Opublikowane na Radio Egida (http://egida.us.edu.pl/)

Szlak Niewinnego

   Lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku. Miasto sypialnia, jak określone zostały Tychy, było rozbudowywane w błyskawicznym tempie. Żuraw wieżowy zakreślił ramieniem szeroki łuk nad placem budowy. Operator pociągnął za gałkę, grube liny zaplątane w metalowe warkocze napięły się i betonowy blok zaczął sunąć w dół.

   Jak wspominała matka bohatera tego tekstu w dokumencie telewizyjnym, budowany szpital wojewódzki stanowił wymarzone miejsce zabaw dla syna i jego kolegów. Udało mu się jakoś skończyć edukację poprzestając na siedmiu klasach tyskiej Szkoły Podstawowej nr 18, do dziś będącej pod patronatem Władysława Jagiełły. Dalej jakoś nie ciągnęło go do nauki. Jeździł na kolonie i pozornie szukał pracy, jednak czas mijał mu głównie na włóczęgostwie i poszerzaniu wiedzy na temat muzyki. Kto by pomyślał, że ten niesforny chłopak będzie za kilka lat znaczącą postacią na polskiej scenie muzycznej? Wokalista samouk, który dał się poznać na scenach Jarocina, Spodka i wielu innych.

   Przy ulicy Filaretów 14 w Tychach trzask zamykanego zamka w drzwiach zlał się z hukiem jaki wydaje trzepany dywan. Klucze zadźwięczały w kieszeni prochowca. Wysoki mężczyzna poprawił kapelusz i patrząc na swoje podniszczone, kowbojskie buty skierował się w dół. Schodząc sunął dłonią po ścianie klatki pokrytej – zarówno teraz jak i wtedy – hasłami sławiącymi jego imię oraz kapelę, która już wtedy była legendą polskiej sceny rockowej.

   Niebo było ołowiane tego dnia. Pan w czarnym kapeluszu rozejrzał się błędnym wzrokiem po okolicy. Kobieta z wózkiem, babinka z torbą zakupów, sąsiad z psem, Syrenka z Trabantem stojące ramię w ramię na małym parkingu. Swojski obrazek młodego blokowiska, nie różniący się wcale od tych na innych osiedlach, z których Tychy słyną. Potok ludzkich spraw otoczony szarymi, betonowymi klockami, na samym środku których stoi Ryszard Riedel. Kto mógł wtedy przewidzieć, że jego kult przetrwa długo po jego młodej śmierci?

   Przeszedł przez bramę, w której niewątpliwie nie raz chronił się z kolegami przed deszczem. Minął Barbórkę – klub w którym dziś jest kasyno i skierował w stronę parku północnego. To tam według jednej z anegdot powstały słowa znane obecnie z piosenki, której nie może zabraknąć na żadnym ogniskowym graniu, czyli „Whiskey”.

   Promień słońca nieśmiało strzelił spoza chmur i oświetliłgo, tworząc wokół jego stóp krąg nieco większy niż właz studzienki kanalizacyjnej. Jego krok przeszedł w marsz, a promień, któryotulił go jak jupiter, podążał za artystą jak snop światła na scenie.

   Z parku północnego wyszedł na ulicę Rewolucji Październikowej, dziś znaną Tyszanom jako aleja Niepodległości. Usiadł na przystanku i zapalił papierosa, przenosząc swój znużony wzrok na drugą stronę jezdni. Urząd Miasta, na który patrzył, składa się z trzech skrzydeł o ścianach koloru waniliowego budyniu i pnie się na wysokość dziewięciu pięter. Z lotu ptaka budynek wygląda jak litera Y. Na parterze mieści się Urząd Stanu Cywilnego, gdzie nasz bohater wziął ślub cywilny z Małgorzatą Pol, znaną jako Gola.

   Autobus, który miał go jednak zabrać na próbę zespołu do katowickiego domu kultury, ociągał się z przyjazdem. Spóźni się. Albo nie pojawi wcale. Który to już raz? Ile czasu chłopaki będą to jeszcze tolerować? Z Dżemem był związany od siedemnastego roku życia, kiedy to przyszedł na próbę do Domu Kultury „Górnik” przy placu Świętej Anny w Tychach, wziął mikrofon i (mówiąc kolokwialnie) pozamiatał.

   Aleja Bielska stanowi niepisaną granicę między starą częścią miasta, pełną kamienic i wolnej przestrzeni, a tą nową, charakteryzującą się nowoczesnym budownictwem.

   Richard wstał zrezygnowany, poprawił płaszcz i skierował się w stronę Starych Tychów. Aktualnie za przystankiem, skąd zwykł odjeżdżać autsajder, znajduje się rzeźba z jego postacią. Ponad dwumetrowa rzeźba barwy ciemnej zieleni oddajecharakter Ryśka. Sylwetka jest pochylona, jakby powiał boczny wiatr.Kapelusz, kowbojki i chwiejny krok. Warto podkreślić raz jeszcze, że jest to rzeźba, a nie pomnik. Twórca, Tomasz Wenklar, twierdzi bowiem, że nie stawia on na piedestale bohatera narodowego, lecz chce uczcić pamięć postaci związanej z danym miejscem.

   Riedel minął park niedźwiadków trzymając ręce w kieszeni. Lewą dłonią ściskał swoją wierną towarzyszkę koncertów, czyli harmonijkę ustną. Przeszedł przez ulicę, skręcił w prawo i poszedł w dół. Po lewej znajdował się plac Bieruta, dziś będący pod niemym patronatem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a na nim kino Andromeda, gdzie Riedel lubił spędzać czas na oglądaniu westernów. Na seanse chodził również do kina Halka nieopodal Andromedy. Dziś w budynku tym znajduje się night club. Dość osobliwy, bowiem latem udostępnia swoim gościom nawet ogródek. Gdyby zaś autsajder wybrał alternatywną trasę, przeszedłby ulicą Starokościelną gdzie do dziś stoi młyn, w którym Riedel, nie pałający miłością do pracy na etacie, spędził aż jeden dzień.

   Gdy szedł, mijały go nieliczne samochody. Przechodnie oglądali się za nim, choć większość była jednak  oswojona z widokiem artysty. Po kilku minutach zza starych kamienic wychyliła się nieśmiało wieża, a już po chwili cały kościół pod wezwaniem Marii Magdaleny przygniatał swoją świętą sylwetką. To tam wziął ślub kościelny z Golą. Spóźniony o dwie godziny, ale to nic... Kościół, do którego należał artysta to stojąca twardo do dziś parafia pod wezwaniem św. Krzysztofa przy ulicy Wyszyńskiego na osiedlu F.

   Pod Marią Magdaleną skręcił w lewo, w ulicę Damrota. Prowadzi ona do znanego z pierwszej płyty Dżemu, „Cegły”, baru Jesiony. To tam Riedel oddawał się jednej z ulubionych czynności, czyli piciu piwa. Wewnątrz są liczne zdjęcia i rysunki związane z artystą. Na prawo od baru stoi rzeźba przedstawiająca artystę w pozycji siedzącej, z nogą założoną na nogę w tak zwaną „amerykańską czwórkę”.

   Jeśliby wyjść z baru Jesion i skręcić w prawo w kilka minut dojdzie się na dworzec PKP, który również stanowił wiele początków i końców podróży autsajdera. Poza tym spod dworca odjeżdża jedna z tyskich linii trolejbusowych, która swój punkt końcowy ma na Paprocanach. Jest to południowa dzielnica Tychów słynąca z jeziora paprocańskiego, nad którym chyba każdy mieszkaniec spędził chociaż jeden dzień. Według jednej z legend na Paprocanach właśnie Rysiek miał zażyć swoją pierwszą „działkę”.

   Uzależnienie od narkotyków niewątpliwie przyczyniło się do szybszej śmierci artysty. Spoczął w Tychach, na cmentarzu komunalnym na Wartogłowcu. Po odejściu artysty, od 1999 roku, zaczęto organizować Festiwal im. Ryśka Riedla na „Paprach”. Co roku, pod koniec lipca, w urodziny artysty zjeżdżało się tysiące fanów z całej Polski aby brać udział w kilku dniach koncertów rockowych i bluesowych. Ze względu na liczne skargi mieszkańców oraz konieczność przeprowadzenia remontu Ośrodka Paprocańskiego w 2009 roku festiwal został przeniesiony do Chorzowa na Pole Marsowe. Tam odbywał się do 2015 kiedy to przez konflikt ze spadkobiercami Riedla kolejne edycje już nie powróciły.

   Znicze od 1994 roku płoną na jego grobie nieprzerwanie, a napis pod nazwiskiem –„W życiu piękne są tylko chwile”– zmusza na chwile refleksji. W 2004 roku pochowano tam również jego żonę, Golę, która przegrała walkę z rakiem. Na nagrobku dopisano wtedy –„Tylko ty i ja”– tytuł jednej z ballad Dżemu.

    Charyzma Ryśka Riedla do dziś jest odczuwalna w Tychach. Pamięć o nim jest tu widoczna, ale nie wdziera się nachalnie w poczucie estetyki podczas przejazdu między osiedlami. Miasto zyskało legendę, która mimo kontrowersyjnego podejścia do życia nie sprawia, że mieszkańcy robią się czerwoni jak cegła.


Jarosław Piersiak
Adres źródła: http://egida.us.edu.pl/kultura/szlak-niewinnego/rpt