Najlepiej, najdalej, najwyżej. Oto dział poświęcony recenzjom przygotowywanym przez redaktorów Radia "Egida". Znajdziecie tutaj
nasze subiektywne oceny nowych płyt i filmów.
Skala ocen odpowiada tej znanej ze szkoły, rozpina się od 1 do 6: 1 - dno, 2 - fatalne, 3 - ujdzie, 4 - dobrze,
5 - bardzo dobre, 6 - rewelacja.
Digit All Love Katowice, Kinoteatr Rialto, 12.02.2010
Długo wyczekiwana premiera drugiej płyty wrocławskiej grupy Digit All Love wkrótce, tymczasem większość nowego materiału mogliśmy usłyszeć podczas ich niedawnego koncertu w Kinoteatrze Rialto. I zanosi się, że będzie o nich znacznie głośniej w najbliższym czasie, gdyż te nowe kompozycje prezentują się na koncertach znakomicie, a słowa szefa wytwórni Mystic Michała Wardzały, który przyrównał „V” do „dobra narodowego” tylko podkręcają atmosferę wyczekiwania.
Jest nie tylko wyznacznikiem fal muzyki popularnej. Dziewczyny mknęły przez miasto w jej autorskich fatałaszkach z H&M. Co bogatsze unosiły się nad chodnikami z kolekcji Louis Vuitton. Wszyscy pili Pepsi, wszyscy mieli Motorole. Wszyscy wiedzieli coś-nie-coś o historii Argentyny i wszyscy zaczęli się fascynować jogą, a później kabałą. A na samym końcu wszyscy dostali mądrość i seks.
Ilekroć słyszę tego faceta zastanawiam się: "jak on to robi?"; jak ten przeszło czterdziestoletni facet, który stworzył już właściwie cały muzyczny alfabet ciągle powołuje fantastyczne projekty, komponuje płyty, piosenki które są poza zasięgiem przeciętnego kompozytora? Damon Albarn jest po prostu geniuszem; to on, wraz z Blur, pokazał środkowy palec angloamerykańskim tradycjonalistom; to on włączył do muzyki rock elementy arabskie; to on w końcu - wraz z Jamie Hewlettem powołał w 1998 roku zespół Gorillaz (który de facto miał być początkowo żartem). W ciągu przeszło 20 lat Albarn zadziwiał świat muzycznymi eksperymentami ale i zdolnością do tworzenia epickich melodii. Damon Albarn ma jeszcze jedną cechę: potrafi sprowadzić do swojej muzycznej "chatki" artystyczny świadek najwyższego pokroju, co "gwiazdom" estrady przychodzi z trudem. W przypadku Plastic Beach mamy - można powiedzieć - wręcz "zjazd" śmietanki artystycznej.