Dlaczego Oscary obchodzą nas coraz mniej?
Co się stało z Oscarami?
Wielkie wyróżnienie wynikające z samej nominacji, wyjątkowa nobilitacja, sława
i chwała dla laureatów oraz medialne show wynikające z samej wagi wydarzenia
to cechy charakteryzujące, wydaje się, odległą złotą erę nagród filmowych. A
przecież do nie tak dawna amatorzy i znawcy kina zasiadali jak do telenoweli,
cytując klasyka, żyli życiem zastępczym, słowem nie mogli się doczekać, by
zobaczyć galę, przede wszystkim poznać laureatów. Filmy zwycięskie zostawały
w świadomości zbiorowej, nie schodziły z języków, opiniom na ich temat
towarzyszyły pełne pasji dyskusje, popadano nad nimi w zachwyt, często nazbyt
przesadny. A teraz? Ktoś wie kiedy są Oscary i nie może się ich doczekać? Kogoś
obchodzi, kto zgarnie statuetkę i za co? Co się stało z Oscarami?
Pamiętam czasy, gdy widzowie, krytycy i akademia byli jak jednogłośna ława
przysięgłych. Oscara wygrywał po prostu największy film roku i wszyscy byli
zadowoleni. Ta tendencja była szczególnie widoczna na przełomie wieków. Lista
Schindlera, Titanic, Gladiator, American Beauty czy chociażby Władca pierścieni.
Wszyscy to oglądali, wszyscy o tym rozmawiali, wszyscy się zachwycali. Oczywiście
część z tych filmów była przełomowa, jeśli nie dla kinematografii w ogóle, to w
obrębie swojego gatunku.
Kino a era Internetu
Były to jednak czasy, w których telewizja miała praktycznie monopol na widza,
poza kinami, które wprowadzały premiery filmowe. Ale przyszła era internetu, a
razem z nią większa fragmentaryzacja, inny sposób konsumowania treści, a co za tym
idzie inny sposób ich produkcji, dostosowany do nowoczesnego widza. Do tego social
media, które przejęły rolę kształtowania rzeczywistości i wyznaczania trendów. Kina,
wyparte przez platformy streamingowe, straciły na ważności, co przełożyło się
bezpośrednio na ich prestiż. Attention span cały czas ulega degradacji, produkcje
filmowe zaczynają używać nadmiernej ekspozycji, by widz, rozproszony
otaczającymi bodźcami oraz multitaskingiem,wciąż mógł nadążać za fabułą. Do tego
Oscary coraz bardziej oddalają się od boxoffice. W ostatnich latach nagradzane były
filmy, które nie brały szturmem weekendów otwarcia, były bardziej kameralne, miały
znamiona kina artystycznego, chociażby (świetny, jednak odległy od boxofficowego
standardu) Nomadland, a największe popkulturowe fenomeny i hity, jak np. Top Gun
Maverick, pozostawały z niczym w najważniejszych kategoriach. Sytuacja wyglądała
trochę inaczej w 2024 roku, kiedy dostaliśmy fantastyczną kampanię promocyjną
Oppenheimera i Barbie, których starcie napędziło hype na galę. Barbenheimer jest
jednak fenomenem, sytuacją wyjątkową, możliwe że niepowtarzalną. Dlatego
blockbustery czasami nie są nominowane w głównej kategorii, lecz wyłącznie w
kategoriach technicznych.
Zmiany w strukturze gali
Do 2009 roku nominowanych w kategorii najlepszy film było zaledwie pięć
tytułów, teraz jest ich 10, zaznaczę, że są to o wiele bardziej zróżnicowane tytuły, nie
tylko tematycznie, ale także nieprzystające do siebie formą, odbiegające od kultury
blockbusterów. Sama nominacja przestała być czymś elitarnym i prestiżowym. Do tego sezon nagród trwa miesiącami, co powoduje mały przesyt. Serialowe Emmy,
Critics Choice, SAG Awards, Złote Globy, BAFTA - przez to w dniu Oscarów często
mamy poczucie, że i tak już wiemy, kto wygra i znika napięcie. Oczywiście często
dochodzi do zaskoczeń i zdobycie nagród na innych galach nie jest wyznacznikiem
ani pewnikiem zdobycia Oscara.
Wpływ mediów społecznościowych na społeczeństwo
Social media spopularyzowały też krótsze formy przekazu: shortsy, rolki,
reelsy. Dlatego czterogodzinna gala, statyczna, często rozwleczona po prostu nudzi. W
tym samym czasie szukamy wycinków tych najbardziej przyciągających momentów:
te ze zdobycia nagród, przemówienia, dramy, przebitki ze strojów gwiazd,
kontrowersyjne opinie z wywiadów mieszczące się w kilkudziesięciu sekundowych
wideo. Tabloidyzacja przeistacza się, ewoluuje, to co szokowało kiedyś już dawno
zostało w tyle, teraz granica jest bez przerwy przesuwana, szukamy czegoś nowego,
niespotykanego, kontrowersyjnego do potęgi, czegoś klikalnego. Same filmy coraz
rzadziej są w centrum uwagi, stają się dodatkiem. Ktoś kogoś uderzy, ktoś się pomyli,
ktoś zrobił niezapomniane show. Możemy spodziewać się, że osoby nagrodzone pójdą
śladem zwycięzców na gali Grammy, Billie Eilish i Bad Bunny'ego, którzy wygłosili
swoje statementy społeczno-polityczne, które odbiły się głośnym echem. Możemy
więc zakładać, że wydarzy się performance porównywalny z tym, który zaserwował
na gali w 1973 r. Marlon Brando, w końcu taka gala daje przestrzeń i pewnego
rodzaju autorytet, kapitał do wywarcia presji, zwrócenia uwagi na globalne problemy.
Byle nikt go nie roztrwonił. Nie zanosi się także na to, abyśmy dostali kolejne
wystąpienie polskiego laureata, nie nastawiam się więc na nowego Rybczyńskiego czy
Pana Andrzeja Wajdę, którzy, pamiętajmy, zaszczycili Akademię wspaniałymi, na
wskroś polskimi wystąpieniami.
Może przypisaliśmy Oscarom zbyt duże znaczenie? Ostatecznie wyrok jak
zawsze wydadzą widzowie, a może i same Oscary kiedyś zaczną znów nas
interesować.
Autor: Tadeusz Myszka

