Opublikowane na Radio Egida (http://egida.us.edu.pl/)

Terrordome – Straight Outta Smogtown

Tekst: Wojciech Par 

Korekta: Katarzyna Hanik 

Na następcę drugiego albumu „Machete Justice” fani musieli czekać 6 lat. 5 lutego 2021 roku doczekali się. Terrordome postanowiło ponownie uraczyć słuchaczy swoją szybką i agresywną muzyką ze swojego najnowszego wydawnictwa, jakim jest „Straight Outta Smogtown”. Czy coś się zmieniło przez te 6 lat? Czy świeży jeszcze album sprosta wymaganiom słuchaczy? Na te pytania odpowiedzi znajdziecie w tej recenzji. Zapraszam!
Zacznijmy od tego, że w nagraniach do „Straight Outta Smogtown” uczestniczył skład, którego połowa wykrzesała z siebie „Machete Justice”. W nagraniach usłyszymy Uappę Terrora (Mateusz Łapczyński) i  Pauę Siffrediego (Przemysław Pałka). Natomiast nie uświadczymy tu już perkusji Mekonga Minetaura (Jan Sinkiewicz) oraz basu De Kapitazora (Wojciech Kapica). Na ich miejsce wskoczyli Virious (Łukasz Łukasik) w roli basisty oraz Rob Sixkiller (niestety nie wiem jak się nazywa, ale jego inny alias w zespole Whorehouse brzmi Shambo) jako basista. Kolejną zmianą, którą charakteryzuje się ten album jest inny wydawca. Poprzednie albumy takie jak wspomniane wcześniej „Machete Justice” bądź pierwsze „We’ll Show You Mosh, Bitch!” zostały wydane nakładem krakowskiej wytwórni Defence Records, zaś „Straight Outta Smogtown” jest pierwszym albumem wydanym przez wytwórnię Selfmadegod Records, która była odpowiedzialna za wydanie takich kapel jak np. amerykański Hirax lub polskie Dead Infection. W albumie nie brakuje również występów gościnnych. Swoją cegiełkę dołożyli chociażby Manu Joker (Uganga, ex-Sarcofago) czy Frank Blackfire (Sodom, ex-Assassin). Fani bardziej oldschoolowych zespołów powinni zatem być jak najbardziej zadowoleni.

Album składa się z 14 utworów, a całość trwa w sumie 40 minut i 17 sekund.

A jak to w ogóle brzmi?

Cóż… Zacznijmy od tego, że Terrordome darzę bardziej sentymentem niż gorącą sympatią. Do tej pory pamiętam, gdy mając 14 lat natknąłem się na „Machete Justice”, które było dla mnie niczym uderzenie pięścią w twarz. Niejednokrotnie katowałem tym longplayem swoje uszy, aż zaczynały mnie błagać o litość. Po latach czasami lubię wrócić do poprzednich wydań i potrząsać lekko głową wspominając czasy kiedy dopiero zagłębiałem się w muzykę metalową. Gdy dowiedziałem się, że krakowiacy wydają ponownie album, to z zaciekawieniem czekałem na premierę. I doczekałem się! Założyłem słuchawki i skupiłem się na odsłuchu. Intro „Terrorizing the Nation as the Best Way to Thwart Shameful Schemes” zagrane jest na gitarze akustycznej wywołało we mnie swojego rodzaju uczucie nostalgii. Po 48 sekundach, usłyszałem „Possessed By Blyat” (Czyżby tytuł miał być nawiązaniem do „Possessed By Fire” Exumera?), które zdecydowanie wzmocniło moje nostalgiczne odczucia. Oczywiście zarówno pierwszy utwór, jak i następne charakteryzowały się rozpoznawalnym stylem krakowskiego zespołu, który to styl sam zespół określa mianem „brutalnego crossover thrashu”. Zacząłem jednakże odczuwać gdzieniegdzie skłonność zespołu bardziej w stronę death metalu. Nawet specjalnie na potrzeby tej recenzji odsłuchałem ponownie dwóch pierwszych albumów i doszedłem do wniosku, że różnica jest zdecydowanie słyszalna. W porównaniu do „Machete Justice” i „We’ll Show You Mosh, Bitch!”, „Straight Outta Smogtown” wydaje się być cięższe i nawet – w pewnym sensie –brutalniejsze. Wszystkie utwory oczywiście są okraszone tekstami, które sprzeciwiają się politykom, instytucjom i korporacjom oraz wyrażają obawy o stan planety na dzień dzisiejszy.

Podsumowując – album nie jest raczej czymś wnoszącym coś nowego do gatunku, ale... jest bardzo dobry! Stylistycznie jest charakterystyczny dla Terrordome’u i również to jest świetnie. Myślę, że „Straight Outta Smogtown” mógłbym z ręką na sercu polecić tym, którzy uwielbiają metal w brutalnej formie.

Adres źródła: http://egida.us.edu.pl/felieton/terrordome-straight-outta-smogtown/rcx