardzo męski sport, miał nowoczesne i wspierające podejście do kobiet w sporcie. Wspierał Sylwię Pszon, był dumny z wnuczki - wspierał ją, gdy ta próbowała zostać sędziną żużlową oraz kibicował drugiej wnuczce w jej sportowej drodze - dodaje jego syn.
Marian Spychała zmarł 26 lutego 2015 r. w Opolu. Po jego śmierci na jego cześć nazwano stadion na którym ścigają się opolscy żużlowcy.
Autor: Jan Wlekliński

