Opublikowane na Radio Egida (http://egida.us.edu.pl/)

Don’t panic we’re from Poland, czyli „Dzika rzecz” Rafała Księżyka

Autor: Iwona Smyrak

Korekta: JG

Ze świecą szukać człowieka, który pod pretekstem sentymentalnych wycieczek na strych, w zakurzonych pudłach nie natknął się na naznaczone czasem kasety magnetofonowe. Podążając tropem znalezisk, zasłuchiwałam się w muzyce już nie tylko czołowych przedstawicieli polskiego rocka. Nie miałam też wątpliwości, w jakie miejsce na muzycznej osi czasu wpisać „Europę i Azję” Sztywnego Pala Azji z utworem „Nasze Reggae” - nieoficjalnym hymnem jarocińskiego festiwalu w 1986 roku, „Czerwoną” zespołu Aya Rl czy „Stańcie przed lustrami” Róż Europy, które za sprawą energicznego „Mamy dla was kamienie” z filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (2013), awansowały na zespół mojego życia.  Muzyka tych i innych zespołów zrodziła się w czasach, kiedy jej więziotwórcza rola wylewała się zewsząd, nieustraszenie wykrzykując słowa o wolności, miłości, walce i niechęci do Babilonu utożsamianego z odrzucaną kulturą szkoły, telewizji, polityki i propagandy. Proces kształtowania się mojej muzycznej świadomości nie byłby kompletny chociażby bez wielokrotnie obejrzanego filmu „Beats of Freedom – Zew wolności” w reżyserii nieocenionego Leszka Gnoińskiego i Wojciecha Słoty oraz szeregu publikacji traktujących o jej fenomenie i wartości kulturowo-społecznej. 
 
 
Ale to nie jedyne kasety, które z niepowstrzymaną radością i podekscytowaniem przyhołubiłam, stając się świadkiem stopniowej ewolucji własnych muzycznych upodobań. „Legenda” Armii –  niekwestionowany faworyt, uważany za najlepszą płytę reprezentującą polski underground czasów transformacji, „Big Noise” Apteki oraz „Z partyjnym pozdrowieniem” zespołu Big Cyc. Te trzy kasety czekały na swój czas. Ja zaś czekałam, aż przemówią - po wielu latach w końcu stały się pretekstem do sięgnięcia po najnowszą książkę Rafała Księżyka. A może „Dzika rzecz” natchnęła mnie do przetarcia muzycznych szlaków kreślonych przez transformację i jej liczne synonimy?
 
Rafał Księżyk to dziennikarz i krytyk muzyczny. W latach 90. redagował magazyny „Brum”, „Plastik”, „Antena Krzyku”, „City Magazine” i „Aktivist”. Jest współautorem autobiografii między innymi Roberta Brylewskiego (której ponowne wydanie nastąpiło w tym roku), Tymona Tymańskiego czy Kazika Staszewskiego. Jego zbiór esejów „Wywracanie kultury. O dandysach, hipsterach i mutantach” otrzymał nominację do Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii esej. 30 września 2020 roku nakładem Wydawnictwa Czarne ukazała się jego kolejna książka „Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993”.
 
„Dzika rzecz” – z jednej strony świeża energia, formowanie się nowego społeczeństwa, z drugiej zaś niepewność i niejasne jutro. Ale lata 1989-1993 to przede wszystkim czas żądny przekraczania granic. Tak wyłonił się underground - na jego czele stanęły kapele takie jak Max Kelner, Izrael, Apteka. Tytuł nie jest przypadkowy, a w książce znajdę co najmniej kilkadziesiąt argumentów na potwierdzenie tej tezy.
 
„Na start” – na znak tego hasła, rozwija się lista filmów do obejrzenia, które natychmiast stają się przydatnym drogowskazem. Teledyski w przeważającej ilości nakręcone przez Yacha Paszkiewicza, nazywanego ojcem polskiego teledysku, doskonale zapowiadają to, co stanie się na kolejnych kilkuset stronach „Dzikiej rzeczy” a wkrótce sam autor bezprecedensowo ujawni ich świetność i kulisy powstania.  Trzeba mieć świadomość, że okres, po którym się poruszamy był krótki, ale wiele się wówczas działo. Pierwszy głęboki wdech, a w jego konsekwencji tuż po ogłoszeniu ustawy Milczka zmieniającej system gospodarczy, czytelnik zostaje rzucony w wir wszechobecnego chaosu – stoi Pałac Kultury, a pod nim kolorowe budy, bazary i targowiska, by w końcu przedrzeć się na koncert Izraela przed klubem Hybrydy. 
 
„Reality is killing me, but I want to live” – Izrael, Progress
 
Portret czasów, w których uczestniczył sam autor książki, to podróż po miejscach ważnych dla wówczas kształtujących się zespołów i odwrotnie – snuje opowieści o polskich formacjach, które w czasach transformacji były iskrą, która wznieciła Jesień Ludów w Europie. Izrael gra „Wolny naród” w Pradze, Brylewski wzywa do uwolnienia Havla i odczytuje nazwiska więźniów, by na końcu wzniecić bunt żołnierzy pilnujących porządku na sali. Izrael nie ma wątpliwości – Czechosłowacja rozpoczęła ich najlepszy okres działalności, a wkrótce ruszają do Londynu, by na miejscu nagrać fantastyczny album 1991. Jakiś czas później pewien Rosjanin oznajmia, że od ich występu zaczęła się listopadowa praska rewolucja. Tymczasem ukształtowana w Szkolnym Ośrodku Socjoterapii w Grochowie – Praffdata  jako pierwsza burzy mur berliński, gdy w Berlinie Wschodnim wśród haseł Luthera Kinga i Rousseau na język niemiecki tłumaczy słowa ponadczasowej Arahji Kultu.
 
Muzyka w „Dzikiej rzeczy”, według Dżu Dżu z Izraela musi mieć message. Jest odrealniona i nieoczywista – słuchali jej ludzie, którzy nie potrafili odnaleźć się w rzeczywistości, a jej nowe zakamarki miały zapewnić zespoły takie jak Apteka, Armia, Brygada Kryzys, Houk czy Max i Kelner. Koncerty miały za to charakter bezkompromisowy, być może dlatego odpowiedniejszym określeniem będzie performance – doskonałym przykładem okaże się zespół Kormorany, który w roku 1991 roku podczas owego performance’u instrumenty zastąpił dymem. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy ilość dymu spowodowała, że publiczność wybiegła z sali, a sama impreza przeniosła się na zewnątrz. „Dzika rzecz” to także opowieść o rozmaitych gatunkach muzycznych, które wzajemnie się przenikały. Łódź została nazwana stolicą techno, a Dariusz „Skandal” Hajn znany z zespołu grającego punk rocka opuszcza Dezerter, by wkrótce być znanym zpierwszych imprez acid house. Kazik Staszewski nazywany był Pierwszym Raperem Wschodu, zaś Brylewski stworzył pierwszy remix. 
 
W czym jeszcze przejawiała się tytułowa „dzikość”? Księżyk zabiera czytelnika w miejsca, w których toczyło się życie towarzyskie. Są nimi Klub Fugazi – w filmie dokumentalnym Leszka Gnoińskiego przedstawiony jako „centrum wszechświata”, w którym grano rocka ponad podziałami czy warszawskie Filtry, z których według Roberta Brylewskiego nie wychodziło się przez kilka dni. To także czas piractwa uprawianego na potęgę (ustawę regulującą prawa autorskie wydano  4 lutego 1994 roku). Spośród sprzedanej w ponad milionowym nakładzie debiutanckiej płyty „Fire”, nie więcej niż czterysta tysięcy okazało się legalne. Podobnie rysowała się sytuacja debiutu Wilków. Gdy już nikomu nie jest obce utożsamianie transformacji z poszukiwaniem nowości, w „Dzikiej rzeczy” nie można przemilczeć fascynacji nowymi narkotykami – najlepiej obrazuje to cytat: „Cała Warszawa zaczęła lecieć na amfetaminie, od młodzieży i biznesmenów, po muzyków i celebrytów”. Autor poświęca uwagę również stawiającemu pierwsze kroki show-biznesowi i popularnemu wówczas programie „Lalamido” prowadzonym przez Krzysztofa Skibę i Pawła „Końjo” Konnaka czy „Rock nocy”, prowadzonej przez Piotra Klatta i Jarka Janiszewskiego. Na koniec warto zatrzymać się na festiwalu w Jarocinie, dla którego nowa mentalność i priorytety również nie były łaskawe. „Oddajcie nasz festiwal” wykrzyczane przez wściekły tłum znakomicie obrazowało reakcję na odświeżenie formuły imprezy – cały teren w mgnieniu oka został pokryty plakatami koncernu tytoniowego Marlboro – oficjalnego sponsora festiwalu. Miejsce kultowego festiwalu miała zająć dobrze zapowiadająca się Energia Sztuki – skupiająca kilkanaście tysięcy widzów i najlepsze rockowe bandy. Niestety i tym razem zawiniła organizacja.


„Dzika rzecz” prawdopodobnie mogłaby się nie kończyć – świadczyć mogą o tym drobiazgowe opisy, wyczerpujące wypowiedzi nierzadko rozmienione na kilka punktów widzenia, a także mnogość historii wspartych nawet pogłoskami – jak ta o rzekomej chęci współpracy zachwyconego Nicka Cave’a z zespołem Los Loveros. Szczególnie interesującym rozdziałem okazał się ten, którego akcja osadzona jest w Stanclewie – miejscu, w którym powstawała muzyka, z genialną „Legendą” Armii na czele. Rafał Księżyk, biorąc pod lupę transformację systemową przełomu lat 80. i 90. XX wieku pozwala na jej zasmakowanie z wielu perspektyw, co czyni czytelnika aktywnym uczestnikiem wydarzeń, nieraz budząc niedowierzanie, ale  też nieposkromioną ciekawość. Tworząc portret czasów absolutnie niezwykłych, Rafał Księżyk tchnął, zapewne nie tylko we mnie, nadzieję na to, że ten krótki, za to niebotycznie intensywny okres na płaszczyznach: ustrojowej, gospodarczej i społecznej – nie odejdzie w zapomnienie. Książkę rozpoczynają i kończą pytania: Skąd się wzięliśmy? O czym zapomnieliśmy? Co zaprzepaściliśmy? Księżyk przyznaje, że książka jest reakcją na obecny kształt świata, w którym wszyscy są skłóceni. Pytania nieustannie pozostają do dyspozycji czytelnika. Zdaje się, że były, są i już zawsze będą aktualne. Autor „Dzikiej rzeczy” początkowo planował napisanie książki o muzyce lat 90., jednak szybko przekonał się, że jest to temat na kilka książek. Może przyjdzie czas na realizację tego planu? Na co dzień, mentalnie zamieszkując lata 90. - byłabym zachwycona. A moje kasety? Od dziś, każda z nich na taśmie ma własną, osobliwą historię. 
Adres źródła: http://egida.us.edu.pl/kultura/don-t-panic-we-re-from-poland-czyli-dzika-rzecz-rafala-ksiezyka/r44