MENU
Strona główna
Ramówka
Audycje
Ludzie
Recenzje

Galerie
Słuchaj nas!
O Radiu
Kontakt
Dla mediów
Linki / Partnerzy
Telefon do studia:
GADU GADU:
Słuchaj nas
Recenzje autorstwa redaktorów Radia "Egida"
Najlepiej, najdalej, najwyżej. Oto dział poświęcony recenzjom przygotowywanym przez redaktorów Radia "Egida". Znajdziecie tutaj nasze subiektywne oceny nowych płyt i filmów.
Skala ocen odpowiada tej znanej ze szkoły, rozpina się od 1 do 6: 1 - dno, 2 - fatalne, 3 - ujdzie, 4 - dobrze, 5 - bardzo dobre, 6 - rewelacja.
Film

31.12.2010

Tron: dziedzictwo


Szumnie zapowiadany hit disneya "Tron: dziedzictwo" z pewnością hitem będzie. 21 grudnia wybraliśmy się do kina Orange Imax (Cinema City Polska - dzięki za zaproszenie!) na specjalny przedprzedpremierowy pokaz tej kontynuacji klasyka z 1982 roku. Z góry mówimy - jeżeli macie ochotę na rewolucyjną historię, która wzruszy Was do łez i spowoduje refleksję - nie idźcie na ten film. Polecamy go natomiast wszystkim fanom kina dobrze nakręconego, dobrze zrealizowanego i gwarantującego solidną dawkę akcji. Fabuły przybliżać nie będziemy, bo kreci się ona ciągle wokół tego samego, czyli wciągnięcia głównego bohatera do wnętrza komputera, gdzie rozgrywa się jakieś 99% akcji filmu. O dziwo, w przeciwieństwie do cześci pierwszej, tenże świat komputerowy w większości nakręcony został na zwyczajnym planie, nieliczne fragmenty zostały wygenerowane cyfrowo. To dosyć istotne, bo "Tron" sprzed prawie 30 lat był filmem rewolucyjnym właśnie dlatego, że tak mocno wykorzystane zostały możliwości ówczesnych komputerów. Dzisiaj, poza oczywiście efektami specjalnymi w rodzaju motocykli świetlnych, czy walki na dyski, najistotniejszym elementem stworzonym przez komputer w tym filmie jest... Jeff Bridges. A właściwie jego młodsza o 30 lat wersja. Ten znakomity aktor występuje tu bowiem w dwóch postaciach - jako Kevin Flynn, gdzie gra bez efektów cyfrowych, oraz jako zły program CLU - tutaj jego twarz została wygenerowana całkowicie cyfrowo na podstawie mimiki i wyglądu Bridgesa w 1982 roku. Jak już przy tym jesteśmy, to warto wspomniec co nieco o grze aktorskiej, gdzie oczywiście rządzi stary, poczciwy Jeff. Odtwórca głównej roli, Garrett Hedlund nie jest najgorszy, ale tez niewiele ma do roboty, musi jedynie zagrać typowego hollywoodzkiego bohatera. Jeżeli chodzi o Olivię Wilde, to zdecydowanie lepiej gra w serialu "Dr. House" - jakoś nie kupuję jej błogiego uśmiechu. Jedną drobną kreację warto podkreślić - Michael Sheen, który wcielił się w rolę programu Castor, zagrał po prostu rewelacyjnie. Walki - zrealizowane świetnie, efektowne i widowiskowe. Efekty specjalne również. Co zostało? Został soundtrack, który naszym zdaniem zasłużył na miano soundtracka roku. Pięcioletnia przerwa w nagrywaniu zrobiła chyba Daft Punk dobrze, bo nagrali album bardzo dobry, taki, którego z przyjemnością słucha się w domu. Polecamy zatem serdecznie "Tron: dziedzictwo", zwłaszcza tym, którzy sentymentem darzą "tron" z 1982. Jesteśmy zgodni w twierdzeniu, że patrząc na tę produkcję Walt Disney w grobie się nie przewraca.

Jerzy Jankowski & Michał Kozioł
Krzemowa Dolina





05.11.2010

Wall Street: Pieniądz nie śpi


Rok 1987, ‘Wall Street’. Cyniczny i pozbawiony skrupułów Gordon Gekko (oscarowa rola Michaela Douglasa) wprowadza nas i odkrywa przed nami wizję bezwzględnego świata finansjery, mroczną i prawdziwą stronę kapitalizmu. Mistrz lawirowania w ekonomicznym labiryncie przepisów i luk w prawie, zbija fortunę na oscylujących na granicy prawa praktykach gospodarczych; czy uciekając się od eufemizmu - nielegalnych. Stosując w pełni agresywnie machiavellowską zasadę ‘celu uświęcającego środki’ miast stać się przestrogą dla maklerów, został ich wzorem. Markowe garnitury najlepszych projektantów, najwykwintniejsze restauracje Nowego Yorku, dzieła sztuki najsłynniejszych artystów czy... telefon komórkowy - wówczas szczyt technologii i nonszalancji - w takim świecie obracał się Gekko. Ale niedługo...

Rok 2010, ‘Wall Steet: Pieniądz Nie Śpi’. Na wstępie już widać ile lat upłynęło od czas oryginału. Niegdysiejszy król, zdetronizowany za szwindle i machlojki finansowe, opuszcza po latach więzienie. Gekko, w pomiętej marynarce, z zszarganą fryzurą, twarzą przeoraną zmarszczkami, telefonem komórkowym miary i wagi przysłowiowej cegły, aczkolwiek dalej z charyzmatycznym błyskiem w oku, wyrusza raz jeszcze na podbój odebranych mu ziem i tytułu. Lata spędzone za kratkami ponoć zrewidowały jego poglądy na giełdę. Napisał nawet w związku z tym książkę pod, notabene, tytułem: ‘Czy chciwość jest dobra?’. Podczas spotkania z czytelnikami, wygłaszając płomienną przemowę na temat mechanizmów i roli etyki na polu ekonomii, poznaje swego przyszłego zięcia Jake’a (Shia La Beouf), który oczarowany jest jego erudycją, retoryką i elokwencją. Jake, ambitny i zdolny gracz z Wall Street, zawiera swoisty układ z Gekko - pomoc w zemście na niejakim Brettonie (Josh Brolin), miliarderze odpowiedzialnym za śmierć mentora Jake’a, w zamian za możliwość pojednania się córką Winnie (Carey Mulligan), która dawno już wyparła się nieczułego ojca odpowiedzialnego za rozpad rodziny.

Relacja jaka łączy czołowych bohaterów nasunęła mi na myśl klasyczny schemat mistrz-uczeń, chociażby na podobieństwo tandemu Hannibal Lecter i Clarice Starling z ‘Milczenia Owiec’ Jonathana Demme. Gekko jawi się jako mentor i diabeł w jednej osobie. Znudzony już trochę życiem kusi i wprowadza w brudne tajniki Wall Street młodego rekina finansów Jake’a. Ten, psychicznie oraz finansowo podłamany i żądny rewanżu po stracie swego opiekuna oraz nauczyciela (Frank Langella), odnajduje w Gekko namiastkę nigdy nie zaznanego ojca, substytut ojcowskiej miłości. Do końca jednak nie jesteśmy pewni czy Gekko pozostał tym samym draniem sprzed dwóch dekad, kiedy nie mrugnąwszy okiem zwalniał z pracy tysiące osób, a który teraz, pod umiejętnie odgrywaną maską współczucia i łzawych wyznań, nie manipuluje przypadkiem bohaterami, nie bawi się z widzem...

Najsilniejszym atutem produkcji okazuje się właśnie rewelacyjna obsada. Zarówno starsze pokolenie (nie tylko Micheal Douglas, ale też Brolin, Langella, Wallach czy Sarandon), jak i młode, kształtujące się talenty (LaBeouf, Mulligan) sprawdzają się znakomicie. Micheal Douglas, z znaną mu drapieżnością i klasą, ponownie doskonale odnalazł się w jednym ze swych najlepszych wcieleń (rola Gekko zaskarbiła mu miejsce na każdej liście 100 najsłynniejszych schwarzcharakterów). Żywiołowo, z naturalnym talentem prezentują się na ekranie również LeBeouf oraz Mulligan. Miłym akcentem na pewno okazują się epizodyczne role przygasłych już dziś gwiazd kina jak Langella czy szczególnie urokliwa kreacja Wallach’a.

W rzeczywistość Wall Street bezwarunkowo wciągnie nas również Rodrig Prieto, który swym operatorskim kunsztem w pełni oddaje nerwową atmosferę świata finansów oraz zaserwuje nam imponujące zdjęcia Nowego Yorku, jak choćby otwierająca film czołówka z monumentalną panoramą miasta i karkołomnym ujęciem kamery pnącej się między drapaczami chmur. Podobnie i zręczny, chwilami teledyskowy, montaż, nie narzucający się jednak nachalnie efektami, wspiera stronę wizualną filmu, przydając mu artystycznej wartości i przyjemności czerpanej z seansu. Bez zastrzeżeń wypada również sentymentalna warstwa muzyczna - Stone serwuje nam znane wszystkim chwytliwe szlagiery sprzed lat, świetnie zgrywające się z dynamiką formy.

Jak na razie wszystko byłoby zdecydowanie na ‘tak!’, aczkolwiek do perfekcji wykonania brakuje mi jednego: intrygi. Scenariusz, przy którym współpracowali m.in. Stone i Stanley Waiser, odpowiadający za fabułę pierwowzoru, co najmniej kuleje. Historia wprowadzając mnogość wątków, traci tym samym koherencję, zatraca tempo i lekkość, starając się nadaremnie dogonić rozpasanie formalne obrazu, gubiąc gdzieś po drodze widza pozostawionego z poczuciem dezorientacji. Powoli wyłaniająca się prymarna oś fabularna również niczym szczególnym nie zaskakuje, a jej punkt kulminacyjny zawiera się w standardowej serii retrospekcji, w której pozornie nieznaczące gesty odkrywają przed nami nowe znaczenia. Całość zaś wieńczy tani i absurdalny happy end, gdzie brakowało mi tylko słów ‘wszystko będzie dobrze’, czy wprost ‘...i żyli długo i szczęśliwie’. Potencjał fabularny filmu, dobrze rozegrane poszczególne sceny, jak i wyraziste dialogi, został zmarnowany.

Czas na produkcję obracającą się w tematyce ekonomii jest idealny - świat powoli wychodzi z zapaści gospodarczej, z kryzysu za który winni są tacy właśnie jak Gekko. Czekać nam jednak przyjdzie jeszcze na obraz który rozliczy się z tą problematyką, gdyż Stone jedynie pobieżnie zagłębił się w temat - sprytnie z punktu widzenia marketingu nawiązując do teraźniejszości - jednak uniknął odpowiedzi na pytanie o genezę problemu, gdzieniegdzie tylko napomykając o mechanizmach rządzących giełdą, meandrach baniek finansowych, kończąc warstwę dydaktyczną banalnym morałem który można streścić słowami: chciwość to choroba psychiczna, niczym nowotwór tocząca świat. Po twórcy ‘Urodzonego 4 lipca’ oczekiwałbym raczej radykalnej krytyki zachodniego społeczeństwa i realiów globalnej ekonomii, a nie tylko umiejętnie wyreżyserowanej opowieści o skłóconej rodzinie.

Oliver Stone po latach powraca z sequelem kultowego ‘Wall Street’, filmu który niegdyś przyniósł mu światowy rozgłos i sławę, umocniając jego pozycję reżyserską po takich dziełach jak ‘Pluton’ i ‘Salwador’. Czego możemy oczekiwać po najnowszej produkcji mistrza? Prawdę powiedziawszy, tylko tego o czym napomyka nam podtytuł - pieniędzy.

Bartłomiej Sołtysik
Odsłuch Kulturalny





03.10.2010

Avatar: wersja specjalna


Zabijanie tubylców robi firmie złą prasę. Ale jest jedna rzecz, której akcjonariusze nienawidzą jeszcze bardziej. To zły bilans kwartalny. Oto słowa Parkera Selfridge’a, kierownika pandoriańskiej kolonii. Słowa, które utkwiły mi w pamięci po seansie nowej, rozszerzonej wersji Avatara. Dlaczego?

Truizmem trącić będzie twierdzenie, iż do czynienia mamy z najbardziej kasowym obrazem w dziejach kina, na którym jego twórcy zarobili krocie; do dziś nieprzekraczalną dotąd sumę ponad 2 miliardów dolarów (sic!). Jakkolwiek pomyśleli sobie, skądinąd słusznie w myśl kapitalizmu, że na tym świat i portfele miłośników przyrody Pandry się nie kończą - zarobić można jeszcze więcej!

A wracając do pytania ze wstępu - tubylcami jesteśmy oczywiście my, widzowie, a akcjonariuszami James Cameron i spółka.

27 sierpnia, przy werblach, fanfarach i całym blichtrze machiny marketingowej, zawitała do naszych kin premiera Avatara: Wersji Specjalnej - edycji wydłużonej o 8 minut nieznanego jeszcze nikomu materiału; nowe sceny, postacie i wątki! A przynajmniej tak twierdzili, starali się nam wmówić, specjaliści od reklamy. Zaznaczę z góry - tak, jestem jednym z tych którzy wychodząc z kina po pierwszym kontakcie z dziełem Camerona szukali na ulicach swego miasta tramwaju na cudowną, pełną uroku i swoistej magii Pandorę, chcąc uciec z szarej, brudnej, bezsensownej ziemskiej rzeczywistości. Krótko: zakochałem się w Avatarze! Oczywiście przypominać raczej nikomu nie trzeba monumentalnego obrazu Jamesa Camerona (Titanic) - a jak złośliwi twierdzą uwspółcześnionej adaptacji Pocahontas - który zrewolucjonizował technikę 3D oraz wstrząsnął w ubiegłym roku kinematografią, popkulturą i życiem wielu (w co poniektórych przypadkach, dosłownie; w medycznych archiwach zapisały się przypadki aktów samobójczych powodowanych tęsknotą za uniwersum Pandory). A kto nie widział (są tacy na sali?) - niech się wstydzi!

Powracając do wątku i pokrótce ujmując temat: szczerze, po seansie wyszedłem raz jeszcze urzeczony i olśniony wizją komputerowo wykreowanego świata oraz mistrzostwem Camerona w grze, czy raczej manipulacji, ludzkimi emocjami za pomocą, przyznajmy, klasycznych zabiegów stricte opierających się archetypach i znanych od lat kinu sztuczkach, jakkolwiek zreflektowałem się wnet i zapytałem - a ów 8 minut? Osobiście, i jak mniemam wielu wraz ze mną, zaskoczy się, nie będąc w stanie uzmysłowić sobie które sceny dodano. Ostatecznie, po skrupulatnej analizie oraz dyskusjach ze znajomymi, doszedłem do rozwiązania dręczącej mnie zagadki, zaznaczę jednak - dalej powątpiewam w swe wnioski. Spośród ponoć 40 minut nakręconego materiału który nie trafił do kinowej wersji Avatara - w tym sceny erotycznej na którą szczególnie liczyłem, rozwinięcia stosunku seksualnego Jake Sully’ego oraz Neytiri, która jednak nie znalazła się w rozszerzonej wersji - do filmu trafiły sceny niewiele wnoszące do fabuły czy prób interpretacji obrazu, może jedynie w kontekście przedstawienia Navi jako ofiar ludzkiej agresji; czyli są to: sekwencja wielkiego polowania urządzonego przez Navi, nagranie zwiadowczej ekipy ludzi porażonej widokiem płonących buldożerów które tratowały świętą puszczę oraz tragiczna śmierci Tsu’Tey’a.

Obiektywny werdykt - poczułem się odrobinę oszukany. Zakładam, pewnie nie daleko rozmijając się z prawdą, że szumny Avatar: Wersja Specjalna zaplanowany był z góry i bezczelnie ukierunkowany na zysk. Jednakże, mimo tej świadomości, wybaczcie proszę tym razem ściśle subiektywny punk widzenia - polecam i zachęcam by wybrać się do kina!

Bartłomiej Sołtysik
Odsłuch Kulturalny





28.08.2010

Niezniszczalni


"Rambo", "Komando", "Szklana Pułapka"… Co łączy te filmy? Jedni pewnie powiedzą lata ’80, inni kino sensacyjne, ktoś prawdopodobnie zauważy, i słusznie, że to wielkie, bijące rekordy światowych box-office’ów, przeboje kasowe. Ja jednak odpowiem na przekór inaczej… Nic tych filmów nie łączy. A już na pewno nie trzy nazwiska. Trzy wielkie nazwiska kina akcji - Stallone, Schwarzenegger, Willis. Jeżeli, podobnie jak i ja, wspominacie z nostalgią, łezką w oku oraz mocniejszym uderzeniem serca, beztroskie i kiczowate, a zarazem buzujące od adrenaliny męskie kino tamtych lat, pewnie marzyliście by w końcu na ekranie Waszego ulubionego kina spotkali się ów tytani, dziś legendy kinematografii, prawda? Jakkolwiek zdawało się to niemożliwym, za sprawą jednego człowieka, stało się jednak osiągalnym! Niezniszczalni, najnowsza produkcja Sylvestra Stallone’a (John Rambo, Rocky Balboa), której swój czas i energię poświęcił od samego zarania - począwszy od błyskotliwego pomysłu, przez, jakby nie patrzeć, klasyczny scenariusz, po obsadzenie się w głównej roli. A całość pobłogosławił swym kunsztem reżyserskim. Jak sam powiedział o swym filmie, miał to być hołd dla kina akcji lat ’80, wszystko co najlepsze w gatunku z tamtych złotych lat. Czy mu się udało? Odpowiem prosto i otwarcie: tak!

Jest to naprawdę miłym zaskoczeniem, zważywszy na to, że oczekiwania wobec filmu były niemałe. Szczególnie zwróciwszy wzrok na imponującą obsadę. Oprócz wspomnianej już Trójcy plakaty zachęcające do wieczornego, relaksującego wypadu do kina kusiły tak znanymi nazwiskami jak: Jason Statham (Transporter, Przekręt), Jet Li (Pocałunek Smoka, Hero), Mickey Rourke (Harry Angel, Sin City), Forest Whitaker (Ghost Dog, Ostatni Król Szkocji) Dolph Lundgren (Rocky IV, Uniwersalny Żołnierz) czy Eric Roberts (Mroczny Rycerz). Choć większość z nich występuje w epizodycznych, drugoplanowych rolach to jednak, w ramach przyjętej przez Stallona konwencji, jak najbardziej sprawdzili się w charakterze tych bardziej, bądź mniej bad guys. Zwrócić należy zwłaszcza uwagę na Stathama, grającego w filmie najbliższego przyjaciela pierwszoplanowej postaci, którego Stallone tym samym poniekąd namaszcza na swego następcę.

A co o fabule? Jakiej fabule? - zapytam. To tak tylko żartem. A może pół żartem, pół serio? Prawdę rzekłszy historia jest schematyczna, ograna, chwilami łamie naturalny ciąg przyczynowo-skutkowy, a przynajmniej zakrawa o brak logiki, ale tego właśnie oczekiwaliśmy po tym filmie! Fabuła jest tylko tłem, pretekstem dla emocjonującego starcia najemników, psów wojny, gangu tytułowych Niezniszczalnych, z bezwzględnym eks-agentem CIA Jamesem Monroem oraz trwającym w rozterce między rodziną a pieniędzmi generałem-uzurpatorem Garzą, którzy przeobrazić chcą rajską wysepkę gdzieś w Ameryce Łacińskiej w plantację kokainy. Gdzieś już to słyszeliśmy? Nie pierwszy, pewnie i nie ostatni raz, ale właśnie tak opowiedziana historia idealnie wpasowuje się w ramy modelowego scenariusza kina akcji lat ’80, pełnego przewidywalnych zwrotów akcji, zwieńczonego oczywistym zakończeniem, sytego od wystrzałów, eksplozji i bryzgającej krwi. Wielki ukłon w stronę Stallona który świadomie poskąpił obrazowi komputerowych efektów specjalnych - jeśli widzimy wybuch, burzę ognia, grad odłamków, możemy być pewni, że stał za tym nie układ procesorów, kabli czy innych transformatorów, a widać już zapomniana w prawdziwym kinie ekipa zapalonych pirotechników. Dzięki temu film nabiera oldschool’owego klimatu kina klasy B. A w interwałach pomiędzy efektownymi strzelaninami i brutalną bijatyką, na drugim planie, nasi bohaterowie przeżywają zawody miłosne i użalają się nad marnym losem żołnierza - w szczególności wyróżnia się tutaj łzawa scena monologu o swej wyjałowionej, zranionej duszy Toola, granego przez Mickeya Rourke.

Twórcy, dzięki dynamicznie i łopatologicznie poprowadzonej fabule, przesyconej na domiar humorystycznymi, złośliwymi komentarzami i docinkami którymi dogryzają sobie najemnicy, niezależnie od ekstremalności sytuacji, dają nam w trakcie całości trwania seansu do zrozumienia, że oglądany przez nas obraz to tylko film, tylko czysta rozrywka i nie próbujmy liczyć na zawieszenie niewiary czy doszukiwać się tutaj głębszego przesłania. Niczego głębszego, poza oczywiście, licznymi aluzjami w stronę aktorów i dorobku kina akcji, z którego bogato czerpie Stallone. Ukoronowaniem tej zabawy odniesień, swoistej gry z widzem, jest - dla mnie kultowa już! - scena spotkania się na ekranie, po raz pierwszy właśnie, Trzech Wielkich Nazwisk, kipiąca wprost od jawnych podtekstów do rzeczywistości - Schwarzeneggera który porzucił kino i zajął się polityką, Willisa flirtującego z innymi, poważniejszymi gatunkami filmowymi oraz Stallona który jako jedyny pozostał wierny macierzy, kinu akcji. Dla samej ów sceny warto wybrać się do kina!

Reasumując: jeżeli macie ochotę na, bądź co bądź, niewyszukane, ale zgrabnie zrealizowane widowisko, umiejętnie podszyte autoironicznym komentarzem, w którym podstarzali już dziś maczo urządzają sobie wizualną, i kolokwialnie ujmując, odmóżdżającą orgię za osiemdziesiąt milionów dolarów, a tym bardziej tli się w Was sentyment do kina akcji z lat Waszego dzieciństwa - nie czekajcie, tylko śpieszcie do kina!

Bartłomiej Sołtysik
Odsłuch Kulturalny





18.08.2010

Zejście 2


"Zejście 2", w przeciwieństwie do odsłony pierwszej, pozbawione jest przydługiego wstępu, którego rola polega zwykle na tym, by widz polubił bohaterów (inaczej w dalszej części filmu ich losy byłyby mu obojętne). Jako że sequel rozgrywa się niemal dokładnie w momencie, w którym skończyła się część pierwsza, nie ma mowy o powolnym zanurzaniu się w klimat filmu – od razu zostajemy rzuceni wraz z bohaterami na głęboką wodę a raczej do głębokiej jaskini gdzieś w Appalachach. Wypadałoby napisać jednak: wraz z Bohaterkami ponieważ to kobiety odgrywają w filmie główne role, o wiele lepiej niż mężczyźni radzą sobie w obliczu niebezpieczeństwa. Faceci z pojawiają się wyłącznie na drugim planie i w sazadzie od razu giną.

Zagłębianie się w labiryncie jaskiń nie ma zatem, jak w części pierwszej, charakteru przygody czy też związanej z odkrywaniem nieznanego beztroski. Koniec końców zaginęło pięć kobiet, a jedyny świadek i uczestnik wydarzeń, Sarah (w tej roli niezwykle przekonująca Shauna Macdonald), nic nie pamięta. Kiedy więc szeryf Vaines (Gavan O'Herlihy) namówi ją na pomoc w akcji ratunkowej, Sarah ponownie znajdzie się w samym centrum koszmaru. Koszmaru, z którego dopiero co udało się jej wyrwać...

Wraz z ponownymi odwiedzinami znajomych korytarzy, powróci też klaustrofobiczny klimat pierwszego „Zejścia”. Bohaterowie nie bardzo mają gdzie uciekać, więc sprawność fizyczna i siła przestaną mieć większe znaczenie. Na pierwszy plan wysunie się natomiast umiejętność zachowania zimnej krwi w ekstremalnych sytuacjach. Słowem, kto zachowa kamienny spokój, ten zwiększy swoje szanse na przeżycie. Sceny te wyróżniają „Zejście 2” z pośród wielu innych horrorów, gdzie bohaterowie zwykle walczą z wrogiem. I choć sceny pojedynków w filmie Jona Harrisa oczywiście również się pojawiają, ważniejsze wydają się być fragmenty, w których bohaterowie usiłują pozostać dla potworów niewidoczni. Właśnie one robią największe wrażenie.

Zejście 2 sprawdza się jako mieszanka kina gore, które ma wywołać w widzu obrzydzenie (na przykład scena, w której bohaterki zastanawiają się, co tak śmierdzi), z elementami klasycznego horroru, mającymi sprawić, by oglądający podskoczyli w fotelach (choćby oglądane na kamerze znalezionej w jakini nagrania wideo). Ja dopatrzyłem sie również kilku ujęć będących kalkami z pierwszej części. Poza tym obraz Harrisa niezwykle dobitnie wygrywa uczucie bezradności – sekwencje z odciętą od współtowarzyszy bohaterką. Poszczególne sceny składają się na horror raczej efektywny niż efektowny. Pozbawiony gwiazd w obsadzie i przeróżnych fajerwerków, ale za to rzetelny. I, co najważniejsze, skutecznie straszący. Czy Wy również baliście się głośno oddychać podczas seansu ?:)

B.P.
Odsłuch Kulturalny





03.08.2010

Incepcja


Po wielkim sukcesie „Mrocznego rycerza” (szóste miejsce na liście najbardziej kasowych filmów w historii) reżyser Christopher Nolan otrzymał od producentów carte blanche na realizację, w ramach potężnego hollywoodzkiego budżetowania, swojego autorskiego scenariusza. Zalążki pomysłu na „Incepcję” wg słów samego Nolana miały już pojawiać się 10 lat temu.

Obraz opowiada historię Dom`a Cobb`a (Leonardo Di Caprio), włamywacza, który jak sam mówi „specjalizuje się w bardzo specyficznej formie zabezpieczeń”. Jest on „ekstraktorem”, dzięki nowoczesnej technologii, włamuje się w marzenia senne ofiary i z jej podświadomości wydobywa sekretne dane. Cobb otrzymuje od tajemniczego biznesmena propozycję nie do odrzucenia.

Nolan stworzył w swoim filmie pociągającą terminologię, skonstruował pewną, nawet intrygującą, wizję świata. Oglądamy na ekranie przytłaczające i zapierające dech w piersiach efekty specjalne. Monumentalna scenografia i gwiazdorska obsada dopełniają filmową rzeczywistość, wykalkulowaną tak, by poruszyła widza w kinowym fotelu. Rzeczywiście kilkukrotnie się to udaje, jednak z góry trzeba zaznaczyć, że nie mamy tu do czynienia ze spójnym i otwartym na interpretacje światem jak miało to miejsce chociażby w pierwszej części Matrixa braci Wachowskich.

„Incepcja” sprowadza się to do w gruncie rzeczy do historii, która dość sztywno trzyma się struktury opowieści kryminalnej. Zdarza się wręcz, że wpada w sidła schematów narracyjnych typowych dla Hollywoodu. Mamy tu tak klasyczne elementy, jak koncepcja „ostatniego skoku” grupy włamywaczy, co za tym idzie, werbowanie nowych członków, konstruowanie i ćwiczenie planu działania i w końcu sam „napad”, który oczywiście nie idzie do końca zgodnie z planem.

Oczywiście Nolan fabułę podług swojego zwyczaju (to przecież twórca Memento) odpowiednio zapętlił, zaburzył chronologię i poprowadził opowiadanie wielotorowo. Jednak kiedy na każdym z trzech (w pewnym momencie nawet czterech) symultanicznie snutych wątków oglądamy bezpardonową strzelaninę, mamy prawo poczuć się lekko zawiedzeni. Mimo tego wszystkiego nadal jest to historia pociągająca. 2 i pół godziny mijają w kinie szybko i bezboleśnie. Film do pewnego stopnia pozostaje otwarty na interpretacje, a odplątywanie zawiłości fabularnych daje pewną satysfakcję intelektualną. Summa summarum zobaczyć „Incepcję” na dużym ekranie na pewno warto. Jednak proszę nie oczekiwać filmu rewolucyjnego. Nie jest to dzieło w dorobku reżysera najważniejsze, ale znaczące i pewno będzie jednym z istotniejszych (choćby ze względu na popularność) filmów tych wakacji.

Ad1. Gdzieś w rwącym potoku wartkiej akcji „Incepcji” może nam umknąć wizja bliżej nieokreślonej przyszłości (teraźniejszości?), która stanowi tło dla przygód ekstraktorów. Jest to świat wielkich korporacji i imperiów biznesowych, których szefowie jednym telefonem (i nie jest to metafora) potrafią unieważnić wyrok sądowy. Jest to świat rządzący się inną moralnością, której bohaterowie nawet nie próbują poddać w wątpliwość. Tak jak problemem ekstraktorów jest fakt, że ich działania są nielegalne, tak żaden z nich wydaje się nie zastanawiać nad moralną stroną ich działań.

Ad2. W 2004 roku Michael Gondry nakręcił film według scenariusza wywrotowca - Charliego Kaufmana. Film w Polsce dystrybuowany pod niefortunną nazwą „Zakochany bez pamięci”. Oryginalna nazwa „Eternal sunschine of the spotless mind” to fragment z wiersza Alexandra Pope`a, która w polskim tłumaczeniu brzmi „wieczna jasności wolnego umysłu” (sic!). W tym znacznie bardziej kameralnym dziele świat fantazji, sennych marzeń i odtwarzanych w podświadomości zsubiektywizowanych wspomnień wydaje się być bardziej pociągający, a dzięki typowej dla scenariuszy Kaufmana ironii, bardziej autentyczny. Mimo iż to także dzieło podporządkowane nadrzędnym formułom konwencji kina gatunkowego.

Przemek Sołtysik
Audycja Filmowa Movies i Masz oraz Odsłuch Kulturalny




15.12.2009

Mądrość i seks


"Matka Boska popkultury pierze brudy mądrości"

Jest nie tylko wyznacznikiem fal muzyki popularnej. Dziewczyny mknęły przez miasto w jej autorskich fatałaszkach z H&M. Co bogatsze unosiły się nad chodnikami z kolekcji Louis Vuitton. Wszyscy pili Pepsi, wszyscy mieli Motorole. Wszyscy wiedzieli coś-nie-coś o historii Argentyny i wszyscy zaczęli się fascynować jogą, a później kabałą. A na samym końcu wszyscy dostali mądrość i seks.

„Najseksowniejsza komedia lata! Pierwszy film w reżyserii Madonny pełen błyskotliwego humoru, zaskakujących dialogów i pikantnych wątków z biografii królowej muzyki POP. "Mądrość i seks" to opowieść o trojgu młodych przyjaciół, którzy prowadzą ekscytujące życie w wielokulturowym Londynie. Główny bohater – wokalista zespołu punk-rockowego A.K. (Eugene Hutz) nie może utrzymać się z muzyki, więc zarabia na życie, spełniając perwersyjne fantazje żonatych mężczyzn. A.K. zakochany jest w swojej współlokatorce Holly (Holly Weston), baletnicy pracującej jako striptizerka. Ich przyjaciółka, seksowna lekomanka Juliette (Vicky McClure) jest obiektem pożądania swojego żonatego szefa, którego awanse konsekwentnie odpiera. Cała trójka próbuje odnaleźć swoje miejsce w życiu. Co będzie dla nich ważniejsze – mądrość czy seks?” (źródło: opis dystrybutora kino)

Debiut – to brzmi dumnie. Królowa M. ma na swoim koncie takich kilka. Debiut muzyczny, debiut aktorski, debiut teatralny, debiut pisarski. Nie mogło zabraknąć debiutu reżyserskiego. Ale tak jak Madonna jest wykreowana na wysportowaną boginię muzyki popularnej, tak o byciu aktorką i reżyserką to ona nie ma najmniejszego pojęcia. Brzydko mówiąc: ten film po prostu ssie.

Sama zainteresowana mówi: „Zawsze ceniłam sztukę filmową i umiejętność opowiadania dobrych historii. Po prawie trzech dekadach występowania przed kamerą postanowiłam wreszcie wziąć sprawy w swoje ręce.” Czy mowa o tych trzech dekadach aktorskich zabiegów, co to doprowadziły do fiaska reżyserów? Ale to, co teraz Królowa M. wzięła w swoje włoskie palce to miałka i nieudolnie skondensowana chimera mądrości i seksu. A sama historia jak historia. Wątek autobiograficzny horrendalny, że niby bary ze striptizem, że niby pomoc charytatywna, że niby śpiewam i tańczę i jem pomarańcze. Ani mądrości, ani seksu. Bo o jakich mądrościach tutaj mówimy? Na sam dźwięk głupkowatego There is a saying in my country... odpadasz jak Jacksonowi nos. Seks? Chyba nie chodzi o imigrancki zakład erotycznych wyuzdań i autobiograficzny wątek zarobienia na życie w barze ze striptizem? Poza tym nakreślone charaktery pozostawiają wiele do życzenia. Hutz jest wylansowany na imitację (!) rockowego Borata, który siedząc w wannie sypie ludowymi przysłowiami od czasu do czasu pobawi się w chłopca na posyłki ślepego literata. Mamy tutaj też cnotkę-niewydymkę, w której się owy Borat kocha. Cnotka-niewydymka ma problemy z samą sobą, a bonus-problemem jest brak pieniędzy na naukę baletu. No, to idzie cnotka-niewydymka do baru na naukę striptizu. To może iść pod młotek jako komedia. Z kolei madonnopodobna farmaceutka, która de facto ciągnie to wszystko, jest swoistym jednorożcem pociągowym. Jej celem jest dobro małych Afrykańczyków, ale po co do jej cudownej postaci dokładać dwóch nieudaczników?

Nie mam serca jeździć po największej skandalistce naszych czasów, jak po łysej kobyle, także szepnę dwa miłe słówka. Gogol Bordello i kamera z ręki. Zespół Hutza to miła odmiana, wszak folk rozchodzi się szerokim łukiem w masówce, a kamera z ręki miała chyba oddać rzetelność historyjki, no ale, co tam się będziemy nad nią dalej rozwodzić, ładnie się patrzy.

Co by nie powiedzieć o tym pokręconym obrazku, to jednak Madonna starała się powalić na kolana morałem. Chociaż przekaz jest miałki, to jego banalność w sam raz nadaje się dla równie żądnej banalności masy krajów rozwiniętych. Bez brudu nie ma mądrości, bez zła – dobra. Że niby z Madonny taka myślicielka i kobieta pełna doświadczenia. Najseksowniejsza komedia lata to raczej głupkowato-gorzkie pseudo-profetyczne łzy. W sam raz dla wszystkich, zupełnie nie w sam raz dla mnie.

Marta Woźniak




11.12.2008

Mała Moskwa


Niby "mała", a z budżetem, jak na polskie warunki niemal rekordowym. Niby "mała", a zdolna wprowadzić dużo zamieszania w branżowym światku, zgarniając główną nagrodę na tegorocznym gdyńskim festiwalu.
Oczywiście, zaraz po ogłoszeniu werdyktu ozwały się zewsząd głosy potępiające decyzję jury. Naczelnym argumentem krytyków, było stwierdzenie "przecież to melodramat", a ja się pytam, od kiedy to w "Polsze" nie można docenić melodramatu? Sam fakt, że "Mała Moskwa" to film gatunkowy (a kinematografia polska ma zaległości z kina gatunków), nic jeszcze nie przesądza. Nawet, jeżeli melodramat jest konwencją, na której gruncie statystycznie często powstają dzieła miałkie intelektualnie, zachowawcze i stereotypowe, to zdarza się przecież, że wyrastają i perły.
To nie jest tak, że Mała Moskwa nie powinna dostać Grand Prix ponieważ jest melodramatem, Mała Moskwa nie powinna dostać Grand Prix, ponieważ jest filmem przeciętnym.
Inscenizacja, zdjęcia, scenografia, kostiumy i pomysł - oto lista plusów.
Otrzymujemy opowieść miłosną, bazującą na ciekawym pomyśle, opartą w dodatku na historycznych relacjach. Film toczy się dwutorowo - wątek chronologicznie pierwszy opowiada historię nimożliwej miłości między Wierą, młodą rosjanką (Svetlana Khodchenkowa), żoną rosyjskiego pilota, niedoszłego astronauty, a polskim oficerem Michałem (Lesław Żurek). W tym wątku objawiają się wszystkie wcześniej wspomniane największe atuty filmu, otrzymujemy kilka wzruszających momentów, dużo estetycznych kadrów, oraz bardzo dobrą inscenizację. To co konkretnie w scenariuszu szwankuje to właśnie wątek drugi filmu - współczesny. Mąż Wiery, Jura po ponad trzydziestu latach wraca wraz z córką do Legnicy (tytułowa Mała Moskwa), by odwiedzić grób żony. Jura nie wraca jednak sam, a z córką Wiery, w tej roli ponownie Kodenkowa, która jeżeli jest dobra w roli matki, to rola własnej córki wyraźnie ją przerosła. Khodenkchova gra z przesadą, nadekspresyjnie, co I rusz wpadając w sidła niezamierzonej groteski.
Wątek współczesny wydaje się być zupełnie zbędny, sztucznie doczepiony, źle zagrany i sprawia, że cały film odbiera się niestety jako nudnawy.
Po tym sprostowaniu, wracam do wątku początkowego przychylając się do grona krytków decyzji gdyńskiego jury - mimo pewnych zalet, Mała Moskwa nie jest filmem na Złotego Lwa w kategorii Najlepszy Film.
Na marginesie już, zamieszanie wokół Małej Moskwy przypomina mi sytuację Angielskiego Pacjenta sprzed przeszło dziesięciu lat. Również melodramat z wojną w tle, obsypany nagrodami (9 Oscarów), kasowy, a jednak, pomimo formalnej maestrii, jakoś pusty w środku, bez chemii, bez prawdziwych emocjii i przede wszystkim NUŻĄCY.
Przemek Sołtysik
Audycja Filmowa Movies I Masz


5.12.2008

Senność

reż. Magdalena Piekorz

"Senność" to drugi film obiecującej reżyserki młodego pokolenia - Magdaleny Piekorz i właśnie ten obraz został wyświetlony podczas kolejnego spotkania z cyklu Studenckiego Klubu Filmowego w kinie Helios. Reżyserka debiutując bardzo dobrze przyjętymi zarówno przez publikę jak i krytyków "Pręgami" (m.in. Złota Kaczka, Złote Lwy) wysoko postawiła sobie poprzeczkę.
Oczywiste jest zatem pytanie "czy drugi film też jest tak dobry?", jednak wszystko zależy chyba od tego, z jakim nastawieniem udajemy się na seans. Z jednej strony Klakier zdobyty na tegorocznym festiwalu w Gdyni , z drugiej, niezbyt przychylne opinie krytyków potwierdzają tą tezę. Ogólny zarys fabuły nie należy do skomplikowanych. Pisarz cierpiący na niemoc twórczą, znana aktorka zmagająca się z narkolepsją oraz młody lekarz z prowincji odkrywający swój homoseksualizm to trójka głównych bohaterów, których losy krzyżują się niespodziewanie. Niezbyt nowatorska opowiastka z wypranymi po stokroć schematami. Dodatkowo niemal monochromatyczni bohaterowie, żyjący w świecie nie do końca trzymającym się realiów, a całość okraszona paroma ckliwymi scenami. Całość nie prezentuje się zbyt ciekawie.
Co zatem dobrego w filmie Piekorz? Chyba dokładnie to samo. Ukazane historie są bliskie normalnemu życiu, nawet spoiwa je łączące są prawie do zaakceptowania. Tak naprawdę chodzi przecież o sposób w jaki reżyser opowie historię, a braku tej umiejętności autorce "Pręgów" zarzucić nie można. Również mocną stroną są dialogi, często ich cyniczny wydźwięk pozwalał uniknąć niepotrzebnego patosu, świetnie współgrały z fabułą tworząc przemyślaną i spójną całość. Narracja jest prowadzona spójnie i przejrzyście a widz zaczyna utożsamiać się z bohaterami kibicując im jednocześnie, czego dobitnym przykładem były reakcje publiczności podczas seansu. Nawet tych parę ckliwych scen ani swoisty happy-ending nie zdystansowały publiczności. Po zakończeniu filmu pani Piekorz otrzymała gorącą owację na stojąco. Co ciekawe, po seansie naprawdę bardzo mała część widowni opuściła salę, prawie wszyscy byli ciekawi panelu dyskusyjnego z udziałem reżyserki.
Już po paru minutach na środku sceny zaczęła się dyskusja prowadzona przez Przemka Sołtysika. Dzięki pytaniom, które zadał mogliśmy się dowiedzieć jak naprawdę powstawał pomysł i scenariusz na film, dlaczego Wojciech Kluczok napisał później książkę oraz jakie są plany na przyszłość pani reżyser. Kiedy przyszedł czas na pytania publiczności, mogło się wydawać, że onieśmielona publika żadnych nie zada. Pierwsza wykazała się odwagą zasiadająca w środkowym rzędzie pani polonistka (odrzucając możliwość użycia mikrofonu - "... ja jestem nauczycielką, więc mam donośny głos ..." spowodowała ogólny wybuch śmiechu), spytała o dobór aktorów, szczególnie udział Małgorzaty Kożuchowskiej w filmie. Po wyczerpującej odpowiedzi ze strony pani Piekorz, publiczność ośmielona przykładem dzielnej polonistki zaczęła zasypywać reżyserkę pytaniami. Dotyczyły one nie niemal wszystkiego: wyświetlanego dzieła (m.in. symbole melancholii użyte w następujących po sobie scenach), filmu polskiego(analiza scen rozbieranych w rodzimych produkcjach) czy nawet życia osobistego (sny pani Piekorz i ich znaczenie w jej twórczości). Niestety około godziny 20 czas przeznaczony na dyskusje minął i spotkanie zakończono, ale tylko formalnie, bo na scenie pojawiły się kosze z plakatami filmu i każdy kto chciał mógł otrzymać egzemplarz wraz z autografem autorki Pręgów oraz zadać jej pytania na które nie starczyło czasu. Podsumowując, było to bardzo udane wydanie SKF. Pomysł zaproszenia autorki filmu do dyskusji po filmie był strzałem w dziesiątkę. Ja sam na pewno pojawię się za 2 tygodnie kinie Helios na kolejnej edycji, mam nadzieję, że i Was tam nie zabraknie.
Oglądał: Arkadiusz Żelichowski, Odsłuch Kulturalny.


12.05.2008

Sen Kasandry

reż. Woody Allen

Najnowszy film Woodego Allena 'Sen Kasandry' to kolejna pozycja w prywatnym dialogu reżysera z dostojewszczyzną. Dialog ów, prowadzony na poważnie, choć z typowym dla Allena dystansem intelektualnym, przymrużeniem oka i ironią pojawia się już wcześniej w 'Zbrodniach i Wykroczeniach' oraz we 'Wszystko Gra'. Fabuła opowiada historię dwóch braci, którzy popadają w finansowe tarapaty. Naprzeciw ich potrzebom wychodzi ich zamożny krewny, z pewną mroczną propozycją. Mamy tutaj nawiązania do biblijnej opowieści o Kainie i Ablu, do greckich tragedii (co sam tytuł sugeruje), a także, jak już wcześniej było wspomniane, do spuścizny Dostojewskiego ze szczególnym uwzględnieniem 'Zbrodni i Kary'. Film ciekawy do interpretacji, w finale okazuje się być jednym z najbardziej ateistycznych i nihilistycznych dzieł w dorobku reżysera. Początkowo w filmie nie widać Allena jako autora (również przez brak jego samego, jako aktora). Nie ma typowych dla niego postaci, ciętych, zabawnych, inteligenckich dialogów i wylewającej się z ekranu neurozy w stanie czystym, allenowskim. Klasyczny jazz został zastąpiony muzyką skomponowaną przez, skądinąd znamienitego, Philipa Glassa. Uważny obserwator dostrzeże jednak starego mistrza w momentach wisielczego, czarnego humoru, czy w postaci złego alter ego dawnych allenowskich bohaterów, wujka Howarda (świetny Tom Wilkinson). Jak w greckiej tragedii śmierć i przemoc nie są ukazywane, a tylko sugerowane, co bardzo dobrze wpływa na dramaturgię obrazu. Jeżeli można Allenowi zarzucić tutaj brak polotu i finezji, to w zamian otrzymujemy co najmniej sprawnie skonstruowany obraz, z bardzo dobrze potęgowanym napięciem. Film, mimo prostej w sumie fabuły, potrafi widza zaskoczyć i zmusić do niepokoju. Aktorsko na wysokim poziomie. Zaskakuje szczególnie Collin Farell obsadzony wbrew dotychczasowemu emploi, okazuje się jednak być aktorem. Allen ciągle nie jest w formie sprzed lat, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że się wypalił.
Przemek S.
Audycja Filmowa Movies i Masz


Juno

reż. Jason Reitman

Wszystko zaczęło się od pewnego przygodnego fotela i w pewnym sensie do niego film, zataczając koło, z powrotem dochodzi. Jednak pomiędzy tą fotelową klamrą, twórcy mnożą nam tropy do odczytywania tej oryginalnej opowieści. Duża w tym zasługa debiutującej w roli scenarzystki Diablo Cody - byłej pracownicy sex-telefonu, autorki bloga internetowego i byłej striptizerki (to doświadczenie z pewnością pomogło jej w umiejętnym rozbieraniu swoich bohaterów pod względem emocjonalnym i odkrywaniu ich prawdziwych uczuć).
Film opowiada historię tytułowej Juno, 16-letniej ekscentrycznej dziewczyny, o imieniu równie oryginalnym jak jej charakter (ojciec nadał jej imię na cześć Junony, żony Jowisza w rzymskiej mitologii). Zachodzi ona w ciążę ze swoim przyjacielem - troszkę gapowatym, namiętnie pochłaniającym swoje ulubione pomarańczowe tik-taki, biegaczem - Paulie`m Bleeker'em. Rozwiązaniem tego problemu wydaje się być na początku aborcja, do tego konceptu podchodzi Juno bez krztyny dramatyzmu. Usunięcie ciąży nie wywołuje w niej nadmiernej reakcji 'alergicznej' moralnie, za co zresztą film bywa krytykowany. Jednak pod wpływem pewnych intuicyjnych odczuć decyduje się Juno jednak dziecko urodzić i przekazać je parze, która sama dzieci mieć nie może.
Bardzo dobry, zabawny i bezpretensjonalny scenariusz, nagrodzony zresztą Oscarem, zawiera galerię świetnych postaci, które krążą po orbitach wokół centrum filmowego świata, jakim jest tytułowa bohaterka. Niemal każda z postaci z początku jawi się jako pewien stereotyp - szkolny nieudacznik, perfekcjonistyczna i zaborcza pani domu, pantoflarz, czy urodna i popularna czirliderka. Wszystkie one zarysowane na początku prostą komiksową kreską, w miarę upływu czasu zyskują kolor i trójwymiarowość, zupełnie jak rysunkowa czołówka filmu przechodzi do 'normalnej' kamery. Duże brawa należą się tutaj bardzo dobrej obsadzie aktorskiej.
Wspomniana na początku mnogość tropów objawia się w "Juno" wielością dyskursów jakie film podejmuje: mówi o odpowiedzialności, o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, demaskuje hipokryzję i walczy ze stereotypowością, pyta, co to znaczy być rodzicem, wychwala młodość i jej przywileje. Jednak przede wszystkim, czego fotel dowodem, opowiada o miłości, prostej i szczerej, ale mimo to nieuświadomionej, a przez co takiej, do której trzeba dojrzeć.
Na część przynajmniej z tych pytań, które film stawia, próbuje jednocześnie dać odpowiedź. Na szczęście nie dochodzi w tym odpowiadaniu do nadętego moralizowania czy banalności wniosków.
Na wyróżnienie zasługuje również świetna ścieżka dźwiękowa napisana przez The Velvet Underground i Astrud Gilberto oraz piosenka napisana przez Davida Bowie. Co ciekawe, reżyser filmu dobór utworów zaproponował odtwórczyni roli Juno, Ellen Page. Juno nie jest wielkim kinem, nie jest obrazem genialnym i nie wnosi do sztuki filmowej dużo więcej ponad bardzo przyjemne uczucie ciepła w brzuchu po wyjściu z sali kinowej. Daje widzowi tą zaniedbywaną często przez twórców przyjemność, gdy film pozwala widzowi dać się uwieść.
Końcowa konstatacja będzie więc w prostocie i szczerości zbliżona do filmu - naprawdę warto poznać młodą Juno i mieć, być może nawet złudną nadzieję, że po seansie uda się choć cząstkę jej świata przenieść w naszą rzeczywistość.
Na marginesie recenzji warto odnotować, że w ostatnich latach obserwujemy w kinie amerykańskim tendencję do opowiadania o zwyczajnych (ale nie prostolinijnych) ludziach i ich codziennych problemach, w sposób bezpretensjonalny, zabawny i szczery. Na liście filmów wchodzących w skład tej grupy 'prostych historii' (Lynchowska 'Prosta Historia' nie stanowi tu żadnej cezury), znajdują się takie obrazy jak: Ghost World, Bezdroża, Mała Miss, Powrót do Garden State, Między Słowami czy, w wersji bardziej dramatycznej, American Beauty. Nurt ten z jednej strony atakuje i wyśmiewa hipokryzję amerykańskiego społeczeństwa, z drugiej odnajdując w codzienności ludzi i postawy wartościowe, pozytywne i oryginalne. Obrazy te są satyrami na społeczeństwo, komediami z nutką romantyczną, a ich bohaterowie, na pozór przeciętniacy, okazują się mieć w dzisiejszym świecie ginących wartości i znaczeń, bardzo wiele do zaoferowania.
Przemek S.
Audycja Filmowa Movies i Masz


Miłość.Nie przeszkadzać!

reż. Pierre Salvadori

Audrey Tatou jako femme fatale? Trochę trudno sobie to wyobrazić. Tatou gra uwodzicielkę Irene, kobietę, która specjalizuje się w "wychwytywaniu" starszych od siebie i przede wszystkim majętnych facetów. Będąc z nią mają spędzać jej zachcianki, kupować najdroższe rzeczy. Po czym po jakimś czasie, ona opuszcza ich pod byle pretekstem. Problem pojawia się gdy pewnego dnia Irene spotyka Jeana'a hotelowego barmana, którego pomyłkowo bierze za bogatego biznesmana i spędza z nim noc. Jean zakochuje się w niej, ale Irene musi brnąć dalej w poszukiwaniu kolejnych zdobyczy. By być blisko niej Jean sam zaczyna się zachowywać podobnie do swojej wybranki, która przyucza go do fachu. Koniec końców ich drogi uczuciowe i tak się spotkają, a wszystko będzie miało swój szczęśliwy koniec. Tatou nie przekonuje mnie w tej roli (choć przyznać trzeba, że wygląda całkiem, całkiem), ale film ma sporą dawkę humoru i zabawnych scen. Gdy za oknem takie mrozy jak w tej chwili, można wybrać się na "Miłość. Nie przeszkadzać!" by po prostu sie rozerwać.
Nasza ocena: 3
Skomentuj


Męsko-damska rzecz

reż. Nick Hurran

Takich filmów było już bez liku, dlatego kolejne dzieło filmowe, które podejmuje tematykę "vice versa" już zwyczajnie nuży. "Męsko-damska rzecz" ma dwójkę bohaterów. Ona jest przykładną uczennicą, która marzy o dostaniu się na wyższą uczelnię, gdzie będzie mogła oddawać się swoim literackim pasjom. On jest gwiazdą szkolnej drużyny futbolu amerykańskiego i toczy zdecydowanie bardziej imprezowe życie. Podczas wycieczki szkolnej do muzeum, przez przypadek wypowiadają zaklęcie, które powoduje, że on staje się nią, a ona nim...z wyjatkiem wyglądu fizycznego. Początkowo bohaterowie się nie cierpią, więc taka zamiana powoduje wiele komplikacji i problemów. Z czasem jednak coraz bardziej się do siebie przekonują co prowadzi do końcowego happy endu. Pośmiać sie tu za wiele nie można, a tak jak pisałem - tego typu historie oglądaliśmy dziesiątki razy. Raczej omijać.
Nasza ocena: 2
Skomentuj


Układ idealny

reż. Eric Lartigau

Alain Chabat - popularny francuski reżyser, scenarzysta i aktor gra tutaj Luisa 43-letniego kawalera, zadowolonego z życia i lubującego się w jednorazowych kobiecych podbojach. Jest pupilkiem swojej matki oraz licznego grona sióstr. One nie dają za wygraną i koniecznie chcą zeswatać Luisa z jakąś wyjątkową kobietą, którą wreszcie zdecydowałby się poślubić. Luis by mieć wreszcie spokój wynajmuje siostrę swojego kumpla, która ma udawać jego ukochaną przez kilka tygodni by w decydującym momencie uciec spod ołtarza. Problem pojawia się jednak gdy Luis zaczyna zakochiwać się w swojej "pseudo" narzeczonej. Całkiem zabawna komedia sytuacyjna w sam raz na walentynkowe, romantyczne wieczory. Z trzech propozycji jakie polscy dystrybutorzy przygotowali na 14 lutego w polskich kinach na tym bawiłem się zdecydowanie najlepiej.
Nasza ocena: 4
Skomentuj


15.02.2007
KINO

Małe dzieci

reż. Todd Field

Świetne, wciagające kino spod ręki kontrowersyjnego reżysera Todda Fielda. Dobre aktorsko - zwłaszcza jeśli chodzi o Kate Winslet, Patricka Wilsona i Jackie Earla Haley (na dokładkę jest jeszcze uwodzicielska Jennifer Connelly). Fabuła z pozoru wydaje się błaha. Rzecz dzieje się w spokojnej amerykańskiej miejscowości, gdzie na jednym z osiedli zamieszkuje były skazaniec, który był oskarżony za pedofilię. Wszystkich rodziców ogarnia strach, zaczynają się obawiać o swoje dzieci. W tych okolicznościach poznają się Brad (Wilson) i Sara (Winslet). Ich zycie jest bardzo podobne. Spedzają czas na wychowywaniu dzieci, ona nie pracuje, ma bogatego wiecznie zajetego męża. On podporządkował wszystko żonie, która robi karierę. Od kilku lat nieudolnie próbuje zdać egzamin na prawo. Monotonia i bezcelowość ich egzystencji zostaje ujawniona, gdy zaczynają się spotykać, rozmawiać ze sobą. Ta znajomość okaże się dla nich wybawieniem i swego rodzaju impulsem do kolejnych dokonań w swoim zyciu. Bardzo ważny film, podejmujący trudne przecież dla każdego z nas problemy zwykłej, szarej codzienności. Można tu też odnaleźć sporo świeżego spojrzenia na związki damsko-męskie. Koniecznie trzeba zobaczyć.
Nasza ocena:5
Skomentuj


Nocny słuchacz

reż. Patrick Stettner

Kiepskie obyczajowe kino z Robinem Williamsem w roli głównej. Gra on Gabriela Moona - pisarza, który prowadzi nocną audycję w lokalnym radiu, gdzie czyta fragmenty swoich opowiadań. Audycja jest dość popularna, ale największym jej fanem jest 13-letni Pete (w tej roli kolejny aktor Culkin tym razem Rory). Pete zaczyna dzwonić do Gabriela i opowiadać o swoich problemach. Pisarza coraz bardziej zaczyna fascynować osobowość Pete'a i decyduje się ruszyć w podróż by się z nim spotkać. Na miejscu okazuje się, że wcale nie może mieć pewności czy Pete w ogóle istnieje. Ta ponad 90-minutowa propozycja bardzo mnie znużyła. Williams gra przeciętnie i nie bardzo potrafi wyratować słaby scenariusz. Tylko i wyłącznie dla zwolenników tego typu kina.
Nasza ocena:2
Skomentuj


Świadek koronny

reż. Jarosław Sypniewski i Jacek Filipiak

Przyznam szczerze, że idąc na ten film traktowałem go trochę jak kolejne "Dlaczego nie!". Okazało się, że byłem w sporym błędzie. Fantastycznie przeprowadzona akcja marketingowa telewizji TVN oraz dystrybutora filmu firmy ITI sprawiła, że przez pierwszy weekend "Świadka koronnego" obejrzało ponad 260 tysięcy widzów. Gwiazdorska obsada i temat, który jest przeznaczony dla każdego widza. Z jednej storny obraz gangsterskich porachunków, z drugiej historia miłosna oraz pragnienie zemsty. Film opowiada historię gangstera z Pruszkowa Jana Blachowskiego (fenomenalna kreacja Roberta Więckiewicza), ustawionego mniej więcej na środkowej pozycji hierarchi mafijnej. Po kilku wydarzeniach, które sprawiają, że nie jest w stanie wyplątać się z kłopotów decyduje się na współpracę z policją i zostaje najważniejszym świadkiem koronnym w kraju. Blachowski zgadza się na wywiad, na który nakłania go przebojowy i ambitny dziennikarz Marcin Kruk (trochę drętwy Paweł Małaszyński). Cała historia opowiadana jest w retrospekcjach, w czasie gdy Blachowski opowiada Krukowi swoją historię. Okazuje się jednak, że nie będzie to tylko zwykły wywiad. Kruk ma bowiem osobiste powody by spotkać się właśnie z "Blachą". Scenariusz filmu lekko kuleje, ale wszystko rekompensuje bardzo dobra oprawa techniczna (film jest profesjonalnie nakręcony, dobrze i ciekawie zmontowany), a przede wszystkim rola Więckiewicza. To zdecydowanie jedna z najkrwistszych kreacji ostatnich lat w polskim kinie. "Blacha" Więckiewicza to postać niejednoznaczna, pełna wzajemnych sprzeczności. Wrażliwy, uczuciowy a jednocześnie pełen agresji i myślący tylko o własnym interesie. Nie wiadomo kiedy kłamie, a kiedy mówi prawdę. Małaszyński blednie przy nim całkowice. W tle Urszula Grabowska jak zakochana w Kruku dziennikarka, która pomaga mu w wywiadzie, a także Andrzej Grabowski, Maciej Kozłowski, Artur Żmijewski i inne znane twarze. Trzeba zobaczyć, by przekonać się, że Polacy potrafią jednak robić profesjonalne kino rozrywkowe. Ale absolutnie wszystkie światła na Roberta Więckiewicza!
Nasza ocena:5
Skomentuj


Maria Antonina

reż. Sofia Coppola

Nowy film Sofii Coppoli jest bardzo trudny do oceny. Po wielkim sukcesie "Między słowami" Coppola zdecydowała się zekranizować losy Marii Antoniny - francuskiej królowej, która wspólnie z mężem Ludwikiem rządziła tym krajem w czasach dynastii jakobińskiej. W głównej roli pojawia się Kirsten Dunst, dla której akurat taka kreacja wydaje się być stworzona. Z jednej strony film Coppoli to próba odpowiedzi jaką kobietą była Maria Antonina, ukazanie jej cech charakteru, sposobu bycia i rozpaczliwej walki o względy króla co było gwarantem utrzymania przez nią tronu i jednocześnie podtrzymania traktatu austriacko-francuskiej. To właśnie ta wewnętrzna walka pomiędzy kobietą a władczynią zdaje się najbardziej interesować reżyserkę. Ciekawostką jest jak zwykle u Coppoli muzyka. Na soundtrack składają się w większości nowoczesne brzmienia, które stanowią ciekawy kontrast pomiędzy czasami w jakich toczy się akcja filmu a aktualnymi utworami znanymi z list przebojów. Warto zobaczyć, choć nie jest to na pewno dzieło dorównujące "Między słowami".
Nasza ocena:4
Skomentuj


5.02.2007
KINO

Życie na podsłuchu

reż. Florian Henckel von Donnersmarck

Niemcy tym filmem niejako rozliczają się z systemem służb specjalnych w NRD. Oglądając "Życie na podsłuchu" zastanawiałem się cały czas kiedy doczekamy momentu aby taki film powstał w naszym kraju? Bohaterem jest agent Wiesler, który pnie się do góry w hierarchi partyjnej. Otrzymuje zadanie założenie podsłuchu i zbierania materiałów na Georga Dreymana - popularnego pisarza oraz jego partnerkę, aktorkę Christę. Wiesler początkowo typowy służbista, calkowicie oddany swojej pracy pod wpływem przenikania do życia Dreymana zaczyna się zmieniać. Dostrzega swoje słabości i bezsens życia, które od kilkunastu lat toczy. Zdecyduje się na kroki, o które chyba nawet sam siebie by nie podejrzewał. Znakomity, przejmujący film. Zupełnie słuszny uznawany przez wielu krytyków za najlepszy europejski film ubiegłego roku. Oby takie czasy nie wróciły już nigdy.
Nasza ocena: 5
Skomentuj


Noc w muzeum

reż. Shawn Levy

Film trafił na nasze ekrany w polskiej wersji językowej co niestety przynajmniej mnie odebrało sporo przyjemności z oglądania. Postaci granej przez Bena Stillera głosu użycza Piotr Adamczyk. Stiller gra rolę nocnego strażnika w nowojorskim Muzeum Historii Naturalnej. Podczas pierwszej nocnej zmiany dostrzega, że wszystkie eksponaty...ożywają i robią sobie wielką imprezę. Okazuje się jednak, że ktoś ma niecne plany wobec muzeum i bohater Stillera wraz ze swoimi nowymi przyjaciółmi organizują akcję ratunkową. Ożywione zwierzaki spacerujące po Nowym Jorku rzeczywiście robią spore wrażenie (kłania się tutaj popularny kiedyś film "Jumanji"), a w obsadzie znajdziemy m.in Robina Williamsa i Owena Wilsona. Familijne kino, momentami bardzo zabawne, jednak polski duubing zdecydowanie mnie raził co znacznie obniża ocenę.
Nasza ocena: 3
Skomentuj


Królowa

reż. Stephen Frears

Helen Mirren w kreacji życia. Dla mnie Oscar dla Mirren za najlepszą rolę żeńską to po prostu pewnik. Aktorka idealnie oddała postac królowej Elżbiety II, jej sposób zachowania, wypowiedzi i gestów. Frears podjął się bardzo trudnego zadania. Jak opowiedzieć o takiej postaci, która przecież żyje i ma się dobrze i jak pokazać królową w obliczu bodaj najtrudniejszych chwil jej rządów. Śmierć księżniczki Diany po raz pierwszy spowodował bunt Brytyjczyków wobec monarchii. To właściwie naród i premier Blair (trochę jednak przesadnie moim zdaniem w filmie gloryfikowany) sprawili, że Elżbieta zmieniła swoje decyzje co do pogrzebu Diany i złożenia jej należnych hołdów. Mirren świetnie pokazała wewnętrzne rozterki królowej i czas, w którym mocowała się z podjęciem właściwej decyzji. A przy okazji troszkę w krzywym zwierciadle Frears ukazał rodzinę królewską, w szczególności Karola. Bardzo ciekawa jest też w filmie postać Blaira. Z jednej strony ma on przeciwne zdanie do Elżbiety i stara się namówić ją za wszelką cenę do zmian, z drugiej broni ją przed krytycznymi głosami, wielokrotnie podkreślając przywiązanie jakie należy zachować do tradycji i zasad jakie panują na Wyspach Brytyjskich. Wciągające i znakomite aktorsko kino.
Nasza ocena: 5
Skomentuj


Krwawy Diament

reż. Edward Zwick

Twórca "Ostatniego Samuraja" Edward Zwick akcję swojego najnowszego filmu przeniósł tym razem do Afryki. Gwiazdorska obsada z Leonardo DiCaprio na czele, pompatyczna muzyka i dynamiczny montaż. To ostatnio główna recepta Zwicka na kino. Niestety o ile w Stanach film sprzedał się jeszcze całkiem nieźle, to w Europie popłynął już w zupełności.DiCaprio gra postać Dannyego Archera - przemytnika diamentów, który zostaje złapany podczas z jednej z akcji. W więzieniu afrykańskim spotyka Solomona (Djimon Honsou) i przypadkiem dowiaduje się, że ten jest w posiadaniu bardzo cennego diamentu, który zakopał podczas ucieczki. Film pokazuje realia walk wewnetrznych w Afryce. Danny i Solomon, zostaną zmuszeni do znoszenia swojego towarzystwa, a ich podróż po diament będzie prawdziwą walką o przetrwanie. Całość to w sumie dość przeciętne kino. DiCaprio gra przyzwoicie, mówi nawet z afrykańskim akcentem. Nie bardzo jednak wiem, skąd nominacja do Oscara za tą rolę. Patrząc w ten sposób Bruce Willis powinien mieć już na swoim koncie co najmniej kilka nominacji, bo dla niego takie kreacje to chleb powszedni.
Nasza ocena: 3
Skomentuj


28.01.2007
KINO

Dlaczego nie!

reż. Ryszard Zatorski

To jeden z tych przypadków, kiedy nie bardzo mogłem wytrzymać do końca projekcji. Poziom filmu, dialogów, scenariusza, aktorstwa jest tutaj tak żenujący, że brakuje mi po prostu słów by to opisać. Zastanawiam się tylko nad jednym. Mnie ten film udowodnił, że polscy twórcy jeszcze długo nie nakręcą solidnej komedii romantycznej. Co jednak udowodnił 250-tysiącom widzów, którzy obejrzeli go podczas pierwszego weekendu? No właśnie. Możemy więc w ciemno zakładać, że powstaną kolejne takie "dzieła" bo nasi rodacy wyraźnie lubią oglądać na ekranie bajkowo-lukrowany świat, maksymalnie odrealniony od naszego życia. Nawet tak zdolna dziewczyna jak Ania Cieślak (przejmująca rola w "Masz na imię Justine") wydaje się tutaj amatorką. A już to natrętne wtrynianie na ekran reklamodawców i sponsorów jest nie do zdzierżenia. Wychodzi na to, że młoda Polka żywi się w Mcdonaldzie, słucha tylko Radia Zet, czyta Galę a szczytem jej marzeń i miejscem, które zapewni jej szczęśliwe życie i wielką karierę jest nasza szanowna stolica Warszawa. Oj gdyby tak było na prawdę...Film pozostaje mi więc tylko polecić zapatrzonym fankom Macieja Zakościelnego - człowieka tak pozbawionego jakiejkolwiek krzty talentu aktorskiego, że ciągle się zastanawiam patrząc na jego ekranowe "popisy" dlaczego sam nie zacząłem się starać o karierę aktora. No ale Zakościelny jest chociaż, a może aż, bożyszczem nastolatek i to w zupełności wystarczy.
Nasza ocena:1
Skomentuj


Jasne błękitne okna

reż. Bogusław Linda

Linda opowiada o przyjaźni dwóch kobiet, która mimo próby czasu przetrwała. Film powstał na podstawie powieści Edyty Czepiel pod tym samym tytułem. W role główne wcieliły się znane dotychczas raczej z serialowych kreacji Joanna Brodzik i Beata Kawka. Ich bohaterki w dzieciństwie były najlepszymi przyjaciółkami. Potem jedna z nich wyjechała do Warszawy by zrobić karierę w świecie show-businessu a druga została w rodzinnej miejscowości. Założyła rodzinę. Po latach znów się spotykają. Wszystko zmienia jeden telefon. Czy jednak wszystko może być tak samo kiedyś? Film ma wiele niedoskonałości typowych dla polskiego kina. Denerwujący montaż, trochę niesprawne zdjęcia, dłużyzny w scenariuszu. Mimo wszystko cenię Lindę za odwagę tematu jakiego się podjął. Opowiedzieć o kobietach i to jeszcze w taki sposób by widzom wychodzącym z seansu leciały łzy wzruszenia na pewno nie każdy potrafi. Dzięki niemu również Brodzik z Kawką dostały szansę udowodnienia, że potrafią grać. Ta druga w pełni ją wykorzystała. Warto zobaczyć.
Nasza ocena:4
Skomentuj


Mała Miss

reż. Jonathan Dayton i Valerie Farris

To może być największa niespodzianka tegorocznych Oscarów. Niezależna amerykańska komedia o lekko zwariowanej rodzince Hooverów, która wyrusza w podróż na doroczny konkurs Little Miss Sunshine, w którym ma wystąpić najmłodsza członkini rodzinki 7-letnia Olive, marząca o karierze modelki. Mamy tutaj trochę elementów kina drogi, ale przede wszystkim ciekawe spostrzeżenia na temat stosunków międzyludzkich. Głowa rodziny Richard (dobry Greg Kinnear), ma problemy finansowe i nie może zrealizować się w pracy. Jego żona Sheryl (ciekawa rola Toni Colette) musi uporać się z życiowym dramatem swojego brata (chyba najlepsza kreacja Steve'a Carrella), który chciał popelnić samobójstwo. Syn Richarda i Sheryl Dwayne właśnie złożył śluby milczenia, które zamierza przerwać dopiero gdy zostanie pilotem wojskowym. A na dokładkę mamy jeszcze dziadka (rewelacyjny Alan Arkin), ktróy eksperymentuje z narkotykami. Jak więc widzicie mamy do czynienia z prawdziwie wybuchową mieszanką. Ta komedia obyczajowa to prawdziwa bomba w tym filmowym sezonie jeśli chodzi o amerykańskie kina. Warto śledzić jak poradzi sobie na europejskim rynku. Polecam z pełną odpowiedzialnością.
Nasza ocena:5
Skomentuj


25.01.2007
KINO

Deja Vu

reż. Tony Scott

Z pozoru typowy film Tony Scott. Jego oryginalność polega jednak przede wszystkim na nowatorskiej tematyce. Detektyw Doug Carlin (w tej roli jak zwykle dobry Denzel Washington) prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczego wybuchu bomby na turystycznym promie. Carlin zostaje zwerbowany do jednostki wykorzystującej do rozwiązania zagadki najnowsze techniki dochodzeniowe. Potrafią załamać czas i cofnąć się wgłąb tego co działo się 4 dni temu. Czy jednak można odwrócić bieg wydarzeń po prostu cofając się w przeszłość? Carlin będzie musiał to udowodnić, aby zapobiec tragedii. Film mocno daje po głowie przez pierwsze 40 minut projekcji. Potem napięcie spada i niestety mamy do czynienia z konwencją. A szkoda, bo z takiego pomysłu można było wycisnąć na prawdę wiele. Ale Scott w dalszym ciągu pozostaje w mojej ocenie bardzo solidnym twórcą kina sensacyjnego.
Nasza ocena: 4
Skomentuj


Prestiż

reż. Christopher Nolan

Tematyka iluzjonistów stała się ostatnio popularna w kinie. Prawie jednocześnie wchodzą na ekrany dwa filmy: "Iluzjonista" z Edwardem Nortonem oraz właśnie "Prestiż". Twórca znakomitego "Memento" Chris Nolan opowiada o wielkiej rywalizacji pomiędzy dwoma mistrzami sztuki iluzji. W rolach głównych obsadził Hugh Jackmana i Christiana Bale'a. Początkowo współpracowali, ale później stali się zajadłymi przeciwnikami. Rywalizacja staje się coraz bardziej ostra, a sztuczki coraz wymyślniejsze co w efekcie prowadzi do tragicznego, ale bardzo zaskakującego końca. Warto wspomnieć, że w filmie występują też Scarlett Johansson (nie miała niestety za dużo do zagrania) i stylowy jak zawsze Michael Caine. Do podziwiania mamy świetne zdjęcie Wally Pfistera i intrygujący scenariusz. Film jest jednak trochę zbyt wydłużony co sprawia, że efekt nie jest taki, jakiego oczekiwaliśmy do połowy projekcji.
Nasza ocena: 4
Skomentuj


Artur i Minimki

reż. Luc Besson

Twórca "Leona Zawodowca" po raz pierwszy wziął na warsztat film animowany. Zaprosił do podkładania głosu m.in Madonnę i Snoop Dogga, a w jednej z głównych ról wystąpiła Mia Farrow. Opowieść o legendarnych Minimkach - bardzo ciekawych istotkach obdarzonych wyjątkowo małym wzrostem. Prawdziwym bohaterem jest tutaj jednak 10-letni Artur - chłopiec, który jest zafascynowany dokonaniami swojego dziadka, podróżnika. Właśnie dowiaduje się, że dom jego dziadków ma zostać zajęty przez komornika. Aby zdobyć pieniądze potrzebne na spłatę zadłużenia Artur postanawia znaleźć skarb, który kiedyś ukrył jego Dziadek. By tego dokonać musi zejść do świata Minimków. Przygody, które tam przeżyje sprawią, że zrozumie co w życiu jest najważniejsze, zdobędzie nowych przyjaciół a nawet się zakocha. Interesująca animacja i niegłupia historia dla każdego.
Nasza ocena: 4
Skomentuj


Piła III

reż. Darren Lynn Bousman

Chyba najbardziej makabryczna część trylogii o słynnym Panu Układance. Scenariusz tym razem pozostawia wiele do życzenia. Jigsaw umiera ale w "grze" wyręcza go następczynu, która ujawniła się w poprzedniej części. Twórcy skupili się na odpowiednio wysokim poziomie brutalności. Niektóre sceny, jak choćby słynna już operacja mózgu za pomocą wiertarki i kleszczy, rzeczywiście może bardziej wrażliwych widzów przyprawić o mdłośći. Film ma zasadniczą słabośc - nie trzyma w napięciu ani nie przeraża co jest niewątpliwie ważne w przypadku filmów z tego gatunku. Ale czwarta część i tak powstanie, a widzowie pewnie znowu tłumnie odwiedzą kina.
Nasza ocena: 2
Skomentuj


7.01.2007
KINO

Wiatr buszujący w jęczmieniu

reż. Ken Loach

Laureat Złotej Palmy w Cannes z ubiegłego roku. Przejmująca kreacja Cilliana Murphy'ego jako jednego z założycieli organizacji IRA Damiena O'Donovana, który do końca pozostaje wierny swoim ideałom. Akcja filmu toczy się w latach 20-tych. Damien marzy o karierze lekarza, ma nawet wyjechać w tym celu do Londynu - w ostatniej chwili wysiada jednak z pociągu by wesprzeć przyjaciół walczących z przesladującymi irlandzkich robotników angielskich żołnierzy. Organizacja jaką utworzą da początek późniejszej IRA, która przetrwała po dziś dzień. Film ma też odcień bardziej osobisty. Brat Damiena, Teddy O'Donovan równie mocno zaangażowany w walkę, w pewnym momecie staje w obronie traktatu pokojowego podpisanego przez rząd brytyjski. Dochodzi do swoistego poróżnienia między braćmi, co doprowadzi do tragicznego końca. Przejmujący to film i bardzo ładnie nakręcony (ach te zdjęcia Barrego Ackroyda). Loach trzyma formę nieustannie.
Nasza ocena:4
Skomentuj na forum


Ludzkie dzieci

reż. Alfonso Cuaron

Cuaron udowadnia tym filmem, że reżyserem jest nietuzinkowym. Za jaki gatunek się nie weźmie radzi sobie bardzo dobrze. Akcja dzieje się w przyszłości, w roku 2027. Od 19 lat nie przyszło na świat żadne dziecko. Nadzieje na przetrwanie świata są coraz mniejsze, bowiem z każdym rokiem umiera coraz więcej ludzi. Wśród społeczeństwa panuje chaos i bezprawie, wszysycy zdają się spokojnie oczekiwać na koniec swojej egzystencji. Wszystko zmienia się wraz z młodą Kee, która niespodziewanie zachodzi w ciążę. By przewieżć ją w bezpieczne miejsce aktywistka Juliab (mała rola Julianne Moore) prosi o pomoc swego byłego męża Theo (ciekawa kreacja Clive'a Owena). Okaże się jednak, że by uratować dziewczynę Theo będzie musiał wykazać wiele poświęcenia, a to zadanie okazuje się najtrudniejszym w jego życiu. Film ma niesamowity, mroczny klimat. Potęgują go bardzo dobre zdjęcia Emanuela Lubezkiego. Sam temat jest na tyle wciągający, że całość ogląda się doskonale. Czasem zdarzały się tylko niepotrzebne dłużyzny, ale to na pewno jedna z najbardziej interesujących propozycji minionego roku.
Nasza ocena:5
Skomentuj na forum


Jak to się robi

reż. Marcel Łoziński dystrybucja: Gutek Film

Najnowszy film wybitnego polskiego twórcy dokumentów Marcela Łozińskiego opowiada o eksperymencie Piotra Tymochowicza. To specjalista od kreowania wizerunku medialnego, który ma na swoim koncie m.in pracę nad "ułożeniem" Andrzeja Leppera. Tymochowicz postanowił zorganizować casting na polityków. Zebrało się grono kilkudziesięciu młodych ludzi, którzy pod okiem Tymochowicza zaczęli poznawać tajniki wpływania na ludzi. Do końca dotrwał tylko jeden - Dariusz Konopka, którego postać, sposób zachowania tylko potwierdziły mechanizmy rządzące światem polityki w naszym kraju. Film jest ważny, ale momentami dość męczący w odbiorze. Gdy oglądamy opowiadających o swoich marzeniach młodych ludzi, aż strach bierze, gdy zdajemy sobie sprawę, że oni mówią całkowicie poważnie. Pod tym względem "Jak to się robi" na pewno osiąga swój cel. Pokazuje, że większość naszych rodaków dąży do zrobienia kariery, nieważne gdzie i za jaką cenę. Własne przekonania, zasady spokojnie mogą zostać odsunięte na boczny tor. Podusmowując dzieło Łozińskiego - pomysł i idea bardzo dobre, przekaz już trochę mniej. Niestety w wydaniu dvd brak jakichkolwiek materiałów dodatkowych, które akurat w przypadku tego filmu mogłyby być nader interesujące.
Nasza ocena:4
Skomentuj na forum


Wpuszczony w kanał

reż. David Bowers i Sam Fell

Szczur imieniem Roddy jest królem świata. Ma kochającą i dbającą o niego właścicielkę oraz wszelkie "szczurze" wygody. Wszystko zmienia się jednak gdy rodzina u której mieszka wyjeżdża na wakacje a Roddyego odwiedza bardzo wyluzowany szczur Sid. Ich wzajemna sprzeczka kończy się tym, że Roddy zostaje wpuszczony w kanał (przez spłuczkę w toalecie). W podziemnym mieście życie jest jednak znacznie trudniejsze niż w jego wypieszczonej klatce. Okazuje się, że właśnie tam na dole Roddy odkryje swoje prawdziwe ja i zrozumie jak ważna jest przyjaźń i myślenie o innych. Pozna również przebojową Ritę w której się zadłuży. By obronić i uratować Ritę porwaną przez grożną żabę The Toad, a jednocześnie udaremnić złowrogie plany The Toada Roddy będzie musiał wykazać się nie lada odwagą. Ponieważ rzecz dzieje się w Londynie (a raczej pod nim) sporo tu akcentów brytyjskich i żartów charakterystycznych dla angielskiego humoru. Ale są tez inne postacie - np Francuz Le Frog (w oryginale głos podkłada Jean Reno), mój ulubiony bohater filmu, który wraz ze swoją ekipą dostaje zlecenie na odnalezienie Rity. Ogólnie jednak nic specjalnego. Można się momentami nieźle pośmiać, ale fabuła i scenariusz mocno kuleją.
Nasza ocena:3
Skomentuj na forum


Happy Feet: Tupot małych stóp

reż. George Miller

Stepujący pingwin? Tak tak to możliwe. Najnowsza rozkoszna animacja wytwórni Warner opowiada o dziejach Mambo - pewnego trochę odstającego od pozostałych pingwinka. Mambo urodził się w respektującym tradycję śpiewu (każdy pingwin obdarzony jest pięknym głosem, który służy m.in do wzajemnych zalotów) stadzie. Niestety on nie potrafi śpiewać. Potrafi za to doskonale stepować. Początkowo jego umiejętnośc jest wyśmiewana, kończy się to nawet odsunięciem od stada. Koniec końców jednak okaże się, że to właśnie Mambo sprawi, iż cały świat zainteresuje się losem pingwinów i uratuje swoich bliskich przed zagładą. Polecam sceny z udziałem prześmiesznych kompanów Mambo czyli Amigos, a także ciekawe przeróbki znanych utworów muzycznych w oryginalnym wykonaniu aktorów podkładających głosy w amerykańskiej wersji filmu - śpiewają m.in Hugh Jackman, Nicole Kidman i Brittany Murphy. Na prawdę dobra zabawa dla każdego.
Nasza ocena:4
Skomentuj na forum


Shooting Dogs

reż. Michael Caton-Jones

Kolejny film podejmujący trudną tematykę wojen ludowych w Rwandzie na początku lat 90-tych. Jednak po bardzo dobrym "Hotelu Rwanda" w tym filmie nie znajduję absolutnie nic odkrywczego. Tym razem w rolach głównych pojawiają się duchowny i nauczyciel - John Hurt i Hugh Dancy, którzy stają w obronie prześladowanych obywateli Rwandy. Nie są już jednak w stanie odwrócić biegu wydarzeń. Na pewno niektóre sceny ściskają za serce, zwłaszcza, że po raz kolejny uświadamiamy sobie czym był dla Rwandyjczyków brak reakcji całego świata na dziejące się u nich ludobójstwa. Niestety filmowo można spokojnie powiedzieć - gdzieś, kiedyś już to widzieliśmy.
Nasza ocena:3
Skomentuj na forum


27.12.2006
KINO

Apocalypto

reż. Mel Gibson

Owiany wielką tajemnicą podczas realizacji film Mela Gibsona zawitał na kinowe ekrany. Oparta na legendach opowieść o cywilizacji Majów ma w sobie jakąś niesamowitą energię. Tym dziełem Gibson udowadnia, że można dzisiaj nakręcić film praktycznie bez użycia efektów specjalnych, cyfrowych technik ani znanych twarzy aktorskich. Jego realizacja, aż kipi od emocji i napięcia, które udzielają się widzowi. A przecież mówi o wartościach, problemach jakże popularnych w dzisiejszej kinematografii: rodzina, odwaga, konflikt wartości, walka o swoją niezależność i ojczystą ziemię. Aktorzy mówią dialektem Majów, a scenografia jest na tyle doskonała, że przenosi nas idealnie w tamte czasy. Cała historia opowiadana w "Apocalypto" toczy się na moment, przed zajęciem dzikich terenów przez konkwistadorów. Polecam zwłaszcza końcową scenę, która jest bardzo znacząca dla historii całego współczesnego świata. Moim zdaniem można też całkowicie odrzucić bezpodstawne zarzuty o brutalność. Film jest po prostu bardzo naturalny i w porównaniu z "Pasją" na prawdę nie ma o czym mówić. Nie sposób tego filmu ominąć bo to zdecydowanie jedno z najważniejszych wydarzeń kończącego się roku.
Nasza ocena: 6
Skomentuj na forum


Zakochane święta

reż. Neri Parenti

Dawno nie było na ekranach kin komedii włoskiej. Sytuacja jest jednak o tyle dziwna, że mimo premiery w Polsce 8 grudnia, wczoraj udało mi się obejrzeć ten film na kanale HBO. Okazuje się bowiem, że film powstał już prawie 3 lata temu. Tym bardziej należy podziwiać odwagę dystrybutora. Komedia o perpetiach damsko-męskich z plejadą znakomitych włoskich aktorów m.in piękną Sabriną Ferelli, a towaryszy im sam Danny De Vito. Końcowka ma aż trzy różne wersje - do wyboru dla widzów. Czasem można się pośmiać, ale ogólnie to dość żenująca propozycja. Jako ciekawostkę warto zauważyć udział w jednej z ról drugoplanowych znanego z odtwarzania postaci Richa Forrestera w "Modzie na sukces" Rona Mossa. W Święta można ostatecznie obejrzeć.
Nasza ocena: 2
Skomentuj na forum

Holiday

reż. Nancy Meyers

Plejada gwiazd u specjalistki od romantycznego kina Nancy Meyers. Dwie kobiety Iris (Kate Winslet) i Amanda (Cameron Diaz) właśnie są na życiowym skraju. Zerwały z chłopakami i potrzebują oddechu. Postanawiają więc zamienic się na dwa tygodnie mieszkaniami. Iris jedzie do L.A gdzie żyła Amanda, a Amanda jedzie do Londynu do mieszkania Iris. Mają nadzieję na odpoczynek od facetów i stresów życia codziennego. Jak się jednak okaże, to właśnie mężczyźni okażą się najlepszym lekarstwem na ich problemy i nadzieje na wielką miłośc. Bardzo ciepły, świąteczny film, może trochę za długi, ale można wybaczyc ten minus. Dośc powiedziec, że gdy oglądałem ten film na przedpremierowym pokazie cała sala na końcowych napisach biła brawa. "Holiday" to również film, który udowodnił, że szalony Jack Black może całkiem udanie zagrac ekranowego amanta a Jude Law lekko zagubionego i niepotrafiącego się znaleźc w wielu sytuacjach bohatera. To pradziwy oddech od zalewu horrorów, dresczowców i innych trudnych i ciężkich propozycji jakie nam ostatnio dystrybutorzy serwują.
Nasza ocena: 4
Skomentuj na forum

Czyja to kochanka?

reż. Francis Veber

Kolejna komedia Francisa Vebera należy niestety do tych mniej udanych w jego karierze. Jedno przypadkowe zdjęcie powoduje szereg kolejnych niefortunnych wypadków. Znany biznesmen Pierre (w tej roli znudzony Daniel Auteil) zostaje sfotografowany ze swoją kochanką na ulicy. Na zdjęciu znalazł się też przypadkowy przechodzień Francois (Gad Elmaleh), który na codzień pracuje jako parkingowy. By wymigać się z sytuacji i uniknąć oskarżeń dociekliwej żony (Kristin Scott Thomas) Pierre musi zainicjować historię, która udowodni, że prawdziwym partnerem jego kochanki jest...Francois. Zwariowany francuski humor, ale dowcipy i sytuacje ekranowe już mocno oklepane. Aktorzy też jakoś niespecjalnie się wysilają, więc całość okazuje się dość ciężkostrawną propozycją.
Nasza ocena: 2
Skomentuj na forum

Przyjaciele

reż. Tony Goldwyn

Film, który spodobał mi się właściwie od pierwszych kadrów, ze względu na podobny klimat opowieści do "Garden State". Tu zresztą również w roli głównej pojawia się Zach Braff - bardzo zdolny amerykański niezależny filmowiec. Scenariusz do filmu napisał Paul Haggis - twórca m.in "Miasta gniewu" a zdjęcia stworzył operator filmów Eastwooda Tom Stern. Braff gra tu rolę 30-latka Michaela, który ma dobrą pracę, kochającą kobietę, która w dodatku właśnie zaszła w ciążę i oddanych przyjaciół. Michael zaczyna jednak mie wątpliwości co do małżeństwa, stabilizacji i bezpowrotnej utraty szalonych młodzieńczych lat. Gdy spogląda na życie swoich trzech przyjaciół widzi problemy, które mogą spotkac i jego. Dodatkowo na weselu kumpla poznaje atrakcyjną studentkę Kim (w tej roli znana z serialu "O.C" Rachel Bilson), która okazuje się pokusą nie do odparcia. Dzięki temu jednak Michael zrozumie rzeczy, które wcześniej wydawały mu się niemożliwe i udowodni sam sobie, że chce rozpocząc w pełni dorosłe życie. Czy jednak nie będzie za późno? W tle znakomity soundtrack, na którym znajdziemy utwory mi. Coldplay, Snow Patrol i Rufusa Wainwrighta. A sam film to dobra szkoła jazdy dla każdego faceta przed 30-tką. Polecam.
Nasza ocena: 5
Skomentuj na forum

Węże w samolocie

reż. David R.Ellis

Kino klasy B i w dodatku pierwszy przypadek w historii, jeżeli chodzi o tworzenie scenariusza za pomocą internetu. To właśnie internauci mieli największy wpływ na proces powstawania tego filmu. Projektem mocno zainteresował się Samuel L.Jackson, który przyjął rolę producenta i obsadził siebie w głównej roli. Fabuła opowiada historię agenta FBI, który eskortuje na pokładzie samolotu świadka mającego zeznawać przeciwko bossowi mafii. Okazuje się, że ten lot będzie dla nich straszliwym przeżyciem. Gangsterzy wpuszczają na pokład setki bardzo agresywnych węży, które swej złości nie zamierzają skupić tylko na naszych bohaterach. Mocno to kiczowate, ale przecież taki był zamiar. Nie wiem jednak czy nie szkoda czasu by takie dzieła produkować i oglądać.
Nasza ocena: 2
Skomentuj na forum

DVD

C.R.A.Z.Y.

reż. Jean-Marc Vallee dystrybucja: Gutek Film

Długo oczekiwana premiera na rynku dvd w końcu za sprawą firmy Gutek Film w Polsce. Fracusko-kanadyjska komedia obyczajowa, której bohaterem jest Zac - nastolatek mający spore problemy z określeniem swej tożsamości seksualenej co bardzo źle wpływa na jego relacje z rodziną. To właśnie więzi rodzinne są tutaj głównym tematem. Cichym bohaterem filmu jest ojciec, który kocha swoje dzieci (Zac ma jeszcze trzech braci) bardzo mocno, ale nie jest w stanie ich w pełni zrozumiec i zaakceptowac. Ciekawe, dośc specyficzne jak na polski rynek dystrybucji kino. Szkoda tylko, że wydanie dvd nie zawiera żadnych dodatkowych materiałów. Warto zaopatrzec się również w muzykę do filmu. Na płycie wiele klasyków z lat 70-tych, a przede wszystkim wielki David Bowie.
Nasza ocena: 4
Skomentuj na forum

19.12.2006
KINO

Eragon

reż. Stefen Fangmeier

Mocno stylizowana na "Opowieści z Narnii" i trylogię "Władca pierścieni" opowieść o młodym chłopcu Eragonie, który okazuje się być legendarnym smoczym jeźdźcem, nadzieją świata na wygranie walki ze złem. Eragon nieświadomy niczego żyje w małej wiosce, wychowywany przez wuja. Zajmuje się głównie polowaniem. Podczas jednej z wypraw łowieckich przypadkiem znajduje smocze jajo, z którego wykluwa się Saphira - waleczna i obdarzona specjalnymi mocami smoczyca. To ona z pomocą Broma - tajemniczego rycerza, uświadamiają Eragona o jego możliwościach i przepowiedni, która z jego pomocą ma się wypełnić. Sporo tu scen batalistycznych oraz efektów specjalnych. Sporo znanych twarzy - John Malkovich, Jeremy Irons a nawet Joss Stone. Ale widać wyraźnie, że film kręcony był pospiesznie. Nie wnosi niczego nowego, powiela tylko utarte już w gatunku fantasy schematy. Mnie udało się obejrzeć film wersji z napisami, ale ponoć polski dubbing dolewa tylko oliwy do ognia.
Nasza ocena:2
Skomentuj na forum

Śniadanie na Plutonie

reż. Neil Jordan

Patrick Braden - młody transwestyta (w tej roli walczący o powstanie tego filmu przez kilka lat Cillian Murphy) z Irlandii porzucony przez matkę w dzieciństwie wyrusza do Londynu na jej poszukiwanie. Tam odkrywa swoją historię, ale i własną tożsamość i poczucie wartości. Akcja osadzona jest w latach 70-tych, w tle oglądamy więc klasę średnią Brytyjczyków i sytuacją społeczną jaka wtedy panowała na wyspach. Murphy gra na wysokich tonach i momentami lekko szarżuje. Film również nie do końca sprawia wrażenie dopracowanego. Raczej pospiesznie kręconego dzieła z bardzo ciekawym wyjściowym pomysłem. W drugim planie kilku znakomitych brytyjskich aktorów - Liam Neeson, Stephen Rea, Brendan Gleeson. Jednak całość ma zbyt dużo niedociągnięć.
Nasza ocena:3
Skomentuj na forum

Pakt milczenia

reż. Renny Harlin

Spore rozczarowanie. Horror, który miał być absolutnym przebojem, a okazał się prymitywnie nakręconym filmem bez scenariusza. Opowieść o czterech studentach, którzy pochodzą z rodu obdarzonego niezwykłymi mocami. Obowiązuje ich tytułowy pakt milczenia, który pozwala na zachowanie tajemnicy od lat. Problem pojawia się gdy w szkole, w której studiują zjawia się chłopak również operującymi nadprzyrodzonymi mocami. Okaże się on zagubionym piątym członkiem rodu, który ma w planach przejąć moce pozostałych. Film niestety nie jest straszny a bardziej śmieszy. Aktorzy wypadają bardzo blado a cała atmosfera tajemnicy i grozy jaka miała być widoczna na ekranie jest niezauważalna. Z całą odpowiedzialnością nie polecam.
Nasza ocena:1
Skomentuj na forum

Babel

reż. Alejandro Gonzalez-Innaritu

Ten film jest chyba najdojrzalszym tworem w historii współpracy scenarzysty Guillermo Arriagi oraz reżysera Alejandro Gonzaleza Innaritu. Podobnie jak w przypadku ich poprzednich filmów mamy tu różne historie, które łączy ze sobą jakiś jeden drobny element. Tym razem jednak Innaritu przeniósł akcję do różnych miejsc na świecie - nawet do Japonii. Łącznikiem jest tutaj kula wystrzelona z karabinu przez dwóch marokańskich chłopców. Pocisk trafia przypadkowo amerykańską turystkę, która podróżuje w autokarze. Ojciec chłopców nabył karabin od handlarza, który dostał go od japońskiego turysty. Ten turysta okazuje się być ojcem japońskiej głuchoniemej dziewczyny, któraj historię poznajemy. Mamy jeszcze nowelę o meksykańskiej służącej opiekującej się dwójką amerykańskich dzieci. Nie ma ich z kim zostawić, więc zabiera je ze sobą na ślub syna do Meksyku. Na prawdę przejmujący i dający mocnego myślowego kopa film. W obsadzie Brad Pitt (bardzo dobra, zupełnie inna od jego dotychczasowego ekranowego wizerunku rola), Cate Blanchett i rewelacyjne Adriana Barazza jako opiekunka i Rinko Kikuchhi jako japońska nastolatka Chieko. Jeden z najlepszych tytułów sezonu.
Nasza ocena:6
Skomentuj na forum

10.12.2006
KINO

Patrol

reż. Andrew Davis

Solidne kino akcji z dawno nie oglądanym w tak dobrej roli Kevinem Costnerem. Gra on wiekowego już ratownika morskiego, który w jednej z akcji traci całą swoją ekipę. Tylko jemu udaje się wyjść cało. Po tym wydarzeniu nie potrafi dojść do siebie i na jakiś czas zostaje przesuniety do pracy jako instruktor w szkole morskiej. Tam od razu dostrzega talent najzdolniejszego z adeptów (Ashton Kutcher), który przypomina mu jaki sam był w latach młodośći. Po zakończeniu edukacji zaczynają pracować razem. Niektóre sceny są tu mocno rozwlekłe i nie do końca przemyślane. Ale akcja idzie dość wartko do przodu. Mam jakiś dziwny sentyment do aktorstwa Costnera, więc tym bardziej cieszę się, że powrócił do takich produkcji jak "Patrol". Kutcher też dość dobrze sprawdził się w innym niż komediowy gatunku. Sceny na morzu robia spore wrażenie i zostały nakręcone ze sporą dokładnością. Jednym słowem warto wybrac się na ten film.
Nasza ocena: 4
Skomentuj na forum

Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej

reż. Larry Charles

Ten film po prostu powalił mnie na kolana. Sasza Cohen po wcieleniu się w postać kontrowersyjnego komika Aliego G tym razem wybrał postać dziennikarza z Kazachstanu Borata, który udaje się do Stanów Zjednoczonych by podpatrzeć kilka kulturowych wzorców dla swojego kraju. Cohen robi sobie tutaj jaja ze wszystkiego, a poziom humoru w wielu scenach mocno przekracza jakiekolwiek granice dobrego smaku. Poważnie patrząc możemy tu znaleźć obnażone ewidentne przywary Amerykanów i sposób ich podchodzenia do obcokrajowców. Ja bawiłem się na seansie setnie i szczerze mówiąc czasem z tych najgłupszych scen i żartów. Polecam zwłaszcza sceny na rodeo, w domu u żydowskiego małżeństwa no i przewijający się wątek miłości Borata do Pameli Anderson. A jeszcze możemy posłuchać skocznych bałkańskich melodii (jest tu nawet Goran Bregovic). Szalona ale bardzo dobra filmowa zabawa. Jak sie masz?
Nasza ocena: 5
Skomentuj na forum

Akademia tajemniczych sztuk pięknych

reż. Terry Zwigoff

Po "Ghost World" Terry Zwigoff zabrał się za kolejną ekranizację komiksu. Tym razem akcja osadzona jest w szkole artystycznej, w której ma miejsce tajemnicza seria morderstw młodych kobiet. My akcję oglądamy oczami głównego bohatera filmu - jednego z nowych studentów szkoły Jerome'a Platza. Chłopak obdarzony wielkim talentem, nieszczęśliwie zakochany w najpiękniejszej dziewczynie w szkole dodatkowo musi rywalizować z faworyzowanym przez nauczycieli starszym studentem. Ten jednak okazuje się pracującym pod przykrywką policjantem. Jerome też ma swoje ukryte tajemnice, o które nikt go nie podejrzewa. Ten filmowy eksperyment jest mocno przekombinowany, ale ma swój urok. Ciekawym odkryciem aktorskim jest grający Jerome'a Max Minghella. A w tle możemy zobaczyć m.in Johna Malkovicha i Jima Broadbenta'a. Można obejrzeć.
Nasza ocena: 3
Skomentuj na forum

Z odzysku

reż. Sławomir Fabicki

Pierwszy pelnometrażowy film jednego z najzdolniejszych młodych polskich reżyserów Sławomira Fabickiego. Bohaterem jest 19-letni Wojtek, który ropoczyna dorosłe życie na śląskiej prowincji. Trenuje boks, pomaga dziadkowi przy pracy w chlewni. Zakochany w starszej od siebie dziewczynie z Ukrainy, która ma kilkuletniego syna, podejmuje się nielegalnych podziemnych walk, by zebrac pieniądze, które umożliwią dziewczynie legalny pobyt w Polsce. Wszystko zmienia się gdy Wojtkowi pracę zaproponuje gangster Gazda. Pieniądze będą spore i pozwolą na załatwienie wszystkiego, ale świat w jakim znajdzie się Wojtek rządzi się brutalnymi regułami. Decyzje jakie podejmie będą mieć ogromny wpływ na przyszłość jego i bliskich mu osób. Trudne kino, poważny temat, i dynamiczny scenariusz. Pewnych minusów można się na pewno doszukać w sposobie realizacji oraz w aktorstwie. Ogólnie jednak dobra, solidna robota reżyserska. Czy jednak warta kandydatury do Oscara? Chyba jednak nie.
Nasza ocena: 4
Skomentuj na forum

6.12.2006
DVD

Maria

reż. Abel Ferrara dystrybucja: Monolith Video

Kontrowersyjna propozycja filmowa spod ręki bardzo kontrowersyjnego reżysera Abla Ferrary. Po roli Marii Magdaleny odtwarzająca jej postać aktorka (Juliette Binoche) udaje się w podróż do Jerozolimy by spróbować poznać prawdę o Jezusie Chrystusie. Drugim bohaterem filmu jest dziennikarz telewizyjny (Forrest Whitaker), który stoi na granicy utraty wiary w Boga i oddala się od religii. Film powstał na kanwie dyskusji na temat "Pasji" Mela Gibsona, ale Ferrara mówi tu w kwestii wiary w bardzo niejednoznaczny sposób. Z jednej strony ewidentnie pokazuje, że film Gibsona był nastawiony na zaszokowanie widzów i zbicie dużej kasy, ale z drugiej nie do końca go krytykuje? Jedno jest pewne, "Marię" zobaczyć trzeba bo to wielce intrygujące kino. W materiałach dodatkowych mamy zwiastun kinowy oraz dostęp do wybranych scen z filmu.
Nasza ocena:3,5
Skomentuj na forum

Veer-Zaara

reż. Yash Chopra dystrybucja: Blink

Kolejny bollywoodzki hit ma w Polsce premierę tego samego dnia w kinach oraz na rynku dvd. Bardzo elegancko wydana przez firmę Blink 2-płytowa edycja filmu "Veer-Zaara" robi spore wrażenie, ale niestety sam film podobał mi się znacznie mnie niż ostatnia produkcja z Indii czyli "Bunty i Babli". Tym razem na ekranie pojawia się sam supergwiazdor Sharukh Khan, który odtwarza postać pilota Indyjskich Sił Powietrznych. Zamknięty w areszcie opowiada zaufanej dziennikarce o swojej historii - wielkiej miłośći do Zaary. Miłości niespełnionej i niemożliwej, ale szalonej. Mamy do czynienia z kinem w raczej dotychczasowym nietypowym dla kina indyjskiego poważnym tonie. Na drugiej płytce znalazło się sporo interesujących materiałów dodatkowych. Ciekawy wywiad z reżyserem, materiał o powstawaniu ścieżki dżwiękowej filmu, niezamieszczona w filmie piosenka a nawet utwory do zabawy przy karaoke. Po otwarciu boxu znajdziemy również poster z autografem Sharukh Khana specjalnie dla polskich widzów.
Nasza ocena:3,5
Skomentuj na forum

Za ile mnie pokochasz?

reż. Bertrand Blier dystrybucja: Monolith Video

Francois jest urzędnikiem i uważa swoje życie za wyjątkowo nudne. Pewnego dnia wygrywa sporą sumkę na loterii i decyduje się w końcu zrobić coś szalonego. W domu publicznym poznaje Daniellę(Monica Belucci), której proponuje dość przejrzysty układ. Za wspólne życie będzie jej co miesiąc wypłacał poteżną sumkę. Wszytko komplikuje jednak uczucie, które wytworzyło się między bohaterami. Czy Daniella będzie w stanie porzucić swoje dotychczasowe życie? Mało śmieszny to film, momentami pretendujący do miana komedii romantycznej, w innej znowu chwili uchodzący raczej za kino obyczajowe. Raczej nieudana zabawa, choć z bardzo humorystycznym epizodem Gerarda Depardieu jako alfonsa Danielli. W materiałach dodatkowych tym razem tylko zwiastun kinowy i zapowiedzi innych wydań dystrybutora. Niewykorzystana szansa na ciekawe kino.
Nasza ocena:2,5
Skomentuj na forum

Przysięga

reż. Chen Kaige, dystrybucja: Monolith Video

Azjatyckie kino w pełnej krasie. Piękne sceny przeplatane z komputerowo animowanymi efektami podczas walk wojowników. Obietnica złożona przez bohaterkę filmu za czasów młodości, teraz mści się na każdym jej kolenym ukochanym. W zamian za wieczne piękno, dziewczyna zgodziła się bowiem wyrzec się szczęścia z jakimkolwiek mężczyzną. I zaklęcie trwa tak przez wiele lat, aż szybszy od wiatru niewolnik rozkocha w sobie księżniczkę i udowodni jej, że czasem siłą miłości można spróbować pokonać wszelkie przeszkody. W dodatkach odnajdziemy m.in dostęp do wybranych scen,teledysk promujący film oraz zapowiedzi innych tytułów dystrybutora. Przyznam szczerze, że w pełnej jakości dźwięku i obrazu film robi na prawdę spore wrażenie. Warto się w tę azjatycką lekturę zagłębić.
Nasza ocena:4
Skomentuj na forum

KINO

Casino Royale

reż. Martin Campbell

Najnowszy Bond jest pod wieloma względami nowatorski. Przede wszystkim ze względu na rolę główną. Pierce'a Brosnana zastąpił Daniel Craig - wyspiarz i w dodatku blondyn. Ale sprawdził się całkiem nieźle zwłaszcza, że miał do zagrania kreację dość trudną bowiem pokazującą okres, gdy Bond stawał się dopiero słynnym 007. Głównym przeciwnikiem Jamesa jest tym razem La Chiffre (Maks Mikkelsen) gangster, który prowadzi kasyno, a zyskami z niego finansuje działalność terrorstyczną. Jednak gdy traci pieniądze należące do organizacji oraganizuje turniej karciany o astronomicze stawki, który chce wygrać, tak by pieniadze ponownie wróciły tam gdzie być miały. Bond musi oczywiście do tego nie dopuścić, a przy okazji rozgryźć kto za tym wszystkim stoi. Pomaga mu w tym Vesper(Eva Green) pracownica Ministerstwa Finansów. Są tu wątki i sceny, które robia na prawde spore wrażenie, zwłaszcza jesli chodzi o sceny akcji. Natomiast wątek romansowy jest ckliwy i nudny. Ale warto obejrzeć tego świeżego Bonda również ze wzgledu na szorstkie dialogi (trzy grosze do scenariusza dorzucił sam Paul Haggis) z tym chyba już najsłynniejszym: "Wstrząsnięte czy nie mieszane?" "Mam to w dupie!". Czy jednak fani agenta 007 zaakceptują w pełni taki wizerunek swojego ulubionego bohatera?
Nasza ocena:3
Skomentuj na forum

Teksańska masakra piłą mechaniczną: Początek

reż. Jonathan Liebesmann

Jeden z najbrutalniejszych filmów jakie obejrzałem w ostatnich latach. Akcja dotyczy początków morederczego procederu rodziny Hewittów. Pod koniec lat 30-tych pracownica rzeźni urodziła dziecko, które zostało porzucone. Przygarnęli je Hewittowie, którzy wychowali chłopca na prawdziwego degenerata. Dotknięty postępującą chorobą skóry chłopak zatrudnił się w ubojni, gdzie brutalność i okrucieństwo tylko w nim postąpiło. W filmie pokazano pierwsze zbrodnie jakich dokonuje "Leatherface". Dwóch braci podróżujących ze swoimi dzieczynami po raz ostatni przed wyjazdem jednego z nich do Wietnamu ma wypadek na prowincji, gdzie spotyka ich właśnie rodzina Hewittów. To co ich tam spotka to największa tragedia ich życia. Niektóre sceny są praktycznie nie do wytrzymania. Odcinanie nóg, wycinanie skóry z ręki itp. to w tym filmie standard. Dlatego nie polecam go tym mniej wytrwałym na ekranowe wrażenie. Zastanawiam się tylko co musi być pokazane w filmie "Piła 3", na seansach którego ludzie tracą przytomność. Kinowy brutalizm postepuje coraz bardziej.
Nasza ocena:3
Skomentuj na forum

Dobry rok

reż. Ridley Scott

Ridley Scott sprawdził swoje rezyserskie umiejętności w komedii romantycznej. Do pomysłu zaangażował również ulubionego aktora czyli Russela Crowe'a i wyszło z tego...całkiem niezłe dziełko. Crowe gra rolę Maxa, bezwzględnego gracza giełdowego, który robi wielką karierę i uwielbia swoją pracę. Nagle dowiaduje się, że umarł jego wuj, który wychowywał go w dzieciństwie. Wuj mieszkał we Francji i miał okazałą winnicę, którą teraz zapisał właśnie Maxowi. Początkowo sceptycznie nastawiony do całej sprawy Max leci do Francji, by podpisać tylko dokumenty, ale to co zostanie odmieni całe jego życie. Przy okazji zakochuje się w wybuchowej Fanny, która jak się okazało, też pamięta go z dzieciństwa. Czy Max będzie jednak w stanie porzucić swoje dotychczasowe życie. Crowe zagrał z lekkim przymrużeniem oka (ach te dziwaczne stroje) i wyszło to jego postaci na dobre. Przyjemnie wypada też mało jeszcze znana Marion Cottilard jako Fanny. No i te winnice, francuskie miasteczka i wspaniałe posiłki. Też chciałbym tam mieszkać.
Nasza ocena:4
Skomentuj na forum

Pytając o miłość

reż. Robert Towne

Romantyczna historia osadzona w latach 30-tych. Colin Farell gra młodego pisarza Arturo Bandiniego, który przyjeżdża do Los Angeles by napisać powieść swego życia. Nie może jednak odnaleźć weny twórczej ani dobrego pomysłu na opowieść. Dopiero gdy pozna piękną kelnerkę Camillę (Salma Hayek) samo życie stanie się dla niego doskonałą inspiracją. Ich związek okaże się nad wyraz burzliwy. Farell i Hayek nie wytworzyli tutaj ekranowej chemii co działa bardzo na niekorzyść filmu, gdyż praktycznie przez całą projekcję wypełniają oni ekran. Dialogi są jakby wymuszone, a sceny lekko sztuczne. Trochę to dziwne, bowiem film wyreżyserował ceniony autor scenariuszy Robert Towne a przy realizacji pracowali na prawdę sami fachowcy. Nic więc dziwnego, że dystrybutor zwlekał aż 10 miesięcy od premiery amerykańskiej z wypuszczeniem filmu do naszych kin. Na pewno niewykorzystana szansa.
Nasza ocena:2
Skomentuj na forum

Życie ukryte w słowach

reż. Isabele Coixet

Film o rzeczach ważnych opowiedziany prostymi, skromnymi środkami. Bohaterka filmu Hanna skrywa brzemię z przeszłości, która stara się ukryć uciekając w codziennośc pracy w fabryce. W końcu jednak sam szef wysyła ją na urlop. Hanna przyjmuje trochę przypadkową ofertę pracy na platformie wiertniczej, gdzie ma zajmować się rannym w wypadku Josefem. Między pacjentem i pielęgniarką wytworzy się relacja, która pozwoli obojgu na wyzwolenie wzajemnej sympatii i szczerości. Trudne kino i jakoś mimo najszczerszych chęci nie poruszyło mnie ono w jakiś widoczny sposób. Niespecjalnie pasował mi Tim Robbins w roli Josefa. Chyba trochę za bardzo utożsamiam go w ostatnim czasie z komediowym repertuarem. Ale film na pewno daje do myślenia i nie pozostawia obojętnym po projekcji.
Nasza ocena:3
Skomentuj na forum

Kult

reż. Neil LaBute

Co spowodowało, że zdolny reżyser, autor m.in "Siostry Betty" wziął się za realizację takiego chłamu? Co gwiazdor kina amerykańskiego Nicolas Cage robi w takim chłamie? Praktycznie przez całą projekcję "Kultu" zadawałem sobie te pytania. film jest remakiem horroru z 1973 roku, ale nie sięga mu do pięt. Cage gra policyjnego detektywa, który udaje się na prywatną wyspę by odszukać zaginioną dziewczynkę. Okazuje się, że wyspa jest "zdominowana" przez kobiety, które skrywają mroczną tajemnicę, a zniknięcie dziewczyny to jedna wielka mistyfikacja. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że powód dla którego bohater Cage'a decyduje się na ta egzotyczną eskapadę to...list od jego byłej żony, która odeszła od niego by zamieszkać właśnie na tej osobliwej wysepce. Żenujące to kino i zdecydowana strata czasu. Podczas ponad 100 minut projekcji nie wystraszyłem się ani razu. A chyba miał to być horror?
Nasza ocena:1
Skomentuj na forum

Hawana - Miasto utracone

reż. Andy Garcia

Debiut reżyserski Andy'ego Garcii, który opowiada o Kubie z czasów swego dzieciństwa. Tęsknota aktora i reżysera za miastem, którego już nie ma jest w filmie aż nader widoczna. Scenografia pełna przepychu, muzyka w najlepszym kubańskim wydaniu i charakterystyczne dla Hawany kluby, w których spędzało czas "towarzystwo". Garcia obsadził samego siebie w roli głównej. Jako Fico Fellove, właściciel nocnego klubu, przypomina trochę Humphreya Bogarta. Nie miesza się do polityki, jest trochę samotnikiem trzymającym się z boku rewolucyjnych wydarzeń. Ale tylko do czasu. Gdy do rewolucji Castro zaczyna włączać się jego rodzina Fico nie może być już wobec tego obojętnym. Dla takiego epickiego dzieła charakterystyczna jest też historia miłosna, która pojawia się i tutaj. Ukochaną Fico gra piękna Ines Sastre. W filmie pojawia się również Bill Murray jako amerykański pisarz, który komentuje wszystkie wydarzenia dziejące się na ekranie oraz Dustin Hoffman jako gangster namawiający Fico do wspólnych interesów. Końcowy wyjazd bohatera do Nowego Jorku jest symoboliczny. Czasy, które widzieliśmy w filmie już nie wrócą. Trzeba odnaleźć nowe miejsce w życiu, ale wspomnienie na zawsze zostanie w pamięci bohatera. Osobiste i przekonujące kino.
Nasza ocena:5
Skomentuj na forum

21.11.2006
KINO

Alex Rider: Misja Stormbreaker

reż. Geoffrey Sax

Brytyjczycy zdecydowali się nakręcić również młodocianą wersję Bonda. Film wszedł na nasze ekrany w polskiej wersji językowej. Alex Rider to 14-latek, który dotychczas nie zdawał sobie sprawy z tego, że wuj, który go wychowywał, jednocześnie przygotowywał go do roli agenta służb specjalnych. Po tajemniczej śmierci wuja (epizod Ewana Mccgregora) Alex zostaje zatrudniony do specjalnej misji przez wywiad brytyjski. Efekciarstwo nie wyszło filmowi na dobre, ale sam pomysł jest całkiem ciekawy. Alex włada obcymi językami, potrafi operować kilkoma rodzajami sztuk walki i pewnie radzi sobie z najtrudniejszymi przeciwnikami. Trochę to nieprawdopodbne,ale dla młodszych widzów może być nawet interesujące. W tle Alicia Silverstone (jako niania!)Mickey Rourke i znany z roli Golluma Andy Serkins. Można, ale na pewno nie trzeba zobaczyć.
Nasza ocena: 2
Skomentuj na forum

Ja,Ty i on

reż.Anthony Russo i Joe Russo

Zabawny film o tym jak to jest mieszkać we..trójkę. Molly i Carl (Kate Hudson i Matt Dillon) - młode małżeństwo rozpoczyna nowe życie od wspólnego zamieszkania. Jednak już po kilku dniach pojawia się problem. Świadek Carla niejaki Dupree (Owen Wilson w typowej dla siebie roli) traci pracę, mieszkanie i Carl z litości proponuje mu nocleg u siebie "na kilka dni". Ten czas całkowicie odmieni jednak całe ich dotychczasowe relacje. W filmie w dość zabawnej roli ojca Molly bogatego biznesmana pojawia się Michael Douglas. Niektóre sceny są na prawdę bardzo śmiesze, ale momentami miałem wrażenie, że scenariusz trochę na siłę jest ciągnięty do przodu, a braciom Russo brakuje pomysły jak to wszystko zakończyć. Mimo wszystko, myślę,że można tą komedię obejrzeć, chocby jako przestrogę, że nie zawsze warto zapraszać kumpli do własnego domu.
Nasza ocena: 3
Skomentuj na forum

Akwamaryna

reż. Elizabeth Allen

Głupawa komedia dla nastolatek. Dwie przyjaciółki zakochane w przystojnym ratowniku,ale nie mające odwagi by w ogóle do niego podejść nieoczekiwanie spotykają pewnego dnia...syrenę o swojskim imieniu Akwamaryna. Syrence udało się uciec do "ziemskiego świata" ale szybko z niego zniknie, jeżeli w ciągu 3 dni nie znajdzie chłopaka, który ją pokocha. Jak nietrudno się domyśleć jej wybór pada właśnie na ratownika. Czy jednak jest możliwym, by zaakceptować swoją partnerkę, która jest syrenką. Okazuje się, że z pomocą naszych bohaterek wszystko jest możliwe. Nie bardzo to wszystko łączy się według mnie w jakąś sensowną całość, ale do oglądania "z wyłączonym procesem myślenia" jakoś jeszcze ujdzie.
Nasza ocena: 2
Skomentuj na forum

John Tucker musi odejść

reż. Betty Thomas

Najpopularniejszy chłopak w szkole ma to do siebie,że zawsze ma wiele adoratorek. Podobny jest schemat wyjściowy tego filmu. John Tucker spotyka się jednocześnie z trzema dziewczynami, każdej mówiąc, że jest wyjątkowa i najważniejsza. Sam jest lokalnym przystojniakiem i gwiazdą szkolnej drużyny koszykówki. Paniom prawdę uswiadamia niepozorna i wstydliwa koleżanka pracująca w restauracji, w której Tucker umawia się na randki. Dziewczyny postanawiają dokonac zemsty, a do tego celu będzie im potrzebna właśnie ta najskormniejsza. Okazuje się jednak,że udawanie obojętności jest trudne, gdy na prawdę coś się czuje do osoby, która ma się zamiar oszukać. Film jest fatalnie zagrany aktorsko, ale scenariusz ma dość urokliwy, przez co całość da się jakoś oglądać. Raczej dla nastolatek.
Nasza ocena: 2
Skomentuj na forum

Last Days

reż. Gus Van Sant

Ten film to zapis ostatnich dni życia młodego muzyka Blake'a. Postać ta jest wyraźnie inspirowana historią Kurta Cobaina, słynnego muzyka zespołu Nirvana, który popełnił samobójstwo. Van Sant podgląda mieszkającego na odludziu bohatera, który chciałby zaszyć się przed całym światem, ale ciągle ktoś go odwiedza, telefonuje, czegoś od niego chce. Jedyną możliwą ucieczką jest tutaj dla niegosamobójstwo. Najgorszy w tym filmie jest brak jakiejkolwiek próby analizy ze strony reżysera. Nie znamy przyczyny ani powodów, które doprowadziły Blake'a do takiego etapu w życiu a Van Sant nawet nie próbuje ich odnaleźć. A jako sucha relacja film jest bardzo nudny i usypiająyc, bo praktycznie nic się (poza bełkotem Blake'a do samego siebie) nie dzieje. Brawa tylko dla Michaela Pitta, odtwórc roli głownej, za wiarygodną kreację i całkiem spore podobienstwo do Cobaina.
Nasza ocena: 3
Skomentuj na forum

Stoned

reż. Stephen Wooley

Ciekawie nakręcona historia życia Briana Jonesa - kultowego muzyka i założyciela legenadarnej kapeli The Rolling Stones. Autorzy pokazują geniusz muzyczny artysty, ale również jego upadek,do którego doprowadziło uzależnienie od narkotyków, a który zakończył się wyrzuceniem go z zespołu. Jones nie bardzo mógł się z tym pogodzić. Popadał w coraz większą depresję, aż któregoś dnia został znaleziony martwy na dnie swojego domowego basenu. Śmierć owiana jest tajemnicą, choć twórcy filmu wyraźnie wskazują, że było to morderstwo. Winnym uznali robotnika Franka, który pracował u Jonesa w domu, a jednocześnie sprawował nad nim niejako opiekę. Zresztą całą opowieść oglądamy właśnie z perspektywy Franka. W tle muzyka i kilamt lat 60-tych, Mick Jagger, Keith Richards i trudne początki legendy. Do obejrzenia i przemyślenia.
Nasza ocena: 4
Skomentuj na forum

DOA: Dead or Alive

reż. Corey Yuen

No tak.Zastanawiałem się już powoli jaki film będzie miał w moim prywatnym rankingu status największego "dna" roku. Po obejrzeniu "DOA" nie mam już żadnych wątpliwości. Półtarogodzinna sieczka, w której bohaterkami są trzy atrakcyjne kobiety (m.in znana z "Prison Break" Holly Valance) uczestniczące w organizowanym na prywatnej wyspie turnieju sztuk walki. Każda z trzech pań nie uczestniczy w turnieju tylko dla głównej nagrody czyli 10 milionów dolarów, ale również z jak najbardziej prywatnych pobudek. Oglądamy więc najbardziej spektakularne efekty w walce wręcz oraz determinację bohaterek w zrealizowaniu swoich celów. W filmie pojawia się również Eric Roberts jako demoniczny doktor Donovan. Straszliwie płytkie i męczące plus scenariusz wyraźnie sklecany na kolanie.
Nasza ocena: 1
Skomentuj na forum

7.11.20006
DVD

Latający Smok, Przyczajony Tygrys

reż. Allan Lan, dystrybucja: SPI International Polska

Nie bardzo wiem dlaczego film reklamowany jest jao parodia słynnego filmu Anga Lee "Przyczajony tygrys, ukryty smok". Specjalnie obejrzałem go dwukrotnie by dostrzec jakieś komediowe akcenty, ale szczerze powiem, że nie bardzo potrafię je tutaj odnaleźć. to film calkowicie na serio z gwiazdami kina wuxia Sammo Hungiem i Cheng Pei Pei opowiadający o rozliczeniu z własną przeszłością. Bohaterka filmu próbuje odszukać własnego syna, a postac Sammo Hunga córkę. Okazuje się, że w przeszłości postąpili niewłaściwie i chcieliby przed śmiercią zdążyć jeszcze naprawić swoje błędy. Spore wrażenie robią sceny walk, moim zdaniem niemal porównywalne do filmu Lee. Zdecydowanie jest to propozycja dla wielbicieli kina wuxia, ale nie tylko. W dodatkach znajdziemy tylko bezpośredni dostęp do scen. Szkoda.
Nasza ocena:3

Infernal Affairs: Trylogia

reż. Andrew Lau i Siu Fai Mak, dystrybucja: Blink

To jedno z największych wydarzeń na rynku dvd w naszym kraju w tym roku. Trylogia "Infernal Affairs" zainspirowała wielkiego reżysera Martina Scorsese do nakręcenie remeaku "Piekielnej gry" czyli pierwszej części trylogii. Film "Infiltracja" wszedł na ekrany 27 października, a tydzień przed nim firma Blink wypuściła na rynek dvd całą oryginalną trylogię azjatycką, która miała niebagatelny wpływ na odnowienie gatunku kina sensacyjnego na całym świecie. Jest to tym bardziej ważne, ponieważ druga i trzecia część filmu niegdy wczesniej nie była dostępna w naszym kraju. Śliczne pod względem estetycznym wydanie trylogii robi wielkie wrażenie, jedynym minusem jest brak jakichkolwiek dodatków, ale same filmy całkowicie ten brak rekompensują. Opowieść o dwóch "wtykach" - jeden z bohaterów jest policjantem przenikającym struktury mafii, drugi to wysłannik mafijny, który słuzy w policji. Część druga filmu to prequel wydarzeń mających miejsce w "Piekielnej grze", a trójka to ich kontynuacja. Poza znakomicie skonstruowanym scenariuszem spore wrażenie robią zdjęcia autorstwa Christophera Doyle'a i gra aktorów wcielających się w głównych bohaterów z gwiazdą kina azjatyckiego Tony Leungiem na czele. Niesamowita prawie 6-godzinna dawka filmu sensacyjnego z najwyższej półki. Trzeba obejrzeć.
Nasza ocena:5

Oszukać przeznaczenie 3

reż. James Wong, dystrybucja: Warner Home Video

Sam film jest dla mnie niestety raczej komedią, a nie horrorem pomimo szumnych zapowiedzi niektórych krytyków, że ta część będzie najbardziej przerażająca ze wszystkich. Bohaterów trzeciej części znamy już bardzo dobrze - to Wendy i jej przyjaciele, którzy zaczynają po kolei ginąć, zaraz po tym gdy cudem unikają śmierci z wypadku na rollercoasterze. Czy da się odwrócić bieg ich przeznaczenia? Okazuje się, że prześladujące ich fatum nie zniknęło, a wrećz odwrotnie - powróciło ze zdwojoną mocą. Film jest bardzo przewidywalne i przez to trochę śmieszny. Bez trudu jesteśmy w stanie przewidzieć, który z bohaterów zginie nastepny, a nawet w jaki sposób się to stanie. Warto jednak sięgnąc po wydanie tego filmu na dvd, ze względu na niespodziankę jaką przyszykował nam dystrybutor. Możemy zobaczyć oryginalną wersję kinową, lub wersję w której sami możemy zmienić bieg wydarzeń filmu. W dodatkach znajdziemy też interesujące komentarze producentów, aktorów oraz zwiastun kinowy filmu.
Nasza ocena:3,5

V jak Vendetta

reż. James McTeigue, dystrybucja: Warner Home Video

Bardzo dobra ekranizacja doskonałego komiksu Alana Moore'a wreszcie trafia na rynek dvd. Wydanie jest na prawdę okazałe. Na dwóch płytach odnajdziemy sporo materiałów dodatkowych m.in świetny materiał o fenomenie popularności komiksu, a także relację z planu filmowego, która pokazuje jak dużo roboty mieli aktorzy występujący w rolach głównych. Polecam tez teledysk promujący film oraz zwiastun kinowy. Sam film jest oryginalną wizją przyszłego świata, gdzie króluje ustrój totalitarny, a bohater filmu tajemniczy V jest jedynym, który staje po stronie wolności i sprawiedliwości. Oklaski dla grającego V Hugo Weavinga (mistrzowsko gra głosem, bowiem cały film wystepuje w masce), ale wszystkie światła i tak skierowane są na łysą Natalie Portman, która wygląda wyjątkowo ciekawie. Za realizacją filmu stoją bracia Wachowscy, którzy jednak nie podpisali reżyserii filmu, ale zadowolili się rolą producentów i scenarzystów. To obok "Sin City" najciekawsza ekranizacja komiksowa ostatniego sezonu.
Nasza ocena:4,5

6.11.20006
KINO

Job: czyli ostatnia szara komórka

reż. Konrad Niewolski

Konrad Niewolski radzi sobie z każdym gatunkiem filmowym. Po drmatycznej "Symetrii" i dreszczowcu "Palimpsest" tym razem sprawdził swoje siły na komediowym gruncie. I ja jestem na tak. "Job" to film niespecjalnie może skomplikowany, ale bardzo zabawny. Śmieszni są tutaj bohaterowie, ale również dialogi i gagi sytuacyjne. Trzech przyjaciół z dzieciństwa Chemik, Adi i Pele znajduje się na zakręcie życiowym, żaden z nich nie zamierza się jednak poddawać. Chemik nie może się skoncentrować na nauce, bo ma problem z ujadającym psem sąsiadki. Pele nie może zdać egzaminu na prawo jazdy i pilnie ćwiczy taksówką wujka. Adi zaś ciagle traci pracę i nie potrafi spełnić oczekiwań finansowych swojej dziewczyny Karoliny. Oglądamy przeróżne sytuacje z ich "trudnej" egzystencji a narratorem jest Chemik(Borys Szyc), który wprowadza nas w intrygę. Zabawa jest na prawdę przednia, zwłaszcza w epizodach z Pele( świetny Andrzej Andrzejewski) oraz w scenach z Adim, który uczy się języka węgierskiego (a miał angielskiego). Pozytywna rzecz na jesienną szarówkę. Warto.
Nasza ocena:4

Pułapka

reż. David Slade

Obawiałem się tego filmu, głównie ze względu na bardzo dobre opinie jakie zbierał przed wejściem na ekrany. I niestety się nie pomyliłem. Dostaliśmy męczący i lekko "ohydny film". Oto bowiem znajmość 14-letniej Hailey i co najmniej 20 lat od niej starszego Jeffa, która do tej pory ograniczała się do internetowego czatu postępuje. Decydują się na spotkanie w "realu". Ona wyraźnie go prowokuje i wprasza się na wizytę do domu. Tam dosypuje Jeffowi do drinka usypiający środek i rozpoczyna się prawdziwy koszmar. Hailey podejrzewa bowiem, że Jeff to pedofil, który jest odpowiedzialny za zniknięcie jej rówieśniczki. Oglądając ten film przypomniało mi się świetne "Misery" Roba Reinera z Jamesem Caanem i Kathy Bates. Niestety "Pułapka" to porównanie przegrywa. Z tego filmu po prostu nic nie wynika, zakończenie wskazuje jakoby zemsta została dokonana, ale czy chodziło tylko o to? A oglądania półtoragodzinnych tortur nie zalecam raczej nikomu.
Nasza ocena:2

Clerks-Sprzedawcy 2

reż. Kevin Smith

Po 12 latach od premiery części pierwszej trochę się zmieniło. Twórca "Sprzedawców" Kevin Smith nakręcił kilka bardzo hollywoodzkich filmów, a sami bohaterowie mocno się postarzeli. Będę jednak stanowczo odpierał zarzuty naszych krytyków o totalny niesmak i głupotę "dwójki" a także o to, że Smith nie potrafi nawiązać do czasów swojej niezależnej twórczości. Ten film jest niejako rozliczeniem Smitha z własną karierą i powrotem do tego co było dla niego najlepsze. Nie sprawdził się w filmach za większą kasę, więc podobnie jak bohaterowie filmu Randall i Dante wraca do tego co lubił robić najbardziej. Oni po tym jak ich sklepik w wynilu pożaru ulega zniszczeniu, przez rok pracują w restauracji fast-food. Nie ma tam zbyt wielu klientów, ale jest za to bardzo fajna atmosfera. Akcja właściwie zaczyna się od obrazu ostatniego dnia pracy Dantego w restauracji. Wyjeżdża bowiem ze swoją narzeczoną na Florydę. Ten ostatni dzień jak się okaże wiele jednak zmieni w kwetii jego decyzji. Ciekawą kreację stworzyła Rosario Dawson jako Becky szefowa restauracji, po cichu zakochana zresztą w Dante. Nie mogło zabraknąć również Jaya i Cichego Boba, którzy jak zwykle w dosadny sposób komentują rzeczywistość. To film o przyjaźni, której zawsze warto się trzymać i o tym, że trzeba zawsze robić to co się lubi. A poza wszystkim to na prawdę świetna komedia, a scena z osłem rozłożyła mnie po prostu na łopatki. Dla mnie dobra zabawa i zdecydowanie oddaję głos jak zwolennik tego filmu.
Nasza ocena:4

Statyści

reż. Michał Kwieciński

Chińscy filmowcy przyjeżdżają do Polski kręcić film, bo Polacy to według nich najbardziej smutny kraj na świecie. Organizują casting na statystów do produkcji w czym pomaga im Bożena, która pracuje jako tłumaczka na planie i pomaga w relacjach polsko-chińskich. Wraz z postepem zdjęć na planie my również poznajemy charaktery głównych bohaterów i obserwujemy ich wzajemne relacje. Najciekawszą dla mnie postacią jest taksówkarz Edward grany rewelacyjnie przez Krzysztofa Kiersznowskiego. Ale i Kinga Preis świetnie spisuje się w roli Bożeny, która niespodziewanie zastaje powrót "byłego" mężczyzny, co skłania ją do zastanowienia się nad swoim ułozonym zyciem. Inteligentna oparta na gagach dialogowo-sytuacyjnych komedia nawiązująca na pewno do najlepszych filmów Juliusza Machulskiego. Brawa również dla dawno nie oglądanej na duzym ekranie Anny Romantowskiej, która odnalazła się doskonale w kreacji podstarzałej księgowej, kultywującej postać swojego zmarłego męża i przeświadczonej o swojej nieomylności. Życie czesto jednak bywa zaskakujące. Podobnie jak ten film, który jest bardzo pozytywnym objawieniem tego sezonu w polskim kinie.
Nasza ocena:4

DVD

Sin City: Miasto Grzechu - wersja reżyserska

reż. Robert Rodriguez, Frank Miller i Quentin Tarantino, dystrybucja: SPI International Polska

Nie lada gratka dla zbieraczy. Dostajemy do ręki reżyserską wersję kultowego już filmu "Sin City". Robert Rodriguez do spółki z Frankiem Millerem i Quentinem Tarantino udowadniają, że można znaleźć calkowicie nowy i niesamowicie ekspresyjny sposób na przeniesienie komiksu na ekran kinowy. Fantastyczna obsada aktorska, stylistyka, która nie pozwala przestać myśleć o tym co widzimy, oraz świetne dialogi i scenariusz sprawiają, że mamy do czynienia z dziełem nietuzinkowym. W tym specjalnym wydaniu dostajemy na dokładkę epizody, które nie trafiły do wersji kinowej, całą porcję wywiadów z twórcami filmu, występ Bruce'a Willisa z jego zespołem. Ciekawostką jest też Rodriguez gotujący. Rezyser popisuje się nie lada kunsztem kulinarnym. Mamy też materiał z planu pokazujący jak powstawały efekty specjalne i jak aktorzy musieli straszliwie męczyć się mówiąc i gestykulując w stronę czegoś czego nie widzieli. Razem prawie pięć godzin oglądania, w sam raz na śniegowo-deszczową aurę jaką aktualnie mamy za oknem. Rewelacja.
Nasza ocena:6

Wszystko czego pragniesz

reż. Ryan Littke i Craig Steiner dystrybucja: SPI International Polska

Trochę bajeczka o tym, że trodno żyć samymi marzeniamu. Bohaterka filmu Abby od dzieciństwa ma wimaginowanego chłopaka Sy'a, który jest dobry na wszystko. Zgadza się na wszelkie jej pomysły. Ona studiuje w szkole artystycznej więc on chętnie pozuje jej do prac i pomaga w nauce. Problem pojawia się, gdy Abby poznaje przystojnego chłopaka ze swojej klasy i chyba się w nim zakochuje. Czy będzie jednak w stanie pozbyć się swojego wymyślonego mężczyzny? Straszliwie głupi to film. Ani się na nim nie pośmiałem, ani specjalnie mnie nie wzruszył, a przecież chce należeć do gatunku komedii romantycznej. W dodatkach odnajdziemy niestety tylko zwiastun i dostęp do scen. Nawet zatwardziałym miłośnikom gatunku nie mogę tego wydania polecić. Omijać szerokim łukiem.
Nasza ocena:1

::do góry

Studenckie Studio Radiowe EGIDA
Dom Studenta 1, ul. Studencka 15, 40-743 Katowice
tel/fax (32) 358-66-12
e-mail - egida@us.edu.pl Komunikator GG: 9268361
Realizacja 2009 Radek Folta & Bartek Wawro