Opublikowane na Radio Egida (http://egida.us.edu.pl/)

Album niemożliwy do zdefiniowania – recenzja Moses Sumney – græ

Tekst: Bartosz Galas
Korekta: LJ

Mimo kwarantanny artyści nie tracą tempa, wydając nowe albumy, które mogą nam pomóc przetrwać ten trudny czas. Takim albumem jest nowe LP artysty ghańskiego pochodzenia Moses’a Sumney.
Græ, bo o nim mowa, jest albumem nietuzinkowym, nie da się go zakwalifikować do jednego konkretnego gatunku. Moses miesza art-pop z soulem, jazzem, awangardą, folkiem, RnB, a także występują wstawki tekstowe nadające trajektorię swoistej fabule albumu. Można stwierdzić, że podobnie jak Prince, Bjork czy David Bowie, Moses swoją muzyką stanowi odrębny gatunek muzyczny i wyznacza jego ramy. Nie da się mu przypisać łatki artysty danego gatunku.

Po ciepłym przyjęciu przez zarówno krytyków, jak i słuchaczy, jego pierwszego albumu Aromaticism wydanego w 2017, oczekiwania były spore. Moses uznał jednak, że podniesie poprzeczkę jeszcze wyżej i stworzy jeden z najlepszych albumów 2020 roku (jeśli nie ostatnich lat).

Album sam w sobie jest podzielony na 2 zróżnicowane muzycznie i tematycznie sekcje: pierwsza, na którą składa się EP złożone z 12 utworów, wydana już w lutym tego roku, oraz druga EP składająca się z 8 utworów, która stanowi dopełnienie całego albumu. Warto również nadmienić, że przy produkcji albumu brali udział tacy muzycy jak Thundercat czy James Blake, których wkład jest zauważalny szczególnie w tekstach i aranżacji muzycznej.

Na przełomie całego LP Moses stara się przedstawić swoją historię. Nawiązuje do swojego pochodzenia, a także stara się nakreślić, jak wyglądała jego droga przez życie, opisując uczucia, pragnienia, czy krzywdy, jakie wyrządzili mu inni ludzie. Mimo że jest wyłącznie historia muzyka, każdy słuchacz może znaleźć w coś, co odnosi się stricte do niego (kto z nas nie miał złamanego serca?). Muzyk ponadto nie bawi się w półśrodki i odsłania całą swoją osobowość, nie patrząc na zdanie innych.

Do wykreowanego przez Mosesa muzycznego świata zaprasza intro insula, która jest wprowadzeniem do pierwszej części albumu. „Izolacja jest wyspą”, sentencja ta obrazuje początkowe położenie Mosesa, pozostawionego samemu sobie. W kolejnych utworach zaczyna się przygoda. Po otwierających i podobnych stylistycznie Cut Me oraz In Bloom dostajemy w twarz Virile, który kompletnie odbiega od poprzedniej stylistyki – harfa, flety i kompletnie inna tonacja głosu tworzą zupełnie nowe wrażenia.

Całość zamyka Polly, utwór będący perłą albumu. Spokojne tempo i wielowarstwowy tekst zgrabnie kończą część pierwszą i są świetną zapowiedzią drugiej.

Druga sekcja jest zdecydowanie spokojniejsza. Po złości i rozgoryczeniu towarzyszącemu nam w pierwszej EP przychodzi czas na powrót do emocjonalnej równowagi, odnalezienie spokoju, Moses odkrywa się. Można to jako pewnego rodzaju „muzyczne katharsis”. Dalej jednak mamy do czynienia z niesamowitym popisem wokalnym muzyka, który zmienia barwy głosu niczym kameleon kolor skóry.

Nie mamy jednak do czynienia z już tak zróżnicowaną aranżacją, jak w przypadku pierwszych 12 utworów. Before you go stanowi domknięcie całego albumu i naszej podróży z Mosesem.

Całościowo na albumie najbardziej błyszczy wokal Mosesa Sumney’a. Szczególnie w Conveyor, czy Neither/Nor. Ciągłe zmiany tonacji głosu i jego modulacja, sprawiają, że muzyk wzbudza podziw w każdym utworze, zaskakując i wręcz onieśmielając słuchacza.

Wizja aż 20 utworów na jednej płycie może być odpychająca, ciężko bowiem utrzymać wysoki poziom na albumie z tak dużą ilością materiału. Ku zaskoczeniu, muzyk sprostał oczekiwaniom i utrzymał wysoką jakość prezentowanej treści przez cały odsłuch. Moses globalnie stworzył kompletne dzieło, w którym niezbędny jest każdy dźwięk i każde słowo.

Græ nie jest lekkim i łatwym w odsłuchu albumem. Nie nada się na prostą, pozbawioną dydaktyki muzyczną rozrywkę. Trudno w pełni zrozumieć wszystko, co muzyk chciał przekazać. Należy odsłuchać płyty nawet kilkukrotnie, zwracając przy tym uwagę na teksty. Muzyk przedstawił w nich siebie oraz podjął udaną próbę nakreślenia problemów społecznych, które obecne są wokół nas. Śpiewa między innymi o braku zainteresowania ochroną środowiska, problemach z wpasowaniem się w ciasne ramy społeczne czy toksycznej męskości.

Szczególnie w czasie kwarantanny, kiedy mamy stosunkowo więcej czasu niż normalnie, poświęcenie chociaż godziny na odsłuch græ na pewno będzie intrygującym i niecodziennym doświadczeniem, ale ta recenzja to tylko puste słowa, actions speak louder then words.


Adres źródła: http://egida.us.edu.pl/album-niemozliwy-do-zdefiniowania-recenzja-moses-sumney-gr/rjw