
Fot. fcbarcelona.com
To piękne łacińskie powiedzenie mówi o tym, że popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale rozszerzenie powiedzenia poszerza kontekst o tym, że wieczne błądzenie jest diabelskie. Drużyna Hansiego Flicka zdaje się być w tym błądzeniu nieprzenikniona, kolejny rok Barcelona nie daje sobie szansy na zdobycie upragnionego tytułu Ligi Mistrzów. Tym razem padło na drużynę wojaków Cholo Simeone, która w swoim stylu, pragmatycznie lecz do bólu konsekwentnie realizowała założenia Argentyńczyka, w końcowym rozrachunku awansując do półifnału Champions League pierwszy raz od sezonu 2016/2017. Fatalna passa trwa, pomimo dominacji w dwumeczu nad posiadaniem piłki, kreacją sytuacji, liczbą goli oczekiwanych, nie da się przejść do półfinału strzelając tyle samo bramek ile dostając czerwonych kartek. Choroba systemowa trawi Barcelone od początku pracy Flicka, a jej symptomy wykryto już za pracy Xaviego, jesteśmy tutaj by ją zdiagnozować.
Piękny spektakl, ze znanymi zwrotami akcji
Nie sposób abstrachować całkowicie od przebiegu meczu rewanżowego, wszak szybkie dwa ciosy wyprowadzone przez Blaugrane zachwiały kolosa na Metropolitano, ale nie znokautowały go. Pierwsze pół godziny dominacji przyjezdznych z Katalonii, udokumentowane zostało dwoma trafieniami, natomiast za nieumiejętność wygaszenia spotkania i utrzymania się przy piłce, Barca zapłaciła najwyższą cene, tracąc bramkę po szybkim ataku prawą flanką Rojiblancos i zabójczym wykończeniu Lookmana. Ten sam schemat powielany przy okazji wielu spotkań FC Barcelony, przewaga z gry, potwierdzenie przewagi na tablicy wyniku i niemożność kontynuowania gry na swoich warunkach. Atletico dzięki wypracowanej przewadze w pierwszym starciu, mogło pozwolić sobie na pewien margines błędu, przy tym nie panikując, a otrząsając się po mocnych ciosach zadanych przez Yamala oraz Ferrana Torresa. Stracony gol przez Barcelone to akcja kopiuj, wklej z poprzednich spotkań, nawet biorąc pod uwagę tylko starcia z Atletico, Blaugrana straciła takich goli conajmniej kilka za kadencji Flicka przeciwko ekipie z Metropolitano. Raz winny jest obrońca, który łamie linie spalonego, raz cała boczna flanka jest odkryta, ponieważ ktoś ze środka pola nie zaasekurował pozycji, a innym razem zwyczajnie napastnik wklei się idealnie w linie i pośle kapitalne podanie przeszywające linie defensywną Barcy wzdłuż. Jest to luka w systemie Hansiego Flicka, gdzie cała drużyna pracuje w pressingu, ale też cała wraca do gaszenia pożaru, a tracone bramki w sposób chroniczny, przykrywane są “goleadami” w wykonaniu kolegów z formacji ofensywnej. W tym dwumeczu nie udało się strzelić więcej niż stracić, efekt? Eliminado

Fot. Getty Images
Ławka zbyt krótka by na niej usiąść
Nie będzie niczym odkrywczym pastwienie się nad sytuacją kadrową Dumy Katalonii, natomiast czy można liczyć na zjawiskową remontadę, gdy moce ofensywne z ławki wzmacnia Marcus Rashford, Roony Bardghji oraz Ronald Araújo? Bardzo ryzykowne założenie, wręcz abstrakcyjne. Anglik pomimo kilku bardzo obiecujących momentów, nadal wygląda jak ciało obce w systemie stworzonym przez niemca, Roony nie dostaje szans z ławki nawet na końcówki przesądzonych już spotkań, a Urugwajczyk nawet nie jest napastnikiem. Brak Raphinhi był bardzo odczuwalny, szczególnie w meczu rewanżowym, kiedy po zejściu Fermína Lopeza, lewa strona Barcy zaczęła przeciekać, jeszcze mocniej niż w pierwszej połowie, za sprawą miernej intensywności jaką wnosi Anglik, o ile wniósł jakąkolwiek w tym spotkaniu. Poza kwestią intensywności oraz pracy w defensywie, bez Brazylijczyka lewa flanka nie istniała ofensywnie (vide Tabela.1 oraz Tabela.2 poniżej). Oparcie na grze przez środek oraz akcjach indywidualnych Lamine
Yamala tym razem nie wystarczyło. Z perspektywy czasu, patrząc na sagę transferową Nico Williamsa, może warto było postawić na ten profil zawodnika, gracza który zrobi różnice, ale zapewni także minimum przebojowości w ostatniej tercji. Lamine Yamal odpowiada za blisko 35% wejść w dryblingi w zespole Barcelony, to przepaść na tle pozostałych drużyn La Liga.

Tabela.1 Geneza ataków w pierwszym meczu ćwierćfinałowym
Tabela.2 Geneza ataków w drugim meczu ćwierćfinałowym
Precedens dobrze nam znany, tym razem padło na Erica
Który to już raz defensorzy Barcy nadziewają się na włócznie w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. W sezonie 2023/2024 słynny faul Ronalda Araújo na Bradleyu Barcoli w 30 minucie rewanżowego spotkania i porażka z PSG, aż 1:4. W poprzedniej temporadzie Champions League, Pau Cubarsí z faulem kasującym realną okazje do strzelenia bramki na Pavlidisie w meczu 1/8 finału przeciwko Benfice i fantastyczne zawody Szczęsnego między słupkami. W tym sezonie w meczu fazy ligowej z londyńską Chelsea po raz kolejny Urugwajczyk zanotował dwa ostre wejścia na kartkę, w konsekwencji zapracował na czerwień. Nadszedł ćwierćfinał i w oby dwóch spotkaniach tej rundy Barcelona dostaje bezpośrednią czerwoną kartkę. Być może piłkarze szkoleni od dziecka w Katalonii zapominają o najważniejszej wykładni wpajanej w La Masii, czyli poradzimy sobie lepiej ze straconą bramką niż z jednym zawodnikiem mniej. Tak czy inaczej, jest to kamyczek do ogródka Hansiego Flicka, jest to pierwszy przypadek w historii kiedy FC Barcelona otrzymała 3 czerwone kartki w jednej edycji Ligi Mistrzów UEFA.

zdjęcia: instagram - @ericgm3
Historyczne statystyki
Diego Simeone po raz pierwszy przegrał rewanżowy mecz fazy pucharowej Ligi Mistrzów u siebie, do tej pory 17 spotkań, 11 wygranych, 6 remisów oraz 5 goli straconych.
Lamine Yamal został trzecim zawodnikiem od sezonu 2010/2011, który stworzył więcej niż 4 duże okazje w trakcie spotkania fazy pucharowej Ligi Mistrzów.
FC Barcelona jest pierwszą hiszpańską drużyną w historii Ligi Mistrzów, która uzyskała passę 15 spotkań w tych rozgrywkach bez zachowania ani jednego czystego konta, passa trwa od meczu ćwierćfinałowego z Borussia Dortmund w sezonie 24/25, który zakończył się wynikiem 4:0.
Statystyka defensywna FC Barcelony w Lidze Mistrzów 25/26:
0 czystych kont, 3 czerwone kartki, 1.7 gola straconego na mecz.
Autor: Kamil Zeman

