Opublikowane na Radio Egida (http://egida.us.edu.pl/)

Do zakochania jeden krok

"Stulejarstwo" - sytuacja, gdy osobnik pewnej płci zrobi wszystko, aby przynajmniej jeden osobnik płci innej lub tej samej był nim zainteresowany.
No i zmatchowało mnie! Wreszcie! Ha! Przegrywy! Hehehehe! Będę miał piękną, idealną, wręcz z amerykańskiego filmu randkę! A wy? A wy nic nie macie, stulejarze. Wyłącznie tylko ślinicie się do pięknych instagramowych panienek. A ja taką będę już za chwileczkę na żywo. I nic mi nie zrobicie!

Ale najpierw trzeba wyprasować najlepszą koszulę, jaką posiadam i przechowuję w szafie na specjalne okazje. Czyli głównie na pogrzeby. Koszula włoska oczywiście. Idealnie dopasowana do mojej perfekcyjnej figury. Do tego marynareczka. Oczywiście też dopasowana i również bardzo droga. No i na koniec spodnie, najdroższe jakie mam – of course. Buciki... hm.... myślę, że jednak nike air max, czarne. Żeby styl był sportowy, a zarówno elegancki. I do tego prestiżowy.

Dojechałem do centrum. Grywam bogatego man'a, chociaż nawet auta nie mam. Ale nie szkodzi. Przynajmniej na jakiś jeden raz wystarczy. Pora zajrzeć do dyskontu. Oczywiście w celu zakupienia prezerwatyw. Bo zabawa zabawą, lecz o bezpieczeństwo należy dbać. A jestem tego pewny, że dzisiejszy wieczór zakończy się dla mnie nieźle. XD

Jednak żeby nie było, iż jestem jakimś bad boy'em (pozdro dla kumatych), to bukiecik kupuję. Daję 25 złotych i panienka mi przygotowuje najpiękniejsze róże. Wcześniej wyperfumowałem się najdroższymi perfumami z Biedronki. Niech wie dziewczyna, że nie spotyka się z byle kim.
 
Ok. Jestem już w centrum. Idealnie na rynku. Czas jak zawsze idealny. Pięć minut przed umówionym spotkaniem. Ma to być blondyna. Kolor oczu błękit. Pupa niczego sobie. Z przodu też ma nie wiać biedą. Można wręcz uznać, iż geny idealne.

No i czekam. Na tym rynku. Na ławeczce. Grzecznie siedzę. Pachnący. Ładny. I z bukietem kwiatów. Bo jakby inaczej. Lecz mija najpierw kwadrans, potem kolejny kwadrans, następnie dalszy kwadrans, aż dochodzi do ostatnich piętnastu minut. W sumie minęła godzina. Piszę do panny na tinderku, ta nie odpisuje. Albo coś mnie ominęło, albo dałem się wystrugać na dudka? Nagle na moją ławkę, koło mnie, przy mnie, siada nie piękna blondyna, lecz facet z długimi, czarnymi włosami.

- Cześć. Mam na imię Rafał.

- No.... siema!
- Wiesz co... ee.... nie jestem żadnym katolem czy tam innym fanatykiem...
- Dobrze wiedzieć. Może jesteś pedofilem? Lub gorzej... Gejem?
- Nie, coś ty. Po prostu chciałbym zapytać się, czy Jezus jest dla ciebie ważną postacią?
- Nie. Nie jest. Nawet mam go gdzieś.

- Aha... bo ja byłem uzależniony od narkotyków.... eee.... i on mi wskazał drogę. To znaczy.... hm.... Jezus wskazał mi drogę. I skończyłem religioznawstwo, i po prostu chcę ludziom pokazać prawdę, iż Jezus jest właśnie prawdą....
- A wiesz co? Gdyby Jezus był prawdą, to nie byłoby tej czarnej mafii na świecie. Mam gdzieś twoje nawrócenie, byłeś idiotą, że ćpałeś i wiesz co jeszcze? Nic mnie to nie obchodzi. Zaburzasz moją przestrzeń. Wbijasz się na moją ławkę i się rządzisz. A wiesz co Jezus mówił? Tylko cisi będą błogosławieni. Więc zamilcz i odejdź ode mnie.

I uwierzycie xD? Biedak poszedł sobie. Zauważyłem jego wątpliwość na twarzy. Oj, naprawdę smutny człowiek. Ale dosyć szybko zauważył kolejny cel, którym stali się Świadkowie Jehowy. A dokładnie starsza para takich świadków, która oczywiście stała przy swoim stoisku z książkami. I zaczęli dyskusję. Potem zaczęli się szarpać. I nie wiadomo do czego doszłoby, gdyby nie (prawie) idealna interwencja straży miejskiej. To dopiero jest prawdziwa stuleja. Kochać coś lub kogoś, kto w ogóle nie odwzajemnia twego uczucia. W ich przypadku, chodzi o postacie niebiańskie.



Chyba zostałem wystawiony. Jak ostatni frajer. Przez pewien moment sądziłem, że mam na imię Marcin, bo jedyni frajerzy, których znam, to są właśnie Marciny. Ale stało się inaczej. To ja jestem tym frajerem. Co pozostało mi innego, niż udać się do baru? No tylko to. Nie twórzmy alternatywy do rzeczywistości.
Pierwszy bar. Piwko sobie popijam. Oczywiście w samotności. Stolik obok mnie. Dwójka facetów. Spokojnie... nie gejów! Jeju! Kurczę! Przepraszam was drodzy czytelnicy. Nie wiem jak to się stało? Ja powinienem spłonąć na stosie! No naprawdę! Zapomniałem totalnie o tej poprawności. Nie geje, tylko zakochani szczerą miłością w sobie mężczyźni. Więc wracamy. Siedzi dwójka kumpli. Piją, zapewne nie pierwsze, ale też nie ostatnie piwo tego wieczoru. I gadają.

- Stary, rozumiem. Kochałeś ją. Ale to nie koniec świata!
- Kur*a! Jak mogła mnie tak zrobić w ch*ja!
- Jezus Maria! Nie ta, to inna.
- Łatwo ci gadać!
- Nie łatwo, lecz patrz tam przy barze. Od godziny ta dziewczyna siedzi tam sama i popija drina. Idź, zagadaj, Co ci szkodzi?

Ten koleś faktycznie podchodzi do tej laski. Zagaduje coś w stylu:

- Cześć. Jestem Robert. Tak zauważyłem, że siedzisz sobie sama tutaj. Nie wiem czemu, ale poczułem, iż jesteś na tyle wyjątkową osobą, że warto do ciebie podejść.
- A weź, spierd*laj.

Słowo honoru. Tak mu odpowiedziała. Chłopak zasmucił się trochę. Następnie rozpłakał i wyszedł gdzieś z kumplem.

Ja zaliczam kolejne knajpy. Oczywiście w samotności. Bo jakby inaczej! Aż w jednym z nich wchodzę wreszcie na fona. Na tłiterku jakaś tam Pawłowicz czy inna Mazurek piszą o tym, że prezes to nadzieja dla Polski, ideał Polaka, prawdziwy bohater. Smutna to ich stuleja, do faceta, który kocha tylko władzę i koty...
Ale jedziemy dalej!
Chyba ostatni przystanek tego wieczoru dla mnie. Bo jestem coraz bardziej pijany. Leci lufa. Leci kufel. Świat wiruje, fale grawitacyjne dochodzą do naszej planety.

Wychodzę na ulicę. Ktoś rapuje: „Jak Zapomnieć”. Mi przypomina się RH+. I podśpiewuję: „Jezu! To znowu się stało... zakochałem się...” I tak dalej. Przypominają mi się, te wolne tańce w podstawówce, gdy moje pierwsze miłości kopały mnie w tyłek.

Jednakże, na wspomnianej ulicy, zauważam piękną istotę. Czyżby anioł specjalnie dla mnie zszedł na Ziemię? Mówię jej otwarcie, że mi się podoba. Że jest piękna. Że skradnę dla niej cały świata. Że jeżeli tylko chce, to uwolnię dla niej Barabasza. Że nawet skradnę dla nie świętego Graala. A ona co na to?

- W żakiecie 50, bez 100

Sprawdzam portfel. No 50 mam. To daję. Prowadzi mnie do jakiegoś mieszkania. Tam dzieją się przez 30 sekund cuda nad cudami. I co przegrywy? Wy w tę noc znów w Metina!


Wracam pierwszym autobusem do domu. Jestem zadowolony z siebie. Dokonałem rzeczy niemożliwych. Jestem w domu. Choć dojście z przystanku było trudne. Jak to się mówi: kozackie wieczory, bolesne poranki.

Budzę się po 10 godzinach. Pierwsze co robię, to oczywiście odpalam fona. Internet on fire. Myk! Zwycięstwo! Zmatchowało mnie z kolejną niewiastą! Rozpoczynamy nową walkę!


Jesteś jak bukiet róż!
Który nigdy nie pójdzie już!
Kochana idealna w snach jesteś!
A w realiach? Jeszcze lepsza jesteś!

Tak jej piszę. Znów wygram. A wy przegrywy i stuleje? Znów porażka.

Ale przed podrywami najpierw sprawdzam, co tam u rodziny Brazzers w telewizji strumieniowej. Oby nowy odcinek zakończył się wreszcie ślubem!

TW PIOTR

Adres źródła: http://egida.us.edu.pl/felieton/do-zakochania-jeden-krok/r3v